W kinie pocałunek potrafi powiedzieć więcej niż trzy strony dialogu. W „Casablance” Humphrey Bogart i Ingrid Bergman nie potrzebowali wielkich deklaracji, by pokazać, że miłość bywa silniejsza od rozsądku, ale nie zawsze wygrywa z historią. Amerykański Instytut Filmowy umieścił „Casablankę” na pierwszym miejscu listy największych filmowych historii miłosnych, a tuż za nią znalazły się m.in. „Przeminęło z wiatrem”, „West Side Story” i „Rzymskie wakacje”.
Są pocałunki jak letni deszcz nad Pilicą — krótkie, nagłe, zostawiające ślad na długo. Są też takie jak w „Titanicu”, gdzie świat może tonąć, orkiestra może grać do końca, a dwoje ludzi przez moment wierzy, że stoją na dziobie własnego losu. Kino kocha takie sceny, bo widzowie rozumieją je bez tłumacza. Nieważne, czy ktoś ma lat 17, 40 czy 80 — każdy wie, czym jest chwila, w której serce na sekundę robi pauzę.
Jednym z najbardziej rozpoznawalnych pocałunków współczesnego kina pozostaje scena z „Spider-Mana” Sama Raimiego. Na ekranie wyglądała jak romantyczny sen: deszcz, noc, superbohater wiszący głową w dół i Mary Jane, która odkrywa tylko część tajemnicy. Za kulisami nie było już tak bajkowo. Kirsten Dunst wspominała po latach, że kręcenie tej sceny było bardzo niewygodne, a Tobey Maguire miał problem z oddychaniem przez maskę i lejącą się wodę.
I właśnie tu zaczyna się najciekawsza część tej historii. Filmowy pocałunek jest często perfekcyjnie oświetlony, ustawiony i powtórzony kilka razy dla kamery. Ten prawdziwy nie ma dubli. Nie ma operatora, który poprawi kadr. Nie ma muzyki Johna Williamsa ani Hansa Zimmera, która podpowie, kiedy jest właściwy moment. Jest drugi człowiek. Jest sytuacja. Jest wzajemność albo jej brak.
Dlatego Światowy Dzień Pocałunku nie powinien być tylko żartem o miętówkach i unikaniu czosnku. To także dobry moment, by przypomnieć prostą zasadę: czułość zaczyna się tam, gdzie jest zgoda. Kalbi.pl słusznie zauważa, że zanim ktokolwiek zacznie „namiętne obchody”, warto upewnić się, czy druga strona ma podobne nastawienie. Nachalne przekraczanie granic drugiej osoby nie jest romantyczną sceną z filmu, tylko zachowaniem, które może naruszać czyjąś nietykalność. Polski Kodeks karny w art. 217 wskazuje, że naruszenie nietykalności cielesnej może skutkować odpowiedzialnością karną.
Ale nie odbierajmy temu dniu lekkości. Pocałunek ma też swoją piękną, codzienną geografię. Jest pocałunek dziecka na dobranoc, pocałunek w policzek dla babci, pocałunek na dworcu, kiedy pociąg już prawie rusza, pocałunek po kłótni, kiedy słowa jeszcze nie potrafią wrócić na miejsce. Jest ten nieśmiały, pierwszy, trochę jak scena z czarno-białego filmu. I ten po latach, może mniej efektowny, ale mocniejszy, bo niesie w sobie całą wspólną historię.
Nauka również zagląda w tę intymną przestrzeń. Dziedzina zajmująca się pocałunkami to filematologia, a popularne opracowania wskazują, że całowanie może pomagać w redukowaniu stresu, wpływać korzystnie na układ krążenia i angażować wiele mięśni twarzy. Brzmi jak medyczna wersja komedii romantycznej: trochę chemii, trochę biologii, trochę psychologii i dużo tego, czego nie da się zamknąć w tabeli.
W historii tego święta pojawia się też rekordowy wątek rodem z filmu, którego reżyser zapomniał powiedzieć „cięcie”. Według Kalbi.pl tajska para Ekkachai i Laksana Tiranarat ustanowiła rekord najdłuższego pocałunku, nie odrywając się od siebie przez 46 godzin i 24 minuty. Dla jednych romantyzm, dla innych wyczyn wytrzymałościowy. Trochę „Love Story”, trochę „Mission: Impossible”.
Światowy Dzień Pocałunku można więc potraktować z przymrużeniem oka. Można wysłać komuś czułą wiadomość. Można zaprosić bliską osobę na spacer po Tomaszowie, nad Pilicę, do parku albo po prostu na kawę. Można wrócić wieczorem do „Casablanki”, „Rzymskich wakacji”, „Pretty Woman”, „Notting Hill” albo „Spider-Mana” i zobaczyć, że kino od ponad stu lat opowiada nam wciąż tę samą prawdę: najważniejsze rzeczy często dzieją się w półtonach.
Bo pocałunek — ten prawdziwy, chciany, odwzajemniony — nie musi być wielką sceną finałową. Czasem jest tylko krótkim „jestem”, wypowiedzianym bez słów. I może właśnie dlatego tak dobrze wypada w filmach. Kamera kocha momenty, w których człowiek przestaje grać.



Napisz komentarz
Komentarze