Nasz artykuł w skrócie
- Jagiellonia II Białystok – Lechia Tomaszów Mazowiecki 1:1
- gospodarze objęli prowadzenie po golu Adriana Duchnowskiego
- Duchnowski w 87. minucie zobaczył bezpośrednią czerwoną kartkę
- chwilę później Marcin Pieńkowski kapitalnie wykorzystał rzut wolny
- Lechia wraca z trudnego terenu z punktem, ale może czuć spory niedosyt
Jagiellonia II Białystok – Lechia Tomaszów Mazowiecki 1:1 (0:0)
Bramki: Adrian Duchnowski 71 – Marcin Pieńkowski 88/89
Lechia: Antoni Pawełkiewicz – Bartłomiej Chyb (88. Bartosz Winkler), Marcin Orzechowski, Jakub Król, Filip Becht – Krystian Kolasa, Eryk Kaproń (74. Marcin Pieńkowski), Daniel Chwałowski (88. Maksymilian Bogusławski), Miłosz Pawlusiński – Kacper Popławski (74. Bartosz Bogus), Łukasz Racis.
Wyrównana pierwsza połowa. Pawełkiewicz trzymał Lechię w grze
Od pierwszych minut było jasne, że w Białymstoku nikt punktów za darmo rozdawać nie zamierza. Spotkanie długo przypominało piłkarskie przeciąganie liny. Raz mocniej naciskała Lechia, za chwilę odpowiadali gospodarze.
W szeregach zielono-czerwonych aktywni byli przede wszystkim Krystian Kolasa, Łukasz Racis i Kacper Popławski. Po stronie Jagiellonii II sporo zamieszania pod bramką Lechii robili Zachary Zalewski, Jan Kochanowicz i Krystian Tymoszczuk.
Pierwszy poważniejszy sygnał ze strony tomaszowian pojawił się w 21. minucie. Racis ruszył skrzydłem i dograł do Daniela Chwałowskiego. Pomocnik Lechii uderzył mocno, jednak Jakub Rabiczko nie dał się zaskoczyć.
Pięć minut później zrobiło się gorąco pod drugą bramką. Zachary Zalewski znalazł sobie miejsce do strzału, ale Antoni Pawełkiewicz znakomicie interweniował. Chwilę później obrona Lechii musiała jeszcze ratować sytuację wybiciem piłki niemal sprzed linii bramkowej.
Gospodarze próbowali wysoko atakować i zmuszać tomaszowian do błędów przy rozegraniu. Lechia długo pozostawała jednak zdyscyplinowana.
W 34. minucie z dystansu uderzał Chwałowski, lecz piłka przeleciała nad poprzeczką.
Jeszcze przed przerwą Jagiellonia II wyprowadziła szybki atak. Wcześniej faulowany był Łukasz Racis, ale arbiter pozwolił kontynuować grę. Tomaszowian po raz kolejny uratował Pawełkiewicz.
Do szatni obie drużyny schodziły przy wyniku 0:0.
Lechia nacisnęła. Brakowało tylko gola
Po zmianie stron zielono-czerwoni coraz odważniej szukali prowadzenia.
W 61. minucie Miłosz Pawlusiński kapitalnie wrzucił piłkę w pole karne w kierunku Kacpra Popławskiego. Napastnik Lechii nie miał jednak komfortowej pozycji i nie zdołał czysto uderzyć.
Jeszcze bliżej gola było sześć minut później.
Krystian Kolasa precyzyjnie dośrodkował, Łukasz Racis wygrał pojedynek w powietrzu i mocno uderzył głową. Bramkarz Jagiellonii II odpowiedział jednak świetną interwencją.
To była jedna z tych sytuacji, po których kibic zaczyna podejrzewać, że piłka ma własny, złośliwy scenariusz.
I rzeczywiście.
Stara piłkarska prawda znów dała o sobie znać
Niewykorzystane okazje zemściły się w 71. minucie.
Po wysokim dośrodkowaniu w pole karne Adrian Duchnowski wygrał walkę z defensorem Lechii i strzałem głową skierował piłkę do siatki.
Jagiellonia II prowadziła 1:0.
Dla Lechii był to wyjątkowo bolesny moment, bo kilka minut wcześniej to właśnie tomaszowianie mieli znakomitą szansę na otwarcie wyniku.
Zielono-czerwoni nie spuścili jednak głów.
W 84. minucie gospodarze w ostatniej chwili wybili futbolówkę spod własnej bramki. Chwilę później groźnie uderzał wprowadzony z ławki Marcin Pieńkowski, ale bramkarz Jagiellonii II jeszcze zdołał interweniować.
Czerwona kartka i moment, który zmienił wszystko
Najważniejsza akcja spotkania rozpoczęła się w 87. minucie.
Daniel Chwałowski wychodził praktycznie sam na sam z bramkarzem gospodarzy. Adrian Duchnowski zatrzymał go faulem.
Sędzia nie miał większych wątpliwości.
Czerwona kartka.
Lechia dostała rzut wolny z około 17 metrów. Piłkę ustawił Marcin Pieńkowski.
Presja? Ogromna.
Końcówka meczu. Jeden gol straty. Mur przed piłką. Bramkarz gotowy do interwencji.
Pieńkowski uderzył jednak tak, jak powinno się wykonywać rzuty wolne w takich momentach — mocno, precyzyjnie i bez miejsca na dyskusję.
Piłka zatrzepotała w siatce.
1:1!
Gol był nagrodą za determinację Lechii i za to, że drużyna do ostatnich minut nie zrezygnowała z walki o korzystny rezultat.
Punkt trzeba szanować, ale niedosyt pozostaje
Do końcowego gwizdka wynik nie uległ już zmianie.
Lechia Tomaszów Mazowiecki wywozi więc z Białegostoku punkt. Z jednej strony — zdobyty na trudnym terenie, przeciwko zespołowi, który potrafił stworzyć sporo zagrożenia.
Z drugiej — patrząc na przebieg drugiej połowy i sytuacje stworzone przez zielono-czerwonych, trudno pozbyć się wrażenia, że tego dnia można było ugrać więcej.
Najważniejsze jest jednak to, że drużyna nie pękła po stracie bramki.
Kiedy wydawało się, że spotkanie zmierza już w stronę zwycięstwa Jagiellonii, Lechia jeszcze raz zaatakowała. I została za to nagrodzona.
Takie punkty, wyrywane niemal w ostatniej chwili, czasem ważą w tabeli znacznie więcej niż zwykłe „1” zapisane w rubryce.
Żółte kartki: brak
Czerwona kartka: Adrian Duchnowski (Jagiellonia II) – 87. minuta
Sędziował: Michał Chmarycz (Jonkowo)




Napisz komentarz
Komentarze