444 lata temu (1582). Dziesięć dni po prostu znika z kalendarza
4 października 1582 roku był ostatnim dniem obowiązywania starego sposobu liczenia czasu w krajach, które od razu przyjęły reformę papieża Grzegorza XIII. Następny dzień oznaczono już jako 15 października. Dziesięciu dat pomiędzy nimi po prostu nie było. Nie chodziło jednak o kaprys Kościoła, lecz o narastający przez stulecia błąd kalendarza juliańskiego, który coraz bardziej rozjeżdżał się z rzeczywistym rokiem słonecznym.
Reforma miała przywrócić właściwe położenie równonocy i uporządkować sposób wyznaczania świąt ruchomych. Rzeczpospolita za panowania Stefana Batorego należała do państw, które przyjęły kalendarz gregoriański bardzo szybko. Inne kraje zwlekały: protestancka Wielka Brytania aż do XVIII wieku, Rosja do rewolucji bolszewickiej, a Turcja jeszcze dłużej. Dzisiaj kalendarz gregoriański jest standardem cywilnym niemal całego świata.
To jedna z najbardziej niezwykłych rocznic 4 października. Człowiek nie zatrzymał Słońca ani nie przyspieszył Ziemi. Zmienił jedynie sposób zapisywania czasu – a jednak miliony ludzi naprawdę „straciły” dziesięć dat ze swoich życiorysów.
143 lata temu (1883). Orient Express rusza w stronę Konstantynopola
4 października 1883 roku z Paryża wyruszył pierwszy Orient Express, zmierzający ku Konstantynopolowi, dzisiejszemu Stambułowi. Trasa nie była jeszcze w pełni kolejowa – jej końcowe fragmenty wymagały przeprawy promem i parowcem – ale właśnie wtedy narodziła się legenda podróży, w której sama droga zaczęła być równie ważna jak cel.
Za przedsięwzięciem stał Belg Georges Nagelmackers i jego Compagnie Internationale des Wagons-Lits. Luksusowe wagony sypialne, restauracyjne i obsługa odpowiadająca hotelowym standardom stworzyły zupełnie nowy model dalekiej podróży. Europa stawała się mniejsza: stolice, które wcześniej dzieliły dni niewygodnej jazdy, można było połączyć jednym ciągiem komunikacyjnym.
Później Orient Express dostał drugie życie w literaturze. Agatha Christie uczyniła go sceną jednej ze swoich najsłynniejszych powieści, a sam pociąg stał się symbolem Belle Époque – świata eleganckiego, kosmopolitycznego i pewnego własnej przyszłości, który zniknął w okopach I wojny światowej.
108 lat temu (1918). Haller obejmuje Błękitną Armię
Kiedy 4 października 1918 roku gen. Józef Haller objął dowództwo Armii Polskiej we Francji, końca Wielkiej Wojny można było już niemal dotknąć. Polska wciąż jednak formalnie nie istniała na mapie Europy, a przyszłe granice państwa były dopiero przedmiotem dyplomatycznej i wojskowej walki. Haller zastąpił francuskiego gen. Louisa Archinarda.
Formacja przeszła do historii jako Błękitna Armia od koloru francuskich mundurów. Wstępowali do niej Polacy ze Stanów Zjednoczonych, Kanady i Brazylii oraz jeńcy pochodzenia polskiego z armii państw centralnych. Pod koniec wojny liczyła około 70 tys. ludzi, posiadała artylerię, nowoczesne uzbrojenie i zaplecze, którego odradzające się państwo polskie dramatycznie potrzebowało.
Wiosną 1919 roku wojsko Hallera przyjechało do Polski. Później jego oddziały uczestniczyły w walkach o granice, a sam generał dowodził Frontem Pomorskim podczas przejmowania Pomorza przyznanego Rzeczypospolitej traktatem wersalskim. 4 października 1918 roku był więc jednym z tych dni, kiedy niepodległość istniała jeszcze głównie jako projekt – ale projekt mający już własną armię.
99 lat temu (1927). Zaczyna powstawać Mount Rushmore
4 października 1927 roku rozpoczęło się właściwe rzeźbienie Mount Rushmore w Black Hills w Dakocie Południowej. W skale miały pojawić się monumentalne twarze George’a Washingtona, Thomasa Jeffersona, Theodore’a Roosevelta i Abrahama Lincolna. Pomysłodawcą przedsięwzięcia był historyk stanowy Doane Robinson, a artystyczne kierownictwo objął Gutzon Borglum.
Budowa trwała czternaście lat. Washington został uroczyście odsłonięty w 1930 roku, Jefferson w 1936, Lincoln w 1937, Roosevelt dwa lata później. Ostatecznie prace zakończono w październiku 1941 roku.
Pomnik jest dziś jednym z najczęściej reprodukowanych obrazów Ameryki – obecnym w filmach, reklamach i popkulturze. Jednocześnie jego lokalizacja w Black Hills wiąże się z długą historią sporów dotyczących ziem należących wcześniej do rdzennych Lakotów. Monument, który miał opowiadać o wielkości państwa, sam stał się więc częścią znacznie bardziej skomplikowanej opowieści o jego historii.
87 lat temu (1939). Pod Kockiem Polska nadal walczy
Warszawa już skapitulowała. Kampania była strategicznie przegrana. A jednak 4 października 1939 roku żołnierze Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Polesie” gen. Franciszka Kleeberga nadal bili się pod Kockiem. Tego dnia niemiecka 13. Dywizja Piechoty Zmotoryzowanej uderzała na polskie pozycje, a do walki weszła również 29. Dywizja Piechoty Zmotoryzowanej.
Najcięższe starcia toczyły się w rejonie Woli Gułowskiej, Adamowa i Krzywdy. Niemcom nie udało się łatwo przełamać Polaków, a Kleeberg próbował manewrować tak, aby rozbić przeciwnika częściami. Problemem nie była już jednak odwaga ani zdolność do walki. Problemem była amunicja.
Dopiero 5 października, po meldunku o wyczerpywaniu zapasów, generał zdecydował o zakończeniu walk. Formalne złożenie broni nastąpiło dzień później. Bitwa pod Kockiem stała się ostatnią wielką bitwą regularnych wojsk polskich w kampanii 1939 roku. W tym samym czasie tysiące innych żołnierzy szukały dróg przez Węgry i Rumunię, by kontynuować wojnę na Zachodzie – dokładnie 4 października granicę z Węgrami przekroczył m.in. gen. Kazimierz Sosnkowski
83 lata temu (1943). Himmler mówi w Poznaniu o Zagładzie
4 października 1943 roku Heinrich Himmler przemawiał w okupowanym Poznaniu do wysokich rangą dowódców SS. To jedno z najważniejszych zachowanych świadectw pokazujących, że zagłada europejskich Żydów nie była zbiorem przypadkowych zbrodni lokalnych dowódców, lecz polityką znaną i świadomie realizowaną przez najwyższe kierownictwo III Rzeszy.
Himmler mówił wprost o „eksterminacji narodu żydowskiego”. Nie używał języka propagandowej mgły przeznaczonej dla opinii publicznej. Przemawiał do ludzi, którzy wiedzieli, o czym mówi – i którzy uczestniczyli w systemie masowego mordu.
Nagranie i zapis przemówienia są dziś jednym z kluczowych dokumentów historii Holokaustu. Trudno o mocniejsze zaprzeczenie późniejszym próbom udawania, że nazistowskie elity nie wiedziały, co dzieje się w gettach, obozach zagłady i na terenach okupowanej Europy Wschodniej.
82 lata temu (1944). Ostatni głos „Błyskawicy”
Powstanie Warszawskie było już po kapitulacji, oddziały szykowały się do wyjścia z miasta, a ulice zamieniały się w drogę do niewoli. 4 października 1944 roku radiostacja Armii Krajowej „Błyskawica” nadała swoją ostatnią audycję. Później urządzenie zostało zniszczone przez powstańców, aby nie dostało się w ręce Niemców.
„Błyskawica” działała od 8 sierpnia. Muzeum Powstania Warszawskiego podaje, że przez cały okres funkcjonowania nadano 122 audycje po polsku i 77 programów anglojęzycznych, a ostatnia transmisja odbyła się 4 października o godz. 19.20. Łącznie stacja pracowała ponad 82 tys. minut.
Radio w oblężonym mieście było czymś więcej niż technicznym urządzeniem. Informowało, ostrzegało, podtrzymywało morale i próbowało opowiedzieć światu, co dzieje się w Warszawie. Kiedy zamilkło, cisza miała znaczenie niemal symboliczne. Powstańcza stolica traciła swój własny głos.
69 lat temu (1957). „Bip, bip” i początek ery kosmicznej
4 października 1957 roku Związek Radziecki wystrzelił Sputnika 1 – pierwszego sztucznego satelitę Ziemi. Metalowa kula miała zaledwie 58 centymetrów średnicy i ważyła 83,6 kilograma. Okrążenie Ziemi zajmowało jej około 98 minut.
Technicznie Sputnik był urządzeniem niezwykle prostym. Politycznie – bombą. Jego radiowy sygnał można było odbierać na całym świecie, a każdy kolejny dźwięk przypominał Amerykanom, że ZSRR potrafi wynieść ładunek nad ich głowy. Jeśli można było wysłać satelitę, można było także rozwijać rakiety zdolne przenosić broń jądrową.
W Stanach Zjednoczonych rozpoczął się technologiczny wstrząs. Przyspieszono programy rakietowe, uruchomiono Explorer 1, a w 1958 roku powołano NASA. Wyścig kosmiczny prowadził później przez lot Jurija Gagarina, program Apollo i lądowanie człowieka na Księżycu.
Właśnie dlatego Światowy Tydzień Przestrzeni Kosmicznej rozpoczyna się 4 października. Tegoroczne hasło „Rocket Revolution” pasuje do rocznicy niemal idealnie: pierwsza kosmiczna rewolucja zaczęła się od małej kuli i monotonnych impulsów radiowych.
61 lat temu (1965). Papież mówi światu: „Nigdy więcej wojny”
4 października 1965 roku Paweł VI przemówił na forum Organizacji Narodów Zjednoczonych. W świecie nadal żyjącym cieniem Hiroszimy, kryzysu kubańskiego i narastającej wojny w Wietnamie papież mówił o prawie międzynarodowym, negocjacjach i konieczności zastąpienia przemocy rozumem.
Najmocniejszy fragment przemówienia przeszedł do historii: „Nigdy więcej wojny, nigdy więcej wojny!” Paweł VI apelował również o rozbrojenie, zwłaszcza w świecie dysponującym bronią o sile wcześniej niewyobrażalnej.
Sześćdziesiąt jeden lat później te słowa nie brzmią jak muzealny cytat. Brzmią jak zdanie, którego ludzkość wciąż nie potrafi dopisać do końca.
34 lata temu (1992). Boeing spada na blok mieszkalny w Amsterdamie
4 października 1992 roku transportowy Boeing 747 izraelskich linii El Al rozbił się o bloki Groeneveen i Klein-Kruitberg w amsterdamskiej dzielnicy Bijlmermeer. Holenderskie Archiwum Narodowe podaje, że w katastrofie zginęły co najmniej 43 osoby.
Katastrofa wydarzyła się w niedzielny wieczór i pozostawiła ogromną wyrwę w wielopiętrowym budynku mieszkalnym. W jednej chwili zwykłe osiedle stało się miejscem jednej z najtragiczniejszych katastrof lotniczych w historii Holandii. Później sprawa była przedmiotem szerokich dochodzeń, również dotyczących ładunku przewożonego przez samolot i zdrowotnych konsekwencji katastrofy.
Bijlmer przypomniało, że katastrofa lotnicza nie zawsze kończy się wraz z uderzeniem maszyny w ziemię. Jej konsekwencje mogą zostać w społeczności na całe pokolenie.
22 lata temu (2004). Prywatny statek zdobywa kosmiczną nagrodę
4 października 2004 roku SpaceShipOne zdobył Ansari X Prize – nagrodę w wysokości 10 mln dolarów za stworzenie prywatnie finansowanego, wielokrotnego użytku załogowego pojazdu kosmicznego. Za projektem stał konstruktor Burt Rutan i firma Scaled Composites, wspierani finansowo przez Paula Allena.
Data została wybrana niemal symbolicznie – dokładnie w rocznicę Sputnika. Tyle że tym razem do kosmosu nie pchały się dwa supermocarstwa. Wchodził tam prywatny kapitał. Technologię SpaceShipOne licencjonował później Richard Branson, rozwijając projekt Virgin Galactic.
Jeżeli Sputnik był początkiem państwowego wyścigu kosmicznego, SpaceShipOne można uznać za jeden z symbolicznych początków jego komercyjnego etapu. Dzisiejsze rakiety wielokrotnego użytku nie wzięły się znikąd.
16 lat temu (2010). Czerwony szlam zalewa węgierskie miejscowości
4 października 2010 roku przerwana została grobla zbiornika odpadów zakładów aluminiowych MAL w pobliżu Ajki na Węgrzech. Na okoliczne miejscowości i pola wylała się silnie alkaliczna czerwona maź, produkt uboczny przeróbki boksytu. Zanieczyszczenie przedostało się do potoku Torna, później do Marcalu, Ráby i systemu Dunaju.
Katastrofa spowodowała śmierć ludzi, obrażenia i rozległe szkody środowiskowe. Kilkanaście dni później węgierskie władze raportowały dziewięciu zabitych i 250 osób, które wymagały pomocy medycznej; skażenie objęło setki hektarów.
Ajka weszła do europejskich podręczników bezpieczeństwa przemysłowego. Przypomniała, że wielka katastrofa nie musi przyjść w postaci wybuchu reaktora czy płonącej rafinerii. Czasem wystarczy pęknięcie jednej konstrukcji magazynującej to, czego przemysł nie chce już widzieć.
Urodzili się tego dnia
zobacz na kolejnej stronie



Napisz komentarz
Komentarze