Ostatnio głośno było o schroniskach dla zwierząt w Bytomiu (woj. śląskie) i w Sobolewie na Mazowszu. W obu przypadkach prowadzone jest dochodzenie w sprawie znęcania się nad zwierzętami. PAP zwróciła się do biegłej sądowej z zakresu dobrostanu zwierząt, prof. Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu Hanny Mamzer o komentarz dotyczący obecnej sytuacji w schroniskach dla zwierząt.
Według rozmówczyni PAP ostatnie wydarzenia pokazały „całkowitą niewydolność państwa”. – Nie może być tak, że to zwykli obywatele chodzą do schroniska i mówią, że dzieje się źle, więc należy je zamknąć. Oni płacą podatki, z których schroniska są opłacane i kontrolowane, a tymczasem system opieki i kontroli nad zwierzętami jawi się jako iluzoryczny – powiedziała.
Według jej wiedzy obecnie w schroniskach przeprowadzane są kontrole zapowiedziane i – dużo rzadziej – niezapowiedziane. – Wykonywane przez inspekcję weterynaryjną kontrole są obowiązkowe i muszą być przeprowadzone dwa razy w roku. Są one zapowiedziane – zaznaczyła.
Dodała, że kontrole wykonywane w trybie nadzwyczajnym z uwagi na ostatnie wydarzenia też są zapowiedziane, co powoduje, że kontroler widzi „przygotowaną rzeczywistość”.
Prof. Mamzer wyjaśniła, że kontrole opierają się na formularzu skonstruowanym na podstawie wymogów opisanych w rozporządzeniu ministra rolnictwa i rozwoju wsi o prowadzeniu schronisk. Wymogi są przedstawione w tabeli, a kontrolujący odznacza w niej - bądź nie - kolejne pozycje.
– Musimy mieć świadomość, że rozporządzenie określa warunki minimalne, a to, że warunki minimalne są spełnione, nie oznacza automatycznie, że osiągnięty jest dobrostan zwierząt – podkreśliła.
Jej zdaniem przedmiotem kontroli w schroniskach powinien być dobrostan zwierząt, rozumiany jako proces uzyskiwania i trwania w równowadze w odniesieniu do środowiska. – Trzeba podkreślić, że dobrostan się zmienia. Zależy m.in. od stanu fizjologicznego, bodźców ze środowiska, wieku, choroby, ciąży zwierzęcia itd., co wymaga ciągłego monitorowania i kształtowania takiego środowiska, w którym zwierzę jak najlepiej się czuje – dodała.
W jej ocenie to jednak trudne zadanie, ponieważ jako społeczeństwo często nie zdajemy sobie sprawy, czego zwierzęta potrzebują. – Z jednej strony rośnie świadomość potrzeb zwierząt, działają ruchy na rzecz praw zwierząt. Jednocześnie wciąż mamy bardzo przedmiotowe, instrumentalne traktowanie zwierząt jak istot, które nie czują - wyjaśniła.
Przyznała, że rozumie, że w schroniskach warunki są trudne, ale konieczne jest zapewnienie optymalnego stanu zwierząt. – Z tego co wiem, bardzo rzadko się tak dzieje – stwierdziła.
Zdaniem Mamzer kontrole powinny obejmować też stan behawioralny zwierząt, czyli ich zachowanie. – Kontrola, która wygląda w ten sposób, że urzędnik wyższego szczebla, np. wicewojewoda, chodzi po schronisku, nic nie daje, chyba, że ma on wiedzę z zakresu behawioru zwierząt i jest w stanie ocenić ich zachowanie oraz to, co ono oznacza – powiedziała.
W przypadku kontroli przeprowadzanych przez lekarzy weterynarii, brakuje czasu, by mogli oni wykonać rzetelne badanie kliniczne. – Jeśli weterynarz ma rzeczywiście ocenić stan zdrowia zwierząt w schronisku, to musi je osłuchać, obadać palpacyjnie (poprzez dotyk – PAP). Są wytyczne, jak badanie wykonać, ale jest to praktycznie niemożliwe – powiedziała.
W jej ocenie lekarz musiałby poświęcić przynajmniej pół godziny na każde zwierzę – wyprowadzenie do gabinetu weterynaryjnego, zważenie, sprawdzenie temperatury itp. - W schronisku, w którym jest 200 zwierząt, to w ogóle jest nierealne, więc takich kontroli się nie przeprowadza - podkreśliła biegła.
Według rozmówczyni PAP problem polega również na tym, że inspektorzy „bardzo często nie są lekarzami czynnej praktyki, tylko urzędnikami”. – Nawet jeżeli skończyli studia z zakresu medycyny weterynaryjnej, to nie praktykują. Tak, mają podstawową wiedzę, jak zwierzęta chore i zdrowe się zachowują, jakie są tego objawy, ale co do zaburzeń behawioralnych, mam wątpliwości, czy to jest przedmiotem kształcenia na studiach weterynaryjnych. Wedle mojej wiedzy – marginalnie – dodała.
Najczęstszymi problemami związanymi z dobrostanem zwierząt są zaniedbanie urozmaicenia środowiskowego. – Nie wprowadza się zwierzętom urozmaiceń, a niektóre są nawet latami zamknięte w boksach. Podstawowym powinien być kontakt z wolontariuszami. Gdybyśmy mieli mówić o reformie czy zmianie sytuacji, to powinniśmy przeprowadzić obowiązek aktywnego, realnego wolontariatu w schroniskach – zaznaczyła. Wyjaśniła, że dzięki temu zwierzęta są bodźcowane poznawczo – chodzą na spacery, które zaspokajają ich potrzebę eksploracji, aktywności, znakowania terenu i kontaktów społecznych. – Dodatkowo wolontariusze wykonują zdjęcia i filmy, które umieszczają w mediach społecznościowych, promując te zwierzęta do adopcji – dodała.
Ekspertka odniosła się również od dyskutowanych zmian systemowych w opiece nad zwierzętami. Podkreśliła, że powinien obowiązywać zakaz działalności gospodarczej w oparciu o prowadzenie schronisk. - Schroniska powinny być działalnością gmin, a urzędy gmin i urzędnicy gminni powinni być pociągani do odpowiedzialności w przypadkach zaniedbania dobrostanu zwierząt – dodała.
Jej zdaniem pomogłoby również wydzielenie specjalnych komórek w inspekcji weterynaryjnej, których zadaniem byłby nadzór nad placówkami takimi jak w Sobolewie. – Powinny tym zajmować się osoby bardzo dobrze wykształcone, mogące się skupić wyłącznie na kontrolach. Zdaję sobie sprawę, że inspekcja jest przeciążona, ale nie tłumaczy to w żaden sposób sytuacji, z jakimi mamy do czynienia – zaznaczyła.
Paulina Kurek (PAP)
























































Napisz komentarz
Komentarze