Wszystko przez spacer, który zamiast w niedzielę miał odbyć się w poniedziałek. Kilkunastu wolontariuszy, którzy przyszli do schroniska, spotkali się z odmową wydania zwierząt – Ponieważ dzień wcześniej była nieciekawa pogoda, to wolontariusze przełożyli spacer na 3 maja – mówi Mieczysława Goździk z Towarzystwa Miłośników i Opieki nad Zwierzętami. – Poszliśmy jak zwykle o godzinie 11.00. Było 14 osób. Poprosiliśmy kierownika o wydanie psów na spacer. Kierownik kategorycznie odmówił.
Kierownik tłumaczył się tym, że nie został poinformowany, że przyjdziemy tego dnia do schroniska i dlatego nie naszykował psów – mówi jedna z wolontariuszek. – Wydaje nam się to śmieszne. Ponieważ wystarczy tylko kilka minut, by założyć obrożę.
Tymczasem Grzegorz Woskowski przedstawia sytuację w całkowicie odmienny sposób. – Ja podpisałem z panią prezes porozumienie dotyczące wolontariatu. Miałem co do tego mieszane uczucia, ale pod presją władz miejskich zostało ono podpisane. W porozumieniu jest wyraźny zapis, który mówi, że powinniśmy być wcześniej uprzedzeni o dacie wizyty i liczbie wolontariuszy, którzy mają przyjść na spacer z pieskami. To jest tak skonstruowane, by można było na spokojnie zwierzęta przygotować.
Szef Schroniska twierdzi, iż ustalono z nim, że w niedzielę (2 maja - przyp. red.) przyjdzie do schroniska 15 osób. Tymczasem zgłosiły się jedynie cztery. Tym osobom psy zostały wydane bez żadnych problemów. Mimo że nie było wśród nich osoby odpowiedzialnej, a wymienionej w podpisanym porozumieniu.
Przeprowadziłem z panią prezes rozmowę, która potwierdziła mi, by pieski wydać. Rozmowa odbyła się w niedzielę i można było mi różne informacje przekazać. Tymczasem „ni z gruszki, ni z pietruszki” przychodzi w poniedziałek 15 osób z pretensjami. Psy były nieprzygotowane. Gdyby mnie uprzedzono w niedzielę, to nie byłoby żadnego problemu. Stąd powstało nieporozumienie i mam nadzieję, że już więcej podobnych nie będzie – mówi Woskowski, przepraszając równocześnie za zaistniałą sytuację wolontariuszy, którzy bezinteresownie poświęcają swój wolny czas.
Pierwszym argumentem było to, że jest poniedziałek, a nie niedziela, a w poniedziałki nie ma spacerów – mówi Anna Kłopotowska, jedna z wolontariuszek. – Umowa mówi, że wolontariat może się odbywać każdego dnia w godzinach pracy schroniska. Problemem było założenie 14 obróżek. Czekaliśmy dwie godziny i nie doczekaliśmy się, więc rozeszliśmy się do domów.
W międzyczasie przed schroniskiem zjawiła się też wezwana przez sąsiadów Policja. – Sąsiadce przeszkadzało zbyt głośne zachowanie psów oraz, jak stwierdziła, fakt, że zwierzęta załatwiają się przed jej bramą – mówią wolontariusze. – To jest nieprawda, ponieważ chodzimy z psami na spacery zupełnie w innym kierunku.
Wezwania policji nie chce komentować Grzegorz Woskowski – Przez jedenaście lat, jak tu prowadzę schronisko, nie miałem żadnych problemów z sąsiadami. Umówiliśmy się, że ja będę starał się im tu nie przeszkadzać, ale trzeba przyznać, że oni w trudnej sytuacji są.
Jak potwierdza oficer prasowy Policji aspirant Marek Orzelski, wolontariusze przyszli do schroniska wyprowadzić psy zgodnie z zawartą wcześniej umową – Mieszkanka posesji sąsiadującej ze schroniskiem zgłosiła głośne ujadanie psów oraz zwróciła policjantom uwagę na zanieczyszczenia pozostawiane w rejonie jej posesji – wyjaśnia w rozmowie z Joanną Szczepańską z radia Strefa FM. – Wolontariusze pokazali policjantom papierowe torebki na odchody, jakie zawsze ze sobą zabierają i wykorzystują w czasie spacerów. Policjanci załagodzili spór oraz pouczyli strony o stosownym zachowaniu się wobec siebie.
Jednak nie tylko brak porozumienia między prowadzącym schronisko a wolontariuszami jest tutaj problemem. Placówka boryka się też z problemami finansowymi. Miasto od lat nie zrobiło nic, by poprawić warunki bytowe zwierząt w nim mieszkających.
Prowadzący schronisko świadczy usługę na naszym miejskim majątku, nie ma obowiązku ponoszenia jakichkolwiek nakładów inwestycyjnych – mówi naczelnik Wydziału Inżyniera Miasta Barbara Misiurska. – Ma wydzierżawiony teren wraz z zabudowaniami, ma obowiązek utrzymać go w odpowiednim stanie. Nie można więc oczekiwać, by w ramach wynagrodzenia ryczałtowego prowadził jakiekolwiek inwestycje.
Od dzierżawcy nie należy oczekiwać ponoszenia nakładów inwestycyjnych. Można natomiast spodziewać się, że miasto zainwestuje w doprowadzenie do odpowiedniego stanu własnego obiektu. Jakiś czas temu przygotowano nawet projekt modernizacji i rozbudowy schroniska dla zwierząt. Niestety jego realizacja nigdy nie doszła do skutku. Szacuje się, że wartość prac, jakie projekt obejmuje, zamknęłaby się kwotą kilkuset tysięcy złotych. Rozłożone w czasie nie stanowiłyby nadmiernego obciążenia dla budżetu.
Komu to jednak potrzebne. Bezdomne psy przecież nie chodzą na wybory i nie głosują. Dają głos, ale nie ten, który wrzuca się do urny. Trochę szkoda, bo liczba piesków sięga 150, a tyle właśnie głosów pozwoliło wielu osobom w naszym mieście zostać radnymi.
Mariusz Strzepek NaszTomaszow.pl & Joanna Szczepańska Radio Strefa FM




























































Napisz komentarz
Komentarze