Przywrócenie wspomnianemu przystankowi kolejowemu Wolbórka jego pierwotnej, historycznej nazwy było efektem usilnych zabiegów, podjętych przed trzema laty przez władze samorządowe gminy Będków z inicjatywy pasjonatów lokalnej historii. Przypomnieli oni, że pod nazwą „Wolbórka” przystanek ten funkcjonował już od przeprowadzenia Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej w 1846 roku. Władze carskie skasowały go w 1863 roku w drodze restrykcji po stoczonej obok niego potyczce polskich powstańców z wojskiem rosyjskim.
Do ponownego uruchomienia przystanku Wolbórka doszło w 1887 roku, a dziesięć lat później ustawiono na nim okazałą, drewnianą poczekalnię dla pasażerów. Ten misternie zdobiony budynek został tutaj przywieziony z Niżnego Nowogrodu (miasto położone na wschód od Moskwy, u ujścia Oki do Wołgi). Pełnił tam rolę pawilonu wystawowego Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej podczas wielkiej Wszechrosyjskiej Wystawy Przemysłowo-Artystycznej. Po owej przeprowadzce nazwa „Wolbórka” widniała na niezwykłej poczekalni aż do 1925 roku, kiedy zmieniono ją na „Czarnocin”. Miało to związek z szumnie wtedy otwieraną nowoczesną szkołą rolniczą w pobliskim Czarnocinie, choć przystanek ten znajdował się faktycznie w granicach gminy Będków.
Po zrezygnowaniu przez PKP w 2004 roku z użytkowania budynku drewnianej poczekalni i przylegającej do niej murowanej, również zabytkowej nastawni kolejowej, nad przystankiem tym zawisły czarne chmury. Opuszczoną i mocno zdezelowaną poczekalnię uratowało niemal w ostatniej chwili przeniesienie jej w listopadzie 2006 roku do Skansenu Rzeki Pilicy w Tomaszowie Mazowieckim. Tutaj, po pieczołowitej odbudowie, niezwykły świadek historii Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej, związany także z młodzieńczymi latami polskiego noblisty – Władysława Reymonta – odzyskał dawny blask. Swoje nowe, już skansenowe życie poczekalnia ta rozpoczęła oczywiście pod umieszczoną nad wejściem historyczną nazwą „Wolbórka”.
Dzisiaj na kolejowym przystanku pod Będkowem zastępuje ją jedynie żelazna wiata ustawiona na peronie. Można żałować, że pozostawiona tam bezpańsko murowana nastawnia z lat 30. ubiegłego wieku szybko obraca się w ruinę. Jak dotąd monity kierowane przez władze gminy Będków pod adresem odpowiednich służb kolejowych i konserwatorskich nie skutkują. A szkoda, gdyż przywracanie lokalnej historii i tradycji może przyczynić się do szerszej promocji i pozyskiwania środków na dalszy rozwój także tej gminy.
































































Napisz komentarz
Komentarze