Przez cały dzień trwało opracowywanie opinii prawnych. Jak wiadomo, ilu prawników, tyle znajdziemy poglądów na każdy temat. W tym przypadku jest podobnie. Kto jest Starostą, nowo wybrany, czy może stary odwołany. W końcu i tak postanowiono zapytać wojewodę. W każdym razie Dariusz Kowalczyk postanowił na zakończenie pracy wręczyć Mariuszowi Węgrzynowskiemu pismo z wezwaniem do opuszczenia gabinetu. Ten chyba myślał, że ktoś zamierza go z budynku wyprowadzać za przysłowiowo ucho i uruchomił sms-owy alert emerycki. Działacze Klubu Gazety Polskiej w wieku powyżej średniego, zjawili się pod sztandarami Telewizji Republika, by bronić odwołanego Węgrzynowskiego. Ludzie ci nawet nie do końca wiedzieli, o co chodzi. Uważali, że Starosta został ponownie wybrany, a jacyś drapieżcy polityczni chcą go wygonić z gabinetu, Skoro lekko woniejący tanim winem osobnik potrafił wtrącić się w moją rozmowę z prawnikiem, pokrzykując, że nasz szpital ma w tym roku niebotyczne zyski, to jesteśmy zaskoczeni jakością PiS-owskiej kadry zarządczej.
Do Starostwa zjechali prawdziwi rycerze i rycerki politycznych starć, posłowie Macierewicz i Milczanowska. Ten pierwszy jak zwykle się spóźnił. Kiedy przyszedł, wydawało mu się, że rozmowa dotyczy gospodarki rolnej, ale o tym za chwilę. Przez kilkanaście minut spór prawny z adwokatem reprezentującym Dariusza Kowalczyka prowadziła Anna Milczanowska. Prawnik jedno, posłanka drugie. Ton arogancki, deprecjacja profesjonalizmu zawodowego i kwestionowanie etyki adwokackiej. Dla Anny Milczanowskiej był to teatr jednego aktora, wychodziła do zebranych na korytarzu, powtarzając co rusz: oni stosują prawo, tak jak je rozumieją. A przypomnijmy: o co chodziło? O możliwość pracy nowego Starosty.
Na to wszystko wszystko wpadł zdyszany Antoni Macierewicz i ni z tego ni z owego, ni z gruszki ni z pietruszki wypalił: a pan co myśli o polityce rolnej Pańskiego Rządu. Osoby w pokoju zaniemówiły. Czyżby marszałek senior nie wiedział po co przyjechał do Tomaszowa, czy było to chwilowe zachwianie jaźni. Tymczasem źle trafił, bo słowa skierował do... rolnika. W dodatku z licznymi nagrodami i działającego w Izbach Rolniczych. Próby wyjaśnienia, że my zajmujemy się samorządem a nie polityką międzynarodową były na nic. Macierewicz nie zwrócił nawet uwagi, kiedy usłyszał, że przecież to radni krytykowanego przez niego Tuska, głosowali za utrzymaniem na Stanowisku Węgrzynowskiego. Zareagował na to natomiast były Starosta pytając, czy są na to dowody. No są. W postaci zdjęć 12 kart do głosowania. Naprawdę zrobiło się ciekawie, bo agresywny Węgrzynowski stał się jeszcze bardziej purpurowy.
Korytarz za to żył własnym życiem. Tu brylowali radni PiS. Większość z nich została zatrudniona przez Mariusza Węgrzynowskiego. Przyszedł nawet rzecznik prasowy szpitala i nowy pracownik Wydziału Budownictw, który wie na temat tyle, że cegła to cegła i wygląda inaczej niż pustak. Głównodowodzący, Jarosław Feliński, zachowywał się co najmniej dziwnie. W każdym razem agresywnie, aż miałem ochotę zadzwonić po policję, by przebadała radnego alkomatem. W każdym razie wtrącił się w moją rozmowę z adwokatem, bo nie podobał mu się palec prawnika. Posłanka Milczanowska, domagała się pełnomocnictwa od mecenasa, który stał obok swojego klienta. Emeryci mieli radochę. Nie rozumieli nic, ale noc zamierzali spędzić w Starostwie.
Trudno w to uwierzyć, ale to zwołane na prędcy spotkanie przypominało bardziej sekciarskie obrzędy. Wszyscy w kółeczku, Starosta rozdający błogosławieństwa. To już nie Urząd, to dom wariatów.





























































Napisz komentarz
Komentarze