- Mogę powiedzieć, że jestem spełnionym zawodnikiem, bo ten sezon był bardzo wyśmienity. Tyle medali nigdy w życiu nie zdobyłem. Dwukrotne mistrzostwo Europy to jest wielkie osiągnięcie, dwukrotnie zająłem czwarte miejsce w igrzyskach. Zabrakło trochę szczęścia, ale nie ma co się tutaj załamywać - przyznał.
Do jego osiągnięć w minionym sezonie należy dodać drugie pozycje na najkrótszych dystansach w końcowych klasyfikacjach Pucharu Świata. Mimo braku medalu na najważniejszej imprezie 26-letni panczenista nie zamierza się poddawać, a wsparcie, jakie otrzymał z różnych środowisk po igrzyskach, jego zdaniem jest godne podziwu.
- Nie chciałbym nic zmieniać. Jedyny wniosek to po prostu jest taki, że dalej będę pracował w ten sam sposób. Cały czas dążę do celów, które są przede mną - dodał.
Do tej pory skupiał się na startach na 500 i 1000 m. Nie wyklucza, że w kolejnym, poolimpijskim, z trenerem ustali plan występów uwzględniający także 1500 m. - Nie mówię nie - zaznaczył.
Święta to dla niego szczególny okres.
- Za mną bardzo wymagający sezon. A teraz możemy spędzić czas w gronie rodzinnym i zaznać trochę takiego błogiego spokoju. Jestem w trakcie poszukiwania miejsca na wakacje. Może wprost od wielkanocnego stołu polecę gdzieś do ciepłych krajów - powiedział i dodał, że zastanawia się też nad pobytem w kontynentalnej Hiszpanii albo trochę dalej - na Teneryfie.
Ze zwyczajów wielkanocnych dobrze zapamiętał zwłaszcza lany poniedziałek. Tradycja w jego rodzinnie dalej jest kultywowana, choć z trochę mniejszą ilością wody.
- Pamiętam, gdy jeszcze mieszkałem u rodziców, to zawsze z samego rana chlapaliśmy się wodą na pobudkę. Zdarzało się, że nawet szklanki czy też miski wody były w użyciu. Z kolegami wychodziliśmy też z wiadrami i lało się po całym osiedlu - wspomniał.
Żurek w wolnej chwili oddaje się pasji fotografowania. Lubi, tak po prostu, wziąć aparat i pojechać na zupełne odludzie. Można wówczas, jak tłumaczył, spędzić czas samemu ze sobą. Przemyśleć kilka spraw, które są w głowie, odciąć się od sportu. Uwielbia też oglądać siatkówkę. Ostatnio połączył te dwie pasje. Był na meczu Tauron Ligi. Zrobił zawodniczkom dużo zdjęć, które potem rozesłał zainteresowanym. Obserwował jak siatkarki w mediach społecznościowych korzystały z jego pracy.
- Zdjęcia robię głównie dla siebie. Myślę o założeniu strony, gdzie będę mógł je pokazać. Nie chcę nimi zaśmiecać swojego Instagrama - przyznał jednocześnie, że dobrym miejscem ekspozycji jego fotografii byłaby wystawa w PKOl.
Profesjonalny sprzęt fotograficzny nie jest tani, dlatego panczeniście z Tomaszowa Mazowieckiego zajęło trochę czasu zanim zdołał go skompletować. Część używanego wyposażenia, ale w dobrym stanie, kupił w Kanadzie.
- To były groszowe sprawy, ale w Polsce zapłaciłbym trzy razy więcej. Mam już swój wymarzony sprzęt - powiedział z dumą.
Panczenista w grudniu w stopniu szeregowego dostał powołanie do Centralnego Wojskowego Zespołu Sportowego. Starał się o to od dwóch lat. Najpierw musiał przejść szkolenie, badania, testy, a potem złożyć ślubowanie. Tak naprawdę od dziecka marzył, żeby połączyć wojsko ze sportem. Często w Tomaszowie Mazowieckim, gdzie się urodził, widział żołnierzy z miejscowej jednostki.
- Ciągnęło mnie do munduru, więc spróbowałem. Okazało się, że Karolina Bosiek (koleżanka z kadry i klubu) dostała się właśnie do takiego zespołu i to otworzyło mi oczy. Stwierdziłem, że też będę chciał tak funkcjonować. Wojsko i sport są sobie bardzo bliskie. To fajnie można to połączyć w karierę dwutorową. Wojsko daje mi taką możliwość, że gdy zakończę sportową rywalizację, dalej będę mógł służyć w mundurze - podsumował Żurek.




























































Napisz komentarz
Komentarze