Wniosek o odwołanie Zenona Łaskiego z funkcji przewodniczącego trafił na jego biurko dziś rano. Wywołał niemałe poruszenie i zdziwienie wśród pozostałych jedenastu radnych. Radni, którzy podpisali się pod wnioskiem, liczyli na to, że zostanie on podczas wczorajszej sesji poddany pod głosowanie. Oczekiwano również dyskusji dotyczącej przyczyn, dla których został złożony.
Zenon Łaski nie dopuścił jednak do głosowania. Zanim doszło do wprowadzenia wniosku radnych do porządku obrad, postanowił sam złożyć rezygnację z pełnionej funkcji. Po krótkim wystąpieniu przekazał prowadzenie sesji Tomaszowi Kumkowi, który ogłosił przerwę. Zenon Łaski na salę obrad już nie powrócił.
– Traktowałem pracę w Radzie zawsze jako służbę, służbę memu miastu – mówił Zenon Łaski. – Ponieważ różne okoliczności i sytuacje powodują niepotrzebne napięcia, a zależy mi bardzo na tym, aby nasza samorządność była wiarygodna.
Radni–wnioskodawcy nie byli zaskoczeni zachowaniem przewodniczącego. – To było oczywiste, że nie będzie chciał dopuścić do dyskusji nad przyczynami swojego odwołania – mówili w przerwie. – Zachowanie dosyć niepoważne. Obraził się i wyszedł. Trudno to nawet komentować. Jak mały chłopczyk, który zabiera szpadel i ucieka z piaskownicy. Skoro panu Łaskiemu tak bardzo zależało na wiarygodności naszego samorządu i jego przejrzystości, to dlaczego wcześniej honorowo nie złożył rezygnacji, tylko uczynił to dopiero wtedy, gdy złożyliśmy nasz wniosek? Odpowiedź na to pytanie jest chyba oczywista. Dwunastu radnych, którzy się pod nim podpisali, to liczba wystarczająca do podjęcia uchwały o jego odwołaniu. Nie mieliśmy wątpliwości, że zarówno PSL, jak i SLD będą bronić Zenona Łaskiego do samego końca.
– Jestem pewien, że gdyby na naszym wniosku znalazła się minimalna liczba wymaganych podpisów (czyli sześć – przyp. red.), gdyby złożył go tylko nasz klub, do rezygnacji pana przewodniczącego nigdy by nie doszło – mówi Tomasz Wawro.
Okazało się, że radni Platformy Obywatelskiej i Prawa i Sprawiedliwości mieli rację. Tuż po przerwie głos zabrał Marian Kotalski. – Stworzyliście tu nawet POPiS. To jest niebywałe, na tym etapie, gdy trudno jest tym ludziom na szczeblu centralnym się dogadać. Ten człowiek powiedział tutaj wcześniej, że nie będzie więcej kandydował, i to nam wystarczyło. A wy dzisiaj dwanaście podpisów, żeby tylko łapać plusy przed wyborami – mówił radny. – Wy i tak tych wyborów nie wygracie.
Prawdziwy atak zwolenników Zenona Łaskiego i Rafała Zagozdona nastąpił jednak dopiero w interpelacjach. Całą złość skierowano na wiceprezydenta Grzegorza Haraśnego.
Zaczął Leszek Adamski: – Czas kampanii wyborczej już się rozpoczął. Mieliśmy tego przykład przy rezygnacji przewodniczącego Rady Miasta i przy niegłosowanym wniosku części radnych, ale myślę, że to dobrze — stworzyła się chyba nowa koalicja.
Pytał Grzegorza Haraśnego o jego wystąpienie podczas ubiegłotygodniowej konferencji prasowej. – Na jakiej podstawie twierdzi pan, że obecny prezydent miasta wykorzystuje urzędowe pieniądze na swoją kampanię wyborczą? Czy stwierdził pan taki przypadek, a jeżeli pan go stwierdził, to co pan z nim uczynił? – pytał m.in. Adamski, który niedawno sam przyznał się w rozmowie z portalem do fałszowania kart przebiegu pojazdu służbowego w Starostwie Powiatowym, w którym pracuje (sprawą zajmuje się — na wniosek Julii Pitery — Komisja Rewizyjna Rady Powiatu oraz najprawdopodobniej prokuratura). (czyt. jak to rozpisać)
Inne pytania Leszka Adamskiego dotyczyły wykorzystywania pracowników Urzędu Miasta w kampanii wyborczej prezydenta Zagozdona oraz sposobów przyznawania dotacji unijnych przez Urząd Marszałkowski w Łodzi.
– Bardzo bym prosił, by słuchał pan ze zrozumieniem, ponieważ jest tam również zapis ścieżki dźwiękowej – odpowiadał Adamskiemu Grzegorz Haraśny. – Wszystko, co powiedziałem na konferencji, jest dla mnie „oczywistą oczywistością”, jak ktoś kiedyś powiedział. Po pierwsze: wszystko, co Urząd Miasta realizuje, finansowane jest ze środków publicznych. Jeśli powiedziałem, że urzędujący prezydent ma za sobą cały Urząd Miasta, to jest oczywiście prawda, bo wszyscy pracujemy na wizerunek prezydenta miasta — również i ja, mimo że jestem jego konkurentem. To nie jest zarzut. W sposób naturalny te rzeczy, które są realizowane przez miasto, wpływają na wizerunek urzędującego prezydenta.
– Nie ma wątpliwości, że polityka ma poważny wpływ na to, co się w mieście dzieje – odpowiadał na kolejne pytania. – Lepiej, aby władza w mieście była tego rodzaju, co wyżej. Czy projekty, które są realizowane, są oceniane w sposób merytoryczny? Jedne tak, inne nie. W większości przypadków decyzję ostateczną podejmuje Zarząd Województwa. Są możliwości wpływania i lobbingowania za projektami. Takim projektem złożonym do Urzędu Marszałkowskiego był projekt rewitalizacji. Tam nie było dokumentacji. Tam nie było oceniania wraz z innymi projektami. Tam nie było punktacji. To my dopiero teraz mamy ten projekt z pełną dokumentacją złożyć.
Haraśny przywołał również spór z ówczesnym senatorem Jerzym Adamskim, bratem radnego Adamskiego, dotyczący przebiegu drogi S8. Przypomniał, że tomaszowski parlamentarzysta podpisał się pod pismem ośmiu innych parlamentarzystów, którzy zabiegali o tzw. „piotrkowski wariant” tej drogi. To stwierdzenie wywołało obruszenie Leszka Adamskiego. – Moje pytania nawiązują wyłącznie do samorządu. W żadnym wypadku nie ośmieliłbym się zwracać uwagi pańskiej rodzinie. Pan zwraca mojej rodzinie uwagę — to trochę nie tak, jak powinno być. Prosiłbym, z wielkim szacunkiem, zarówno do mojego brata, jak i do mnie – mówił oburzony, pomijając oczywiście fakt, że to za aktywność w samorządzie brat radnego został skazany prawomocnym wyrokiem sądu.
Kolejny do ataku na Grzegorza Haraśnego przystąpił Kazimierz Fryziel (PSL). – Nie o polityce będę mówił, ale o zwyczajach, jakie w tym mieście zapanowały. – Czy w projektach, o których wspomina pan w coraz częstszych wystąpieniach, mianowicie o rewitalizacji miasta, o basenie, o Grotach Nagórzyckich — czy myśli pan, że są to projekty realizowane przez Platformę Obywatelską, przez Platformę Obywatelską wymyślone i sfinansowane, czy są to projekty realizowane, a wcześniej ustalane również na posiedzeniach komisji, na sesjach Rady Miejskiej, przez miasto Tomaszów, przez jego organy wykonawcze i uchwałodawcze? Pan mówi, że są to projekty Platformy, a przecież tu na tej sali cztery inne ugrupowania występują. Czy pracownicy Urzędu Miasta, którzy pracują przy tych projektach, jak ich pan nazywa, „moi współpracownicy”, pobierają wynagrodzenie z Platformy Obywatelskiej czy z Urzędu Miasta, zaaprobowane przez Radę Miejską? – pytał w sposób absurdalny, ponieważ ustalanie wynagrodzeń poszczególnych pracowników nie leży w żadnej mierze w kompetencjach radnych (poza oczywiście wynagrodzeniem prezydenta miasta).
– Mówi pan, że „koniec deweloperów w naszym mieście” – ciągnął dalej Fryziel, zniekształcając wypowiedź Haraśnego z konferencji prasowej (przyp. red. „Koniec czasów deweloperów” — było odpowiedzią na pytanie dziennikarza, czy nie warto do finansowania kampanii wyborczej pozyskać jakiegoś dewelopera). – Czy to oznacza, że Galerii Mazovia w naszym mieście nie będzie?
– Proszę nie odbierać mi i jakiejś grupie ludzi udziału w tych programach – odpowiadał na pytania radnego PSL. – Mnie oskarżać o to, że mam coś przeciwko temu, co ma się dziać na terenie Mazovii… no, panie radny, kto poniósł największe ryzyko w tej sprawie, by ta galeria Mazovia w tym mieście powstała? To jest pytanie poniżej pasa, powiem szczerze. Na koniec konferencji pojawiło się pytanie, na które odpowiedziałem, że czas deweloperów w polityce się skończył.
Prawdziwą przyczynę ataku odsłonił dopiero Antoni Iwański: – Pańskie ugrupowanie podpisało z PiS-em i zmusiło przewodniczącego do odejścia, bo ma honor. Wyrugowaliście go w brzydki sposób, a jakby tak z panem zrobiono? Bo pańskie nazwisko też tam jest (we wnioskach NIK – przyp. red.).
Haraśnego zaatakował również Jerzy Kowalczyk. Nie powiedział jednak niczego szczególnie istotnego, poza tym, że przygotowywane przez urzędników w mieście projekty stają się własnością ich pracodawcy. – Moim pracodawcą jest miasto – odparł Haraśny.
Na zakończenie pragnę zwrócić uwagę panom radnym Leszkowi Adamskiemu oraz Jerzemu Kowalczykowi, iż cytując obszerne fragmenty mojego artykułu i nie podając równocześnie autora oraz źródła, naruszyli w sposób absolutnie bezprawny moje prawa autorskie. Liczę, że w przyszłości podobne przypadki karygodnego lekceważenia prawa nie będą już miały miejsca.






























































Napisz komentarz
Komentarze