Pokazywany cykl to trzynaście obiektów w skali ludzkiej twarzy — dwanaście masek i jedna, traktowana przez autora jako symboliczne domknięcie całości. Pastusiak buduje je z miedzi i prowadzi widza na granicę: między biżuterią a rzeźbą, między „twarzą” a znakiem, między tym, co odsłonięte, a tym, co ukryte. W opisie wystawy podkreślono, że to nie dekoracja ani rekwizyt, lecz forma, która ma uruchamiać skojarzenia i działać jak osobiste zwierciadło dla odbiorcy.
Kluczem jest tu repusowanie (trybowanie) — stara technika kształtowania blachy, w której relief „wychodzi” przez pracę od odwrotu: młotkami i puncami wypycha się wzór, a potem dopracowuje detal. Britannica definiuje repoussé jako metodę dekorowania metalu przez uzyskiwanie wypukłości z tyłu przedmiotu, a polskie źródła opisujące twórczość Pastusiaka przypominają, że technika była znana już w starożytności i wymaga dużych umiejętności.
Kim jest Piotr A. Pastusiak? Kilka faktów i ciekawostek o twórcy
Pastusiak działa na styku rzemiosła i sztuki: jest jubilerem i metaloplastykiem, pracuje najczęściej w srebrze, ale — jak widać na tej wystawie — równie mocno „dogaduje się” z miedzią. Wraz z żoną współtworzy autorską Galerię „Czarna Kura” (Spała), a sama galeria jest marką Pracowni Plastycznej PAPAS w Inowłodzu.
W jego dorobku pojawiają się repusowane plakiety inspirowane m.in. dawnymi formami wotywnymi i motywami archaicznymi — a sam proces bywa u niego „rysunkiem w metalu”, który można zarówno powiesić na ścianie, jak i nosić na ciele. Co ciekawe, jego prace (biżuteria, rysunek, malarstwo) trafiały także do kolekcji poza Polską — wymieniane są m.in. USA, Kanada i kilka krajów Europy Zachodniej.
Jest też wątek, który świetnie pasuje do „masek” i ich historycznych skojarzeń: Piotr Adrian Pastusiak jest absolwentem ASP w Łodzi, działa jako edukator i konserwator, a równolegle mocno siedzi w rekonstrukcji historycznej i inicjatywach związanych z Inowłodzem (m.in. współtworzenie wydarzeń i projektów lokalnych).
Miedź ma pamięć — i zmienia się z czasem
W tych obiektach miedź nie jest „grzecznym” materiałem. Zostaje na niej zapis pracy: naprężenia, wgniecenia, decyzje i błędy, których nie da się cofnąć jednym kliknięciem. A potem dochodzi jeszcze jedno: miedź żyje dalej. Pod wpływem powietrza i wilgoci potrafi z czasem ciemnieć i tworzyć patynę — naturalną warstwę ochronną, która potrafi zmienić kolor metalu.
Wernisaż w Tomaszowie zapowiada się więc nie tylko jako spotkanie z „maskami”, ale też z bardzo fizycznym rodzajem sztuki: takiej, w której emocje nie są opisane, tylko wykute.


































































Napisz komentarz
Komentarze