Liczby bez kontekstu
Możdżonek, powołując się na raport Ministerstwa Sportu, zestawił planowane w 2016 roku koszty utrzymania Areny Lodowej z danymi finansowymi za 2024 rok, sugerując „kilkusetprocentowy wzrost wydatków” i finansową katastrofę dla miasta. Kluczowe uproszczenie polega jednak na tym, że porównane zostały dane nieporównywalne.
W 2016 roku mówiono o kosztach samego obiektu, przy zatrudnieniu niespełna 20 osób. Tymczasem kwota 5,1 mln zł, która dziś krąży w debacie publicznej, dotyczy całości działalności Tomaszowskiego Centrum Sportu – spółki, która od 2021 roku zarządza nie tylko Areną Lodową, ale także stadionem, boiskiem ze sztuczną nawierzchnią, kręgielnią oraz klubem sportowym RKS Lechia Tomaszów Mazowiecki. W strukturach TCS pracuje obecnie ponad 100 osób, w tym zawodnicy, trenerzy i opiekunowie młodzieży, a z infrastruktury korzysta ponad 600 trenujących.
Sprowadzanie tych danych wyłącznie do kosztów Areny Lodowej jest więc – jak podkreśla prezes Tomasz Łuczkowski – wprowadzające w błąd.
„Wesołe miasteczko” czy obiekt wielofunkcyjny?
Kolejny zarzut dotyczył rzekomej utraty prestiżu Areny, która – według Możdżonka – z braku pieniędzy na mrożenie lodu zamienia się w „wesołe miasteczko” z dmuchańcami i gokartami. Również i tu odpowiedź TCS jest jednoznaczna: Arena od początku była projektowana jako obiekt wielofunkcyjny.
Sezon łyżwiarski kończy się w marcu, a tafla mrożona jest ponownie w sierpniu. Poza tym czasem przestrzeń wykorzystywana jest na aktywności rekreacyjne i sportowe dla mieszkańców: gokarty, ściankę wspinaczkową, boiska do siatkówki, tor ninja czy wydarzenia rodzinne. – Dlaczego tak duża powierzchnia miałaby stać pusta? – pyta retorycznie Łuczkowski.
Faktyczny prestiż zamiast publicystycznych tez
Wbrew tezie o „utracie znaczenia” Arena Lodowa w ostatnich latach była gospodarzem wydarzeń najwyższej rangi. W styczniu odbyły się tu Mistrzostwa Europy, których ekwiwalent reklamowy oszacowano na ponad 13 mln zł, a zasięg informacji o Tomaszowie i Arenie sięgnął 70 mln odbiorców. Obiekt regularnie gości imprezy krajowe i międzynarodowe, a trenerzy mówią dziś wprost o „pokoleniu Areny”.
W trwających igrzyskach olimpijskich startują zawodnicy, którzy wyrośli sportowo właśnie w Tomaszowie Mazowieckim – aż trzech reprezentantów Polski pochodzi z tego miasta. Do kadry narodowej powołany został również siatkarz Jakub Nowak, wychowanek tomaszowskiej Lechii. Trudno te fakty pogodzić z narracją o obiekcie, który „przestaje być potrzebny”.
Polityka zamiast rzetelności
W jednym punkcie prezes TCS zgadza się z Możdżonkiem: obiekty tej klasy powinny mieć rządowe wsparcie, niezależnie od lokalizacji. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy Arena Lodowa staje się narzędziem politycznej tezy o „studni bez dna”, a do debaty wprowadzane są wyrwane z kontekstu liczby, identyczne z argumentami podnoszonymi wcześniej przez część radnych Rady Miejskiej.
– Mam nadzieję, że to nie jest celowe – podkreśla Tomasz Łuczkowski, zapraszając krytyków do osobistego zapoznania się z funkcjonowaniem obiektu zamiast opierania się na uproszczonych przekazach.
Arena jako inwestycja w przyszłość
Arena Lodowa pozostaje jednym z nielicznych w Polsce obiektów tej klasy, które realnie budują zaplecze dla sportu wyczynowego, młodzieżowego i masowego jednocześnie. Debata o jej finansowaniu jest potrzebna, ale – jak pokazuje ten spór – musi opierać się na faktach, a nie publicystycznych skrótach.
Bo jeśli Tomaszów Mazowiecki rzeczywiście wychowuje olimpijczyków i reprezentantów kraju, pytanie brzmi nie „czy to się opłaca?”, lecz czy stać nas na rezygnację z takich inwestycji.



























































Napisz komentarz
Komentarze