Dwa nowe bloki między ulicami Chopina i Cegielnianą w Tomaszowie Mazowieckim miały być jednym z pierwszych widocznych efektów programu Społecznych Inicjatyw Mieszkaniowych (SIM) w mieście. W praktyce inwestycja długo stała w miejscu – nie dlatego, że brakowało chętnych lokatorów (nabór zapełnił się błyskawicznie), ale dlatego, że spółka nie miała domkniętego montażu finansowego i nie mogła bezpiecznie rozstrzygnąć przetargu.
Przełom nastąpił dopiero po decyzjach podjętych na przełomie stycznia: Tomaszów zadeklarował możliwość dokapitalizowania SIM, a wspólnicy spółki zgodzili się na uruchomienie kapitału – co w praktyce dało zielone światło, by postępowanie przetargowe mogło ruszyć dalej.
SIM: mniej kredytu, więcej wsparcia, ale papierologia i terminy nie wybaczają
SIM-y to rządowo-samorządowy model budownictwa czynszowego, w którym samorządy łączą siły z Krajowym Zasobem Nieruchomości. Lokatorzy wnoszą partycypację, a reszta finansowania opiera się na publicznych instrumentach wsparcia i preferencyjnych kredytach. Z założenia ma to ograniczać barierę wejścia – szczególnie dla tych, którzy na rynku komercyjnym nie mają szans na kredyt hipoteczny, ale jednocześnie przekraczają progi lokali socjalnych.
Tyle teoria. W praktyce, żeby wbić pierwszą łopatę, trzeba mieć spięte wszystkie źródła pieniędzy, bo żadna odpowiedzialna spółka nie podpisze umowy na kilkadziesiąt milionów złotych „na wiarę”, licząc, że środki dopłyną w kolejnych miesiącach.
Tomaszów: dwa bloki, duże zainteresowanie i… długa lista przeszkód
W Tomaszowie plan dotyczy dwóch budynków na terenie obecnego Placu Kopernika – pustej działki między Chopina i Cegielnianą. W mieszkaniówce przewidziano lokale jedno-, dwu- i trzypokojowe. Miasto przeprowadziło nabór chętnych jeszcze przed wakacjami 2024 roku, a limit szybko się wyczerpał – sygnał był jasny: popyt jest, ludzie czekają.
Potem zaczęła się ścieżka, którą znają niemal wszystkie inwestycje publiczne w Polsce: pozwolenia, odwołania, kolejne instancje. Najpierw długo trwało uzyskanie pozwolenia na budowę, a gdy już je wydano – zostało zaskarżone przez sąsiada planowanego osiedla. Ostatecznie decyzja się uprawomocniła, co otworzyło drogę do ubiegania się o bezzwrotny grant z Funduszu Dopłat BGK – jednego z kluczowych elementów finansowania inwestycji mieszkaniowych.
Przetarg: 10 ofert i trzy „kusząco” niskie ceny
Kiedy SIM KZN Łódzkie Centrum ogłosiło przetarg na budowę dwóch bloków, zainteresowanie było zaskakująco duże: oferty złożyło 10 firm, a trzy propozycje cenowe spadły poniżej 50 mln zł. To dobra wiadomość dla budżetu, ale też moment, w którym zaczyna się twarda procedura weryfikacji – bo im niższa cena, tym większa ostrożność inwestora i pytania o realność kosztorysu.
Z informacji przekazywanych publicznie wynika, że najtańszy oferent został poproszony o wyjaśnienia i uzupełnienie dokumentów. Jeżeli pojawią się problemy formalne lub merytoryczne, spółka będzie mogła sięgnąć po kolejną ofertę.
Dlaczego nie dało się wybrać wykonawcy od razu? Bo brakowało „ostatniego klocka” w finansowaniu
W tej historii kluczowe jest to, że samo posiadanie ofert i nawet pieniędzy „w większości” nie wystarcza. Zgodnie z logiką finansowania inwestycji publicznej trzeba mieć domknięty montaż, a tymczasem – mimo już pozyskanych środków – zabrakło preferencyjnego kredytu z BGK (wniosek nie został zatwierdzony w ubiegłorocznym rozdaniu). Spółka planuje ponowne złożenie wniosku.
W międzyczasie rozważano nawet kredyt komercyjny – droższy, ryzykowniejszy i w dłuższym okresie obciążający przedsięwzięcie – ale pojawił się wariant „pomostowy”: wsparcie ze strony udziałowców, zwłaszcza Tomaszowa, oraz zgoda wspólników na korzystanie z kapitału spółki.
To właśnie te decyzje – jak opisują lokalne źródła – umożliwiły ruszenie z rozstrzyganiem postępowania przetargowego.
Co dalej i kiedy budowa?
Formalnie wykonawca ma mieć dwa lata na realizację zadania. W praktyce – jeśli procedury pójdą sprawnie i nie będzie odwołań – miasto oraz spółka liczą na start robót na przełomie zimy i wiosny oraz na zakończenie szybciej niż maksymalny termin kontraktowy.
Jedno jest pewne: im dłużej trwa etap formalny, tym bardziej rosną koszty, ryzyka i frustracja mieszkańców, którzy już raz zgłosili się do naboru i usłyszeli, że to ma być realna alternatywa dla drogiego rynku najmu.





























































Napisz komentarz
Komentarze