Na 10000 m triumfował Czech Metodej Jilek - 12.33,43., który wyprzedził reprezentanta Polski o 5,65, a trzeciego Holendra Jorrita Bergsmę o 7,05 s.
- Ogromne emocje i ogromna radość po tym sukcesie. Tym bardziej, że jubileuszowy 25. medal na zimowych igrzyskach został zdobyty w mojej dyscyplinie, w dodatku w biegach długich, w których też się przecież specjalizowałem. Zresztą podczas telewizyjnej transmisji czułem się tak, jakbym sam zaliczał poszczególne kółka – stwierdził Radke.
Uczestnik igrzysk w Albertville (1992) i Lillehammer (1994) jest zdania, że Semirunnij pojechał bardzo dobrze, a miał utrudnione zadanie. Ścigał się w trzeciej parze razem z Holendrem Stijnen Van De Buntem, a rywalizowało 12 zawodników.
- W jego przypadku o taktyce nie było mowy, bo będąc na początku stawki nie ma się punktu odniesienia. Trzeba jechać na maksa, na tyle, na ile ma się sił. W przypadku sprintu kolejność nie ma większego znaczenia, jednak w biegach długich odgrywa bardzo dużą rolę. Zawsze komfortowo jechać na końcu, znać czasy rywali, otrzymywać wytyczne od trenera i dostosowywać tempo biegu do najlepszych rezultatów – wyjaśnił.
Semirunnij jechał w trzeciej, ostatniej parze przed przerwą na czyszczenie lodu, jednak piąty zawodnik na 10000 m igrzysk w Lillehammer przekonuje, że nie miało to większego wpływu na uzyskiwane wyniki. Obecnie nie ma praktycznie znaczenia, na jakim zawodnicy startują lodzie – czy tuż przez przerwą na jego czyszczenie, czy właśnie na „świeżej” wyrównanej tafli.
- Dwóch zawodników pokonuje po 25 kółek i lód jest trochę ściachany, jednak obecne łyżwy, tzw. klapy, specjalnie go nie niszczą. Sprzęt, na którym ja się ścigałem, wręcz +kroił+ lód, a czuby robiły duże dziury. Większe znaczenie ma rywal w parze. Gdyby Władimir jechał z lepszym zawodnikiem, mógłby uszczknąć coś ze swojego rezultatu – zauważył.
Radke podkreśla, że w wyścigu na 10000 m liczy się nie tylko przygotowanie motoryczne, ale także głowa.
- Sam urozmaicony, ale katorżniczy trening, to nie wszystko. Bardzo ważna jest również psychika. W narciarstwie biegowych 10 km to sprint, natomiast ja ten dystans pokonywałem 80 razy i doskonale wiem z jakim wiąże się wysiłkiem. Jak w pewnym momencie palą i pieką nogi, jak sztywnieją mięśnie. Słowa uznania dla wszystkich medalistów, ale szczególne dla 40-letniego Bergsmy, który pokazał, że dzięki charakterowi i walce do końca bardzo wiele można osiągnąć – dodał.
Pochodzący z Tomasza Mazowieckiego były reprezentant Polski zauważył, że Semirunnij musiał wykazać się silną psychiką nie tylko na torze.
- Widziałem jak trzy lata temu Władimir pojawił się w naszym mieście. Na początku nie miał lekko, także z tego względu, że przez dwa lata nie mógł startować. Postawił wszystko na jedną kartę i musiał zmienić całe swoje życie, bo opuścił dom i rodzinę, ale dobrze się zaaklimatyzował i szybko odnalazł w nowym środowisku. Istotne było też to, że trenował w świetnych warunkach, na znakomitym lodzie. Obiekt w Tomaszowie Mazowieckim jest na światowym poziomie i naprawdę nie mamy czego się wstydzić – ocenił.
W Albertville na 10000 m rywalizowało 30 panczenistów, w Lillehammer 16, natomiast we Włoszech Semirunnij miał 11 konkurentów.
- Obecnie już samo zakwalifikowanie się na igrzyska można potraktować jako sukces. Doszły mnie natomiast niepokojące pogłoski, że ta konkurencja ma zostać wycofana z olimpijskiemu programu. Uważam, że byłaby to ogromna strata. Nie tylko z uwagi na heroizm, ale także wielkie emocje i widowiskowość całej rywalizacji, która świetnie pokazywana jest przez telewizję – podsumował.(PAP)

























































Napisz komentarz
Komentarze