Największe wątpliwości budzi jednak nie sama skala kosztów, lecz zmienność i luki w rozliczeniach – szczególnie w miesiącach letnich i jesiennych – oraz to, jak te prywatne „kilometrówki” mają się do realnych przebiegów samochodów służbowych należących do spółki.
4–5 tysięcy kilometrów miesięcznie… i nagły spadek latem
Z rozliczeń wynika, że w pierwszej połowie roku miesięczne przebiegi były wysokie i względnie powtarzalne:
- styczeń: 4940 km,
- luty: 4420 km,
- marzec: 4420 km,
- kwiecień: 4160 km,
- maj: 5200 km,
- czerwiec: 3640 km.
Taka intensywność przejazdów odpowiada mniej więcej regularnym dojazdom na długiej trasie, jednak w lipcu i sierpniu następuje wyraźne tąpnięcie:
- lipiec: 1080 km,
- sierpień: 945 km.
To wciąż podróże służbowe, ale skala jest już kilkukrotnie mniejsza niż na początku roku. A później robi się jeszcze ciekawiej:
- wrzesień: 0 km,
- październik: 0 km,
- listopad: 3900 km.
Dwa miesiące całkowitego braku rozliczeń przejazdów prywatnym autem, po czym nagły powrót do wysokiego poziomu w listopadzie – to sekwencja, która rodzi pytania. Czy we wrześniu i październiku prezes w ogóle nie dojeżdżał? A jeśli dojeżdżał – to czym i na jakich zasadach?
Czy w tym czasie używano aut służbowych?
W spółce – na potrzeby Centrum Zdrowia Psychicznego (CZP) – zakupiono cztery samochody osobowe, w tym trzy nowoczesne SUV-y. Pracownicy CZP przyznają, że prezes z aut korzystał. Pozostaje kluczowe pytanie: jak często, w jakim wymiarze i w jakich celach?
Wewnętrzna tabela przebiegów służbowych aut (miesięczne zestawienia dla konkretnych pojazdów) pokazuje wartości, które w niektórych miesiącach są bardzo wysokie. Uwagę zwraca zwłaszcza przebieg na poziomie ok. 9 tys. km w jednym miesiącu (dla jednego z pojazdów ujętych w zestawieniu). To dystans, którego nie da się „zrobić przy okazji” – wymaga regularnych, intensywnych wyjazdów.
W takim kontekście naturalnie pojawia się pytanie: kto, gdzie i w jakim celu korzystał z tego samochodu w miesiącu, w którym licznik pokazał tak duży skok? I czy zbiega się to w czasie z lukami w rozliczeniach prywatnych kilometrówek prezesa?
Pytanie bez odpowiedzi i nowe wyjaśnienia prezesa TCZ
Jak wynika z korespondencji, pytanie o koszty i przebiegi zostało zadane Markowi Utrackiemu około trzy miesiące temu, jednak nie udzielił on odpowiedzi w wymaganym terminie. Co miał do ukrycia? I dlaczego zarządzając publicznym podmiotem unikał pełnej transparentności? Spółka przekazała wyjaśnienia dopiero pod kierownictwem nowego prezesa, Konrada Borowskiego.
W odpowiedzi podkreślono, że zwroty kosztów miały odbywać się na podstawie umowy i stawek wynikających z przepisów (wskazano m.in. rozporządzenie dotyczące zwrotu kosztów używania pojazdów niebędących własnością pracodawcy), a warunkiem wypłaty było przedstawienie przez zarządzającego dokumentacji w postaci ewidencji przebiegu pojazdu, tzw. kilometrówki. Z pisma wynika też, że przedstawiane zestawienia stanowiły podstawę do zwrotu kosztów i były ujmowane w ewidencji księgowej spółki.
Tyle teoria – pozostaje praktyka.
Kluczowe pytanie: jak weryfikowano te przebiegi?
Najważniejsza wątpliwość dotyczy rzetelności kontroli danych wpisywanych w kilometrówkach. Jeśli w kolejnych miesiącach wykazywano przebiegi na poziomie 4–5 tys. km, a równocześnie prezes miał korzystać z samochodów służbowych, to powstaje pytanie, czy spółka miała narzędzia, by porównać deklaracje z rzeczywistością.
W takich sytuacjach standardem weryfikacji mogą być m.in.:
- książki przebiegu pojazdów służbowych (powinny być prowadzone na bieżąco),
- faktury za paliwo i analiza miejsc tankowania oraz czasu tankowań,
- porównanie tras i dat wyjazdów z kalendarzem służbowym,
- w przypadku prywatnego auta – choćby udokumentowanie stanu licznika (np. fotografie) w cyklach rozliczeniowych,
- ewentualnie dane z systemów lokalizacji lub monitoringu, jeśli pojazdy je posiadają.
Pytanie brzmi więc wprost: czy kilometrówki Marka Utrackiego były w jakikolwiek rzetelny sposób weryfikowane, czy też opierano się wyłącznie na oświadczeniach i zestawieniach przedstawianych do rozliczenia?
„To jeden z tematów, które trzeba wyjaśnić”
Na dziś wątpliwości jest więcej niż odpowiedzi. Dwa miesiące z zerowymi rozliczeniami prywatnego auta, wyjątkowo niskie przebiegi w lipcu i sierpniu oraz wysokie przebiegi wybranych służbowych pojazdów – w tym sięgające około 9 tys. km w miesiącu – tworzą układ, który wymaga doprecyzowania. Zwłaszcza że mówimy o spółce realizującej zadania w obszarze ochrony zdrowia, gdzie transparentność wydatków powinna być standardem, a nie przedmiotem domysłów.
Z drugiej strony, wyjaśnienie może być proste – jeśli istnieje kompletna dokumentacja: książki pojazdów, harmonogramy użytkowania aut, faktury paliwowe oraz rozliczenia delegacji. To właśnie te dokumenty powinny odpowiedzieć na pytania: kto jeździł, dokąd, po co i jakim samochodem.
Do tematu – jak zapowiadają osoby zainteresowane sprawą – będzie trzeba wrócić, bo w tle są również wątpliwości dotyczące zakupu czterech aut na potrzeby CZP, w tym trzech SUV-ów. A to oznacza, że kwestia rozliczeń podróży może być dopiero pierwszym elementem większej układanki.

























































Napisz komentarz
Komentarze