To święto nie ma jednej, urzędowej daty ani patrona z kalendarza. Narodziło się raczej oddolnie – z miłości kolekcjonerów, antykwariuszy i bywalców pchlich targów. W Polsce zaczęło być zauważalne wraz z modą na targi staroci i renowację mebli, kiedy coraz więcej osób zaczęło dostrzegać w „używanym” nie wstyd, lecz wartość. W Europie podobne inicjatywy pojawiały się już w latach 80., gdy kolekcjonerzy zaczęli organizować tematyczne spotkania i giełdy poświęcone dawnym przedmiotom.
I choć to święto nieoficjalne, ma w sobie coś bardzo prawdziwego.
„Nowe jest bezpieczne. Stare jest odważne”
– W sieciówce każdy może kupić to samo – mówi Marta, architektka wnętrz z Łodzi, która od kilku lat urządza mieszkania wyłącznie z wykorzystaniem przedmiotów z drugiego obiegu. – Ale kiedy wstawiam do salonu stuletnią komodę, nagle całe wnętrze zaczyna oddychać inaczej. Ono przestaje być katalogowe, staje się czyjeś.
Marta przyznaje, że klienci początkowo bywają nieufni. Bo czy stary mebel nie będzie „zbyt ciężki”, „zbyt ciemny”, „zbyt niemodny”? Tymczasem okazuje się, że to właśnie takie elementy nadają charakter. – Nowe jest bezpieczne. Stare jest odważne – dodaje.
Z kolei Paweł, właściciel mieszkania w kamienicy, śmieje się, że winyle w jego domu nie są tylko dekoracją. – Jasne, mam Spotify, ale kiedy kładę igłę na płycie, to jest rytuał. Trzeba wyjąć krążek, przetrzeć go, położyć. To spowalnia. A my dziś strasznie pędzimy.
Ciekawostki, które potrafią zaskoczyć
Mało kto wie, że wiele mebli sprzed ponad stu lat wykonywano bez użycia jednego gwoździa – stosowano specjalne łączenia stolarskie, które do dziś potrafią wytrzymać więcej niż współczesne wkręty.
Albo że porcelana sprzed II wojny światowej bywa cieńsza niż dzisiejsza, bo produkowano ją z innej mieszanki kaolinu.
Ciekawostką jest też fakt, że w czasach PRL-u niektóre meble projektowali wybitni architekci i artyści. Dziś ich krzesła czy fotele osiągają na aukcjach ceny, które jeszcze dekadę temu wydawałyby się absurdem.
Starocie to również ekologia. Każdy odnowiony fotel czy komoda to mniej odpadów i mniejsze zużycie surowców. W świecie nadprodukcji powrót do rzeczy trwałych staje się nie tylko modą, ale wręcz postawą.
„Bo chcę mieć coś z historią”
Anna, nauczycielka historii, urządziła swoje mieszkanie niemal wyłącznie z przedmiotów znalezionych na targach staroci. – Lubię myśleć, że ktoś przed mną z nich korzystał. Że ten zegar tykał w innym domu, że przy tym stole ktoś jadł niedzielny obiad. To daje poczucie ciągłości.
To chyba sedno Dnia Staroci. Nie chodzi wyłącznie o rzeczy. Chodzi o pamięć. O to, że świat nie zaczął się wczoraj, a my nie jesteśmy pierwszym pokoleniem, które urządza dom, pisze listy, słucha muzyki czy pije kawę z filiżanki.
W epoce jednorazowości starocie są trochę jak bunt. Pokazują, że coś może trwać. Że warto naprawiać, zamiast wyrzucać. Że ślady użytkowania nie są defektem, lecz dowodem życia.
Może więc Dzień Staroci to tak naprawdę święto cierpliwości? I przypomnienie, że najcenniejsze rzeczy często mają już za sobą długą drogę.
























































Napisz komentarz
Komentarze