Właśnie do tej historii wraca inicjatywa „Forsowanie Pilicy” – widowisko historyczne, które latem ma ożywić pamięć o żołnierzach Armii Krajowej, w szczególności o 25 Pułku Piechoty AK Ziemi Piotrkowsko-Opoczyńskiej. To nie jest kolejna rekonstrukcja „dla zdjęć”. To próba przywrócenia sensu słowom, które zbyt często brzmią dziś jak frazes: „oddali życie za ojczyznę”.
Bo kim byli ci chłopcy? Nie pomnikami. Nie podręcznikowymi nazwiskami. To byli rówieśnicy dzisiejszych licealistów z „Mechanika” czy „Kopernika” w Tomaszowie. Zamiast smartfona – broń. Zamiast planów studiów – rozkazy. Zamiast wakacji nad Pilicą – jej forsowanie pod ogniem.
Jak pisał Zbigniew Herbert: „ponieważ żyli prawem wilka historia o nich głucho milczy”. I właśnie tę ciszę próbuje dziś przerwać grupa ludzi, którzy nie chcą, by historia regionu kończyła się na tablicach pamiątkowych i okazjonalnych przemówieniach.
Organizatorzy nie ukrywają: bez wsparcia to się nie uda. Widowisko tej skali wymaga nie tylko pasji, ale i środków. Dlatego apelują do lokalnych przedsiębiorców, instytucji i wszystkich, którym bliska jest historia tej ziemi – od Sulejowa po Tomaszów Mazowiecki, od Opoczna po Piotrków.
Ale równie ważni są ludzie.
Nie tylko rekonstruktorzy w mundurach, choć ich obecność nadaje wydarzeniu autentyczność. Potrzebni są także ci, którzy stoją zwykle w cieniu:
graficy, którzy opowiedzą historię obrazem,
filmowcy, którzy zatrzymają ją na dłużej niż jeden wieczór,
informatycy, którzy pomogą dotrzeć z nią do młodych,
wolontariusze, którzy udowodnią, że pamięć to nie tylko obowiązek – to wybór.
Bo prawda jest taka: jeśli my tej historii nie opowiemy, zrobi to ktoś inny. A wtedy łatwo ją uprościć, spłycić, zamienić w dekorację bez znaczenia.
W regionie, który tak często doświadczał dramatów – od okupacyjnych pacyfikacji, przez powojenne milczenie, aż po współczesne spory o to, „czyje” jest dziedzictwo – takie inicjatywy mają szczególną wagę. To nie tylko rekonstrukcja wydarzenia. To rekonstrukcja pamięci wspólnej.
I może właśnie o to chodzi najbardziej.
Żeby młody człowiek, stojąc nad Pilicą w lipcowy wieczór, zobaczył coś więcej niż wodę i światła reflektorów. Żeby zrozumiał, że ta rzeka była kiedyś granicą między życiem a śmiercią. I że ktoś – niewiele starszy od niego – zdecydował się ją przekroczyć.
Nie dla widowiska. Dla Polski.
Kontakt dla partnerów i osób chcących się zaangażować:
[email protected]




























































Napisz komentarz
Komentarze