W Tomaszowie Mazowieckim pamięć o tej zbrodni ma swój rytm, swoje miejsce i swoje twarze. W niedzielne przedpołudnie mieszkańcy miasta, przedstawiciele władz samorządowych, służb mundurowych, uczniowie i nauczyciele spotkali się na cmentarzu wojennym przy ul. Smutnej. Sama nazwa tej ulicy brzmi jak niedopowiedziany komentarz historii — Smutna, bo pamięta więcej niż niejedna kronika.
Pod Krzyżem Katyńskim znów zapłonęły znicze. Kwiaty składane jeden po drugim tworzyły milczącą opowieść o tych, których nie było komu pochować przez pół wieku. Oficerowie Wojska Polskiego, policjanci, lekarze, nauczyciele — elita II Rzeczypospolitej, zamordowana wiosną 1940 roku decyzją sowieckiego aparatu terroru. Decyzją podpisaną chłodno, urzędowo, jakby chodziło o przesunięcie rubryk w tabeli, a nie o śmierć ponad 20 tysięcy ludzi.
Podczas uroczystości odczytano Apel Pamięci. Ten moment, kiedy padają nazwiska, zawsze wytrąca z codzienności. To już nie jest historia z podręcznika — to konkretni ludzie, konkretne życiorysy przerwane strzałem w tył głowy. Potem rozległa się salwa honorowa — krótka, ostra, jak echo tamtych strzałów, które miały nigdy nie zostać usłyszane.
Wśród uczestników byli m.in. starosta tomaszowski Dariusz Kowalczyk oraz dowódca 25 Brygady Kawalerii Powietrznej płk Piotr Gołos. Obecność wojska — kompanii honorowej 7 Batalionu Kawalerii Powietrznej — nadała uroczystości wymiar szczególny. Bo pamięć o Katyniu nie jest tylko obowiązkiem historyków. To także fundament współczesnego państwa, jego tożsamości i poczucia ciągłości.
Nieprzypadkowo dalsza część obchodów przeniosła się do kościoła św. Jadwigi Królowej. W polskiej tradycji Katyń zawsze był nie tylko tragedią narodową, ale i doświadczeniem duchowym. Msza święta stała się więc nie tyle zakończeniem uroczystości, co jej dopełnieniem — próbą nazwania tego, czego do końca nazwać się nie da.
Warto pamiętać, że przez lata prawda o Katyniu była systemowo fałszowana. Dopiero w 1990 roku władze Związku Sowieckiego oficjalnie przyznały odpowiedzialność NKWD za zbrodnię. Wcześniej obowiązywała wersja o „zbrodni hitlerowskiej”, powtarzana także w Polsce Ludowej. To pokazuje, jak bardzo pamięć może być polem walki — równie ważnym jak front.
Tomaszów Mazowiecki, jak wiele polskich miast, ma swoich katyńskich bohaterów. Nazwiska zapisane na tablicach, w rodzinnych archiwach, w opowieściach przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Każda taka uroczystość jest więc czymś więcej niż oficjalnym wydarzeniem. To spotkanie z własną historią, czasem bolesne, ale konieczne.
Bo jeśli – jak pisał Zbigniew Herbert – „naród, który traci pamięć, przestaje być narodem”, to takie dni jak 13 kwietnia są jak latarnie w mgle. Przypominają, skąd przyszliśmy i dlaczego nie wolno nam zapomnieć.
W ciszy cmentarza przy ul. Smutnej znów wybrzmiało to, co najważniejsze: pamięć nie jest obowiązkiem narzuconym z góry. Jest wyborem. I odpowiedzialnością.




























































Napisz komentarz
Komentarze