Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
poniedziałek, 20 kwietnia 2026 11:10
Z OSTATNIEJ CHWILI:
Reklama

Historia Konkursu Chopinowskiego

Jak grać muzykę Chopina? Perfekcyjnie, bezbłędnie, w stylu chopinowskim, a do tego proponując własną interpretację? Te pytania były podstawą 18 Międzynarodowych Konkursów Pianistycznych im. Fryderyka Chopina. Przypominamy historię tych zmagań, na początek - pierwsze cztery konkursy.

W blisko stuletniej historii jurorzy kolejnych konkursów zastanawiali się i toczyli spory o to, czym jest sztuka interpretacji, jaką cząstkę własnej osobowości pianista może i powinien przekazać, grając muzykę Chopina.

Konkurs Chopinowski jest najważniejszym wydarzeniem muzycznym w Polsce i jednym z najbardziej się liczących wydarzeń muzycznych na świecie. Popularyzuje muzykę Chopina, odkrywa największe talenty pianistyczne, zapewniając młodym muzykom efektowny start w międzynarodowej karierze.

Idea konkursu pojawiła się w latach 20. XX wieku. Wszystko zaczęło się od zaniepokojenia faktem, że coraz węższe stawało się grono spadkobierców tradycji Fryderyka Chopina, coraz mniejsza była grupa znawców i wielbicieli jego muzyki, grywano coraz mniej utworów i rezygnowano z wykonywania form bardziej rozbudowanych, dłuższych i ambitniejszych.

Polski kompozytor coraz częściej bywał uznawany za salonowego romantyka, a jego muzykę określano jako kobiecą, sentymentalną, a nawet ckliwą i banalną. Zaczęło to budzić sprzeciw wielu polskich muzyków, z Jerzym Żurawlewem na czele. Postanowili oni zmobilizować młodych pianistów do ukazania muzyki genialnego kompozytora w różnorodnych interpretacjach, zachęcić do odczytania na nowo sonat, ballad, mazurków i scherz, organizując zawody na podobieństwo sportowych mistrzostw. Dlatego powołali Konkurs Chopinowski.

Pierwszy Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. Fryderyka Chopina, znany także jako I Konkurs Chopinowski lub historycznie Pierwszy Międzynarodowy Konkurs Pianistów im. Szopena, trwał od 23 do 30 stycznia 1927 roku w Warszawie.

Idea prof. Jerzego Żurawlewa, polskiego pianisty i pedagoga, przy finansowym wsparciu Henryka Rewkiewicza - przedsiębiorcy, miłośnika muzyki, członka zarządu Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego - stała się, jak to wówczas określano, „piękną rzeczywistością”.

Tę ogromną rolę konkursu jako jednego z najstarszych i najbardziej prestiżowych wydarzeń muzycznych na świecie, będącego okazją dla odkrywania i promocji młodych talentów pianistycznych, przedstawił Jerzy Waldorff w książce „Wielka gra. Rzecz o Konkursach Chopinowskich”. Wybitny krytyk muzyczny podkreślał, że dla laureatów zwycięstwo w konkursie jest bramą do światowej sławy, choć przyznawał, że był to niełatwy proces, zwłaszcza w czasach cenzury PRL-u.

Organizatorem konkursu było Warszawskie Towarzystwo Muzyczne, protektorat nad wydarzeniem objął prezydent Rzeczypospolitej Ignacy Mościcki. Konkurs odbył się w Filharmonii Warszawskiej. Wzięło w nim udział 26 pianistów z ośmiu krajów.

Grę uczestników oceniało 14-osobowe jury pod przewodnictwem Witolda Maliszewskiego. W gronie tym oprócz Polaków znalazł się tylko jeden juror z zagranicy - niemiecki pianista z Weimaru Alfred Hoehn.

W konkursie wykonywane były z pamięci wyłącznie utwory Fryderyka Chopina. W eliminacjach kandydaci interpretowali wybrane utwory spośród wskazanych w regulaminie: nokturnów, etiud, preludiów, obowiązkowo musieli wykonać Poloneza fis-moll op. 44, ballady oraz mazurki.

„W mazurkach słyszę, jak Chopin, coś tam przedrzeźniając, podrygując, podśpiewując, zwraca się jakby bezpośrednio do mnie, przemawia do mnie, i w dodatku tak życzliwie, przyjaźnie. Żadnych egocentryzmów, egotyzmów, popisów, żadnych szokowań. Zaraz, zaraz… przecież ja już znam skądsiś ten ton! Bach. (…) Ta sama zwyczajna domowość, ta sama intymna atmosfera (…) u Chopina z lekkim podbarwieniem szarością, którą próbuje oddać nieprzetłumaczalne polskie słowo »żal« (…). Na bezludną wyspę wziąłbym mazurki” - napisał Piotr Wierzbicki w książce „Jak słuchać muzyki”.

Zwycięzcą I Konkursu Chopinowskiego został Lew Oborin ze Związku Radzieckiego, później stały partner artystyczny skrzypka Dawida Ojstracha. Ponieważ Oborin nie dysponował repertuarem określonym przez regulamin konkursu, w ciągu miesiąca opanował wszystkie utwory. Występy Lwa Oborina na Konkursie Chopinowskim zakończyły się jego triumfem – zdobyciem I nagrody.

Jak pisał w prasie warszawskiej profesor Stanisław Niewiadomski: „Ogólny rezultat gry stanął na wyżynie. Słuchacza Słowianina podbija Oborin poetyczną, niezmiernie ujmującą prostotą, wysoce uduchowionym pojmowaniem muzyki Chopinowskiej, skromnością i duchową czystością swej sztuki wykonawczej. Całość każdego utworu ma z góry właściwy plan rozumny i zgodny z treścią dzieła i duchem autora. Słowem, stoimy tu już na gruncie prawdziwej sztuki”.

„Oborin ze swym porywającym zapałem, młodzieńczą nierównością, fenomenalną muzykalnością, igraniem z trudnościami technicznymi zdaje się jakimś fantastycznym muzykiem z opowieści E.T.A. Hoffmanna – pisał o grze pianisty rosyjskiego poeta i pisarz Jarosław Iwaszkiewicz. - Jak szczurołap zaczarował on warszawską publiczność, która zdobyła się w stosunku do młodego Rosjanina na salwy histerycznych uniesień. Powodzenie Oborina nabierało coraz ostrzejszych cech psychozy”.

Ponieważ laureata pierwszej nagrody chciano usłyszeć w różnych stronach Polski, odbył on tournée - zagrał w Warszawie, Łodzi, Krakowie, Lwowie, Poznaniu i Wilnie. Na kilka koncertów zaproszony został także do Niemiec. Po II wojnie światowej występował w Polsce w latach 1949, 1950, 1955. Oborin był członkiem jury IV i V Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina w Warszawie oraz konkursów w Moskwie, Lizbonie, Paryżu, Leeds i Zwickau.

II Nagrodę w tym konkursie otrzymał jeden z najwybitniejszych polskich pianistów Stanisław Szpinalski. I przed tym „uczniem Paderewskiego” otworzyły się po Konkursie Chopinowskim bramy światowej kariery. W latach 1932-1939 Szpinalski koncertował w Szwajcarii, Anglii, Belgii, Holandii, Francji, Hiszpanii, Niemczech, Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. 2 maja 1939 r. wziął udział w koncercie symfonicznym w Carnegie Hall, gdzie wraz z New York Philharmonic Symphony pod dyrekcją Artura Rodzińskiego wykonał IV Symfonię koncertującą Karola Szymanowskiego. Występy Stanisława Szpinalskiego wszędzie spotykały się z entuzjastycznym przyjęciem publiczności i pochlebnymi ocenami krytyków. Po jednym z nich, gdy zagrał Koncert fortepianowy f-moll op. 21 Chopina, pisano: „Szpinalski grał tak ładnie, że (…) Chopin mógł się radować, że oto w osobie Szpinalskiego urósł mu interpretator, i tak potoczyście, tak prosto i z takim umiarem wykonuje mu jego romantyczne dzieło. A jaka souplesse w tym ręku, jaka perlistość i jaki ton ładny! I to forte, co brzmi pełnym tonem”.

Wśród wyróżnionych w konkursie w 1927 r. znalazł się Dymitr Szostakowicz, który jako pierwszy pianista miał w repertuarze wszystkie utwory Chopina z orkiestrą.

Dziesięć lat później ten wybitny pianista i wielki kompozytor, często uważany za najwybitniejszego symfonika XX wieku, stał się celem ataków Stalina, który przeprowadzał krwawą czystkę w Związku Radzieckim. „To chaos, nie muzyka” – twierdził Stalin. Szostakowicz spodziewał się, że po niego przyjdą. Spał w ubraniu, na podłodze przy drzwiach wejściowych, obok walizeczki, do której spakował bieliznę, papierosy Kazbek i proszek do zębów. Nie chciał, żeby enkawudziści wyrwali ze snu jego żonę Ninę i roczną córeczkę Galę.

Konkurs Chopinowski organizowany miał być co pięć lat. Przed II wojną światową odbyły się jeszcze dwie jego edycje: w 1932 i w 1937 r.

II Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. Fryderyka Chopina odbywał się od 6 do 23 marca 1932 r. w Warszawie. Wzięło w nim udział 67 pianistów z 14 krajów; dwie osoby nie zadeklarowały przynależności państwowej.

Gościem honorowym konkursu był Maurice Ravel, który podczas koncertu 11 marca prowadził wykonanie swoich utworów: Koncertu fortepianowego G-dur oraz La valse.

Na ceremonię inauguracji II Konkursu Chopinowskiego do Sali Filharmonii Narodowej przybyli prezydent RP Ignacy Mościcki oraz korpus dyplomatyczny. Powitał ich prezes Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego, będący jednocześnie prezesem komitetu konkursowego książę Włodzimierz Czetwertyński.

Do regulaminowego repertuaru konkursu weszły po raz pierwszy takie utwory jak: Polonez As-dur op. 53, scherza, Fantazje f-moll op. 49 oraz sonaty.

22-osobowe jury obradowało pod przewodnictwem Adama Tadeusza Wieniawskiego. Wśród polskich jurorów znalazł się inicjator konkursu Jerzy Żurawlew. Oprócz Polaków byli też jurorzy z Belgii, Rzeszy Niemieckiej, Francji, Republiki Austrii, Brazylii i Włoch.

Laureatem I nagrody II Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina w Warszawie został Aleksander Uniński. Pianista pochodzący z rodziny polsko-rosyjsko-ukraińskiej, w Polsce uważany za muzyka rosyjskiego lub amerykańskiego, w Rosji – za polskiego. Podczas Konkursu Chopinowskiego podawał się za bezpaństwowca - stateless person. Zmarł jako obywatel Stanów Zjednoczonych.

Na początku lat 20. ubiegłego wieku rodzina Unińskich osiadła w Paryżu. Tam utalentowanego młodzieńca posłano do Konserwatorium, by studiował fortepian w klasie Lazare’a Lévy’ego. W Warszawie podczas konkursu w 1932 r. Uniński oczarował publiczność znakomitą techniką i precyzją. W końcowej klasyfikacji otrzymał tyle samo punktów co węgierski pianista Imre Ungár, więc zadecydowano, że zwycięzca zostanie wyłoniony w drodze losowania. Szczęście uśmiechnęło się do Unińskiego.

„W tamtych czasach ten konkurs był niezwykle ważny – wspominał po 40 latach pianista - bo były tylko dwa wielkie międzynarodowe konkursy – Konkurs Chopinowski i Królowej Elżbiety, który utworzono mniej więcej w tym okresie. Natychmiast po zdobyciu przeze mnie pierwszej nagrody i nagrody za najlepsze wykonanie mazurków otworzył się dla mnie muzyczny świat (...). Przyjechałem do Stanów Zjednoczonych później, w czasie II wojny, ale wszystkie drzwi były dla mnie otwarte. Zacząłem grać na całym świecie”.

„Uniński już po pierwszych taktach Sonaty zapowiada się jako muzyk i artysta pewny. Proporcje tonu, nasilenia doskonale utrzymane, miara i smak nie zawodzi nigdzie. Tempa nie wloką się, bo miara wewnętrznego nasilenia modyfikuje chyżość (…), lewa ręka nie śpi, polifoniczne unerwienie wychodzi na jaw. Lekko i z precyzją mkną Etiudy (…), wytworna prostota cechuje mazurki. (…) Polonez jest w duchu utrzymany. Oto Chopin nie pogromcy fortepianu, ale Chopin bardzo chopinowski. Nie wiem, czy Aleksander Uniński jest albo będzie wielkim pianistą, ale wydaje mi się najlepszym chopinistą konkursu” – pisał o występach Unińskiego prof. Karol Stromenger.

Zwycięstwo Warszawie sprawiło, że Uniński w krótkim czasie stał się modnym pianistą w Europie. Do Polski zapraszany był każdego sezonu, dając recitale i biorąc udział w koncertach symfonicznych. „Na przykład tuż po konkursie, w 1932 r., wystąpił z kilkoma koncertami w Warszawie, m.in. grał na fortepianie Chopina w Muzeum Narodowym; 4 listopada pokazał się publiczności warszawskiej jako solista III Koncertu fortepianowego C-dur Sergiusza Prokofiewa” – pisał muzykolog i krytyk Stanisław Dybowski.

Jednak gdy w lutym 1938 r. wystąpił w Warszawie z recitalem, w prasie pojawiły się głosy krytyczne: „Od Konkursu Chopinowskiego, rozwinął Uniński wspaniale swą technikę (…), lecz równocześnie w interpretacji Chopina przeszedł na znaną, a nieznośną manierę: rubatowania, nerwowości i pogoni za efektami, które by dawały wrażenie. (…) Uniński rozwinął się w dobrego pianistę, którego wszakże słabą stroną jest… Chopin” – przypominał w szkicu o pianiście Dybowski.

W Stanach Zjednoczonych Uniński poświęcił się pracy pedagogicznej, jego uczniowie osiągali znaczące sukcesy. Jego studentem był m.in. Jeffrey Swann, który w 1970 r. otrzymał w VIII Konkursie Chopinowskim nagrodę krytyków.

Ostatni przed wojną - III Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. Fryderyka Chopina - rozpoczął się 21 lutego 1937 r. i trwał do 13 marca. Odbywał się pod opieką prezydenta Ignacego Mościckiego. Istniały dwa komitety: honorowy pod patronatem Felicjana Sławoj-Składkowskiego, i organizacyjny pod przewodnictwem Władysława Korsaka, prezesa Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego.

Do konkursu zgłosiło się 250 pianistów, ostatecznie wzięło w nim udział 80 pianistów z 21 krajów. 30-osobowe międzynarodowe jury obradowało pod przewodnictwem Adama Tadeusza Wieniawskiego. Wiceprzewodniczącymi byli: reprezentujący III Rzeszę Wilhelm Backhaus, Isidor Philipp z Francji i Emil von Sauer z Austrii. Wybór jury odzwierciedlał prestiż i znaczenie konkursu w świecie muzycznym tamtych czasów. W jury byli muzykolodzy, kompozytorzy i pedagodzy z Bułgarii, Węgier, Szwajcarii, Brazylii, III Rzeszy, Francji, Austrii, Łotwy, Włoch, Grecji.

Sensację wzbudziły debiutujące w historii konkursu pianistki z Japonii: Miwiwa Kai oraz wyróżniona Chieko Hara. Choć nie zdobyły nagród głównych, ich gra spotkała się ogromnym uznaniem krytyków i publiczności. Kiedy okazało się, że wśród laureatów nie ma Hary, wybuchło zamieszanie, które rozładował przemysłowiec Stanisław Meyer, fundując indywidualną nagrodę dla Japonki, w obawie, by rozgorączkowany tłum nie wyrządził szkód w Filharmonii.

Po raz pierwszy w historii konkursu do listy utworów podanych w regulaminie dodano Poloneza - Fantazję Asd-dur op. 61.

Laureatem konkursu został rosyjski pianista i pedagog Jakow Izrailewicz Zak, później jeden z najwybitniejszych pianistów XX wieku.

„Piękne zwycięstwo i tryumf – pisał w sprawozdaniu pokonkursowym prof. Piotr Rytel - Mazurki, owe tak najbardziej polskie mazurki Chopina, najlepiej, jak się okazuje, zrozumiał, odczuł, grał pan Jakow Zak. To, co robią palce Zaka, ta ich perfekcja, niespotykana u pianistów innych, może nawet przewyższających Zaka swym talentem, musi imponować i – bądźmy szczerzy – zachwycać. Tą perfekcją, tą absolutną swobodą Zak pobił wszystkich – w opinii jurorów i prawdopodobnie także w opinii wielu słuchaczy”.

III Nagrodę zdobył Witold Małcużyński (1914-1977). W celu jak najlepszego przygotowania repertuaru muzyk udał się do Morges, do Paderewskiego. Pomyślne przesłuchanie Małcużyńskiego sprawiło, że Paderewski postanowił otoczyć młodego pianistę pedagogiczną opieką na przełomie lat 1936 i 1937.

Udział Małcużyńskiego w Konkursie Chopinowskim zakończył się zdobyciem III nagrody. Jedni obserwatorzy uważali, że powinien był otrzymać najwyższą nagrodę, drudzy zaś stwierdzali, iż lokata była sprawiedliwa. „Charakterystyczną cechą sztuki interpretacyjnej Małcużyńskiego było dążenie do osobistej wypowiedzi muzycznej, przekazywanej wyraziście, sugestywnie i z wielką siłą wewnętrzną” – podkreślali krytycy.

Interpretacje Małcużyńskiego odchodziły od utartych szablonów. Pianista uważał bowiem, że nie istnieje coś takiego jak interpretacja obiektywna. „Podczas koncertów Małcużyński dawał się ponieść własnej fantazji, ale była to fantazja zaplanowana i kontrolowana. Był ponadto perfekcjonistą, który wykonywał publicznie utwór tylko wtedy, gdy dopracował go w najdrobniejszych szczegółach” – charakteryzował grę pianisty muzykolog Stanisław Dybowski. - Każde wyjście na scenę nosiło znamiona wyjątkowości, ponieważ był artystą obdarzonym ogromną charyzmą”.

Po raz pierwszy po wojnie Małcużyński przyjechał do Polski w 1958 r. Każdy jego koncert był niemal patriotycznym świętem, a on sam uchodził za bohatera narodowego. Dzięki swoim kontaktom przyczynił się do zwrotu Polsce zbiorów wawelskich - a także rękopisów Chopina, które podczas wojny zostały wywiezione do Kanady na przechowanie. Władze prowincji Quebec nie chciały zwrócić skarbów, uznając, że nie mogą przekazać zbiorów władzom kraju niesuwerennego - pod kontrolą ZSRR. Małcużyński wielokrotnie odwiedzał ojczyznę. W latach 1960, 1970 i 1975 był jurorem Konkursów Chopinowskich w Warszawie.

Kolejny Konkurs Chopinowski miał się odbyć w roku 1942, ale został odwołany - trwała II wojna światowa i okupacja.

Pierwszy po wojnie - IV Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. Fryderyka Chopina - odbył się od 15 września do 15 października 1949 r.

Dyrektorem biura konkursu był Edmund Rudnicki, przedwojenny dyrektor muzyczny Polskiego Radia, a organizatorem - komitet wykonawczy powołany przez Ministra Kultury i Sztuki.

W konkursie wzięło udział 54 pianistów z 14 krajów. Górną granicę wieku uczestników konkursu podniesiono z 28 do 32 lat.

Polaków było 11: Ryszard Bagst, Halina Czerny-Stefańska, Jan Drath, Barbara Hesse-Bukowska, Tadeusz Kerner, Władysław Kędra, Waldemar Maciszewski, Julitta Sleńdzińska, Regina Smendzianka, Zbigniew Szymonowicz i Tadeusz Żmudziński.

Z powodu zniszczenia gmachu Filharmonii Narodowej przesłuchania odbywały się w budynku Teatru Roma, jedynej ocalałej w Warszawie sali koncertowej, przy ul. Nowogrodzkiej 49. Przed sceną w teatrze zbudowano specjalną estradę, a na scenie stanęła muszla akustyczna.

Pianiści mieli do wyboru cztery fortepiany: Bechstein, Bluethner, Ibach i Steinway. Wybór fortepianu należy do bardzo emocjonujących decyzji. Jakość instrumentu wpływa bowiem na barwę dźwięku i dynamikę, co jest kluczowe dla interpretacji utworów Chopina, które charakteryzują się bogactwem ekspresji. W przypadku Konkursu Chopinowskiego pianiści często wybierają fortepiany marki Steinway, które są powszechnie uznawane za najlepsze i najchętniej używane na światowych scenach muzycznych.

Konkurs był trójstopniowy: składał się z dwóch etapów i finału. W programie regulaminu konkursu pojawiła się barkarola Fis-dur op.60.

Jury złożonemu z 29 osób przewodniczył Zbigniew Drzewiecki. Wiceprzewodniczącymi zostali: Arthur Hedley z Anglii, Margueritte Long z Francji, Frantiisek Maxian z Czechosłowacji, Lew Oborin z ZSRR oraz Brazylijka posiadająca także obywatelstwo francuskie Magda Tagliaferro.

Ciekawy był styl przesłuchań w I i II etapie IV Konkursu. Jury bowiem, jedyny raz w historii, przysłuchiwało się grze pianistów za zasłoną z drewnianych żaluzji, tak aby ich nie widzieć.

Uczestnicy występowali nie pod swoimi nazwiskami, lecz wylosowanymi wcześniej numerami. Po raz pierwszy i jedyny w dziejach konkursów ustanowiono „męża zaufania”, którym został prof. Jerzy Lefeld - on jako jedyny znał nazwiska i jurorom przekazywał jedynie numery wylosowane tego dnia i ustalające kolejność występujących. Jury oceniało grę uczestników, stosując punktację od 1 do 25. Przejście z jednego etapu do następnego odbywało się na podstawie otrzymania od jurorów minimum 18 punktów. O ostatecznej kolejności laureatów decydowała suma ocen II i III etapu.

W finale IV Konkursu Chopinowskiego brało udział 18 pianistów: ośmiu z Polski, sześciu z ZSRR dwóch z Brazylii po jednym z Meksyku i Węgier.

Jego triumfatorkami zostały ex aequo dwie wielkie damy pianistyki: Halina Czerny-Stefańska i reprezentantka ZSRR Bella Dawidowicz. Był to pierwszy i dotąd jedyny Konkurs Chopinowski, w którym I nagrodę przyznano ex aequo. W dalszych edycjach konkursu miały miejsce podziały nagród, ale na niższych stopniach rywalizacji.

Jednym z największych zwolenników Haliny Czerny-Stefańskiej był Jerzy Waldorff; traktował ją jako jedną z najwybitniejszych polskich pianistek; cenił jej perfekcyjną grę, głębię interpretacji i bogactwo brzmienia. Podkreślał, że Czerny-Stefańska potrafiła wnieść do muzyki nowe, oryginalne spojrzenie. Także w jej interpretacji utworów Chopina dostrzegał wyjątkową maestrie i wrażliwość artystyczną.

Bella Dawidowicz urodzona w Baku jest rosyjską pianistką pochodzenia żydowskiego. Obecnie jest obywatelką amerykańską. W opinii krytyków i słuchaczy należy do artystów, którzy w swych interpretacjach, unikając zewnętrznego blasku, starają się być wierni kompozytorom. Dawidowicz była jurorką międzynarodowych konkursów muzycznych w Maryland, Vevey, Brukseli i Warszawie w latach 1995 oraz 2010.

Polska Agencja Prasowa jest patronem medialnym Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina oraz XIX Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina. 

Historia Konkursu Chopinowskiego: lata 1955-1970 na kolejnej stronie



Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Opinie

Reklama

19 kwietnia – dzień, w którym historia mówi szeptem i krzykiem jednocześnie

Niedzielny świt nad Warszawą (wschód słońca o 5:33, zachód o 19:38) przynosi nie tylko wiosenne światło, ale i ciężar pamięci. To 109. dzień roku, a imieniny obchodzą m.in. Jerzy, Leon i Sokrates – patronowie refleksji, odwagi i dialogu. Trudno o lepsze symbole dla daty, która w polskiej historii pulsuje dramatem i godnością.Data dodania artykułu: 19.04.2026 09:07
19 kwietnia – dzień, w którym historia mówi szeptem i krzykiem jednocześnie

18 kwietnia – dzień, w którym historia splata się z teraźniejszością

Sobota budzi się dziś miękkim światłem o 5.35, by zamknąć dzień o 19.36. To 108. dzień roku, a kalendarz – jak stara kronika – otwiera kolejne karty. Imieniny obchodzą m.in. Alicja, Bogusław, Bogumiła, Maria, Ryszard i Sabina. Ale to tylko preludium. Prawdziwa opowieść zaczyna się tam, gdzie historia pulsuje.Data dodania artykułu: 18.04.2026 08:56
18 kwietnia – dzień, w którym historia splata się z teraźniejszością

Sondaż CBOS: KO wyraźnie prowadzi, PiS traci. Ale to nie koniec gry o władzę

Gdyby wybory parlamentarne odbyły się w najbliższą niedzielę, Koalicja Obywatelska (KO) mogłaby liczyć na 32 proc. głosów, a Prawo i Sprawiedliwość (PiS) na 18,2 proc. – wynika z kwietniowego sondażu CBOS. Na trzecim miejscu uplasowała się Konfederacja z poparciem 13 proc., dalej Konfederacja Korony Polski (KKP) – 8,7 proc. oraz Nowa Lewica – 5,8 proc.Data dodania artykułu: 17.04.2026 19:08
Sondaż CBOS: KO wyraźnie prowadzi, PiS traci. Ale to nie koniec gry o władzę

Sejm chce uciszyć patostreamy. Ale czy wystarczy zmienić prawo, by zmienić rzeczywistość?

Jest w tym coś gorzko symbolicznego. W kraju, który przez dekady walczył o wolność słowa, dziś parlament pochyla się nad tym, jak ograniczyć jego najbardziej wynaturzoną formę. Bo patostreaming – słowo, które brzmi jak internetowy slang, a w istocie jest diagnozą społeczną – stał się lustrem, w którym odbija się coś więcej niż tylko brutalne transmisje.Data dodania artykułu: 17.04.2026 11:52
Sejm chce uciszyć patostreamy. Ale czy wystarczy zmienić prawo, by zmienić rzeczywistość?

17 kwietnia – dzień, w którym historia przyspiesza, a pamięć domaga się głosu

Poranek nad Polską wstaje dziś o 5.37, a dzień gaśnie o 19.35 – jakby natura chciała zostawić nam więcej światła na refleksję. Piątek, 17 kwietnia, sto siódmy dzień roku, niesie ze sobą ciężar wydarzeń, które – niczym wersy z „Trenu” Kochanowskiego – wracają i nie pozwalają o sobie zapomnieć.Data dodania artykułu: 17.04.2026 10:34
17 kwietnia – dzień, w którym historia przyspiesza, a pamięć domaga się głosu

Ile detergentu użyć – jak AutoDose w pralkach Electrolux dobiera dawkę za każdym razem

W codziennym praniu często pojawia się pytanie o właściwe dozowanie detergentu. Pralki Electrolux z funkcją AutoDose automatycznie dozują detergent i płyn zmiękczający, wykorzystując czujniki i algorytmy. Poniżej opisano, jak to działa, jakie korzyści przynosi w praktyce i jak system wpisuje się w nowoczesne gospodarstwo domowe.Data dodania artykułu: 16.04.2026 17:02
Ile detergentu użyć – jak AutoDose w pralkach Electrolux dobiera dawkę za każdym razem

16 kwietnia: od pierwszego prezydenta Warszawy po decyzje, które zmienią przyszłość Polski

16 kwietnia – dzień, w którym historia splata się z teraźniejszością, a echo dawnych wydarzeń wybrzmiewa w rytmie współczesnych decyzji politycznych i społecznych. To czwartek, sto szósty dzień roku. Słońce wstało dziś o 5.39, zajdzie o 19.33. Imieniny obchodzą m.in. Julia, Bernadeta, Benedykt i Joachim – imiona, które same w sobie brzmią jak fragment starej kroniki, zapisanej gdzieś na marginesach dziejów.Data dodania artykułu: 16.04.2026 09:32
16 kwietnia: od pierwszego prezydenta Warszawy po decyzje, które zmienią przyszłość Polski

Świat w ruchu: Sejm, Tokio, Notre-Dame i Świątek na nowej drodze

Środa, 105. dzień roku. Słońce wschodzi o 5.42, zachodzi o 19.31 – dzień rozciąga się coraz śmielej, jakby chciał nadrobić zimowe milczenie. Imieniny obchodzą m.in.: Abel, Anastazja, Cezary, Maksym, Piotr, Sylwester i Teodor.Data dodania artykułu: 15.04.2026 08:42
Świat w ruchu: Sejm, Tokio, Notre-Dame i Świątek na nowej drodze
Reklama
Repertuar kina Helios

Repertuar kina Helios

Nowy kinowy tydzień przyniesie moc różnorodnych seansów w sieci Helios! W repertuarze znajdą się premiery dla każdego miłośnika kina: „Pucio”, „Mumia: Film Lee Cronina” oraz od 22 kwietnia wyczekiwana premiera „Michael”. Ponadto na wielkich ekranach pojawią się największe hity ostatnich tygodni oraz seanse specjalne, w tym Maraton Filmowy.Wśród nowości znajdzie się polska bajka „Pucio” – ekranizacja niezwykle popularnych książek, ukazujących codzienne przygody pełne ciepła i humoru. Tytułowy bohater wraz z rodziną uczy się poprzez zabawę i wspólne spędzanie czasu. Od gotowania konfitury, przez malowanie portretu, aż po domowy biwak – każda sytuacja staje się okazją do rozwijania wyobraźni, budowania relacji i poznawania emocji. Seans niesie wartościowy przekaz dla najmłodszych widzów i ich opiekunów.Zupełnie inne emocje będą czekać na widzów podczas seansu „Mumia: Film Lee Cronina”. Twórca horroru „Martwe zło: Przebudzenie” powraca z nową, mroczną interpretacją klasycznej historii grozy. Opowieść o dziewczynie, która znika na pustyni, a po latach powraca w niewyjaśnionych okolicznościach, stopniowo przeradza się w pełen napięcia koszmar…Wyjątkowym wydarzeniem będzie premiera filmu „Michael”, która została zaplanowana na środę, 22 kwietnia. Produkcja przedstawia życie Michaela Jacksona – od pierwszych występów w Jackson Five aż po status światowej ikony popkultury. To nie tylko opowieść o sukcesie, lecz także o presji sławy i trudnych relacjach rodzinnych. W artystę wciela się Jaafar Jackson – bratanek króla popu.W repertuarze znajdą się także inne głośne tytuły, a wśród nich tytuł science fiction „Projekt Hail Mary”. Produkcja opowiada o samotnej misji ratunkowej, od której zależą losy całej planety. Główny bohater budzi się na statku kosmicznym i stopniowo odkrywa, że jego zadaniem jest powstrzymanie globalnej katastrofy. Natomiast „Drama” to tytuł o parze, której związek zaczyna się rozpadać tuż przed ślubem. Gdy na jaw wychodzi tajemnica z przeszłości kobiety, przyszły pan młody musi podjąć decyzję, czy jest gotów na wybaczenie… W rolach głównych gwiazdorski duet – Zendaya i Robert Pattinson!Inną filmową propozycją będzie thriller „Przepis na morderstwo” – to historia mężczyzny, który zostaje wydziedziczony przez swoją bajecznie bogatą rodzinę i postanawia odzyskać należny majątek w najbardziej bezwzględny sposób… Tytułem dla widzów o mocnych nerwach będzie „Zabawa w pochowanego 2” – kontynuacja popularnego horroru. Chwilę po krwawym starciu z rodziną Le Domas, Grace odkrywa, że została wciągnięta w kolejny, jeszcze bardziej bezlitosny etap śmiertelnej gry.Najmłodsi widzowie mogą liczyć na wyjątkowo bogatą ofertę. „Super Mario Galaxy Film” to wyczekiwana kontynuacja animacji inspirowanej kultową grą. Po pokonaniu Bowsera i uratowaniu Brooklynu Mario staje przed kolejnym wyzwaniem – tym razem musi zmierzyć się z niebezpiecznym sojuszem Wario i Bowsera Jr. Nadal będzie można oglądać animację Disnay i Pixar „Hopnięci”, w której bohaterka przenosi się do ciała… elektrycznego bobra. Dzięki temu trafia do niezwykłej społeczności zwierząt i odkrywa świat natury z zupełnie nowej perspektywy. Na najmłodszych będą czekać także pokazy Disney Junior w kinie z cyklu Helios dla Dzieci, które odbędą się w weekend 18-19 kwietnia. To interaktywne wydarzenie, podczas którego uczestnicy mogą śpiewać, tańczyć i rozwiązywać zagadki!W dniach 18–19 kwietnia w kinach pojawią się także specjalne pokazy filmu religijnego „Maryja. Matka Papieża”. To poruszająca opowieść o duchowej relacji św. Jana Pawła II z Matką Bożą, ukazująca jej znaczenie w jego życiu oraz w historii świata. Film prowadzi widzów przez najważniejsze momenty życia papieża, podkreślając rolę wiary, zawierzenia i nadziei. Dla fanów mocnych emocji Helios przygotował Maraton Strachu, który rozpocznie się w piątkowy wieczór, 17 kwietnia. To nocne wydarzenie dedykowane miłośnikom horrorów, rozpoczynające się premierowym seansem filmu „Mumia: Film Lee Cronina”. Następnie w poniedziałek, 20 kwietnia, w wybranych kinach sieci odbędzie się pokaz w ramach cyklu Kino Konesera. Na ekranach pojawi się „Tajny agent” – brazylijski film czterokrotnie nominowany do Oscara, który przenosi widzów do realiów lat 70. i opowiada historię człowieka uciekającego przed własną przeszłością w cieniu wojskowej dyktatury. Z kolei w środę, 22 kwietnia, Helios zaprasza do wybranych lokalizacji na wyjątkowy seans kultowego filmu „Żywot Briana” z błyskotliwym humorem grupy Monty Pythona.Szczegóły dotyczące aktualnego repertuaru można znaleźć na stronie: www.helios.pl, w aplikacji mobilnej oraz w kasach kinowych sieci w całej Polsce. Dokonując zakupu wcześniej, można wybrać najlepsze miejsca, a także – zaoszczędzić.Data rozpoczęcia wydarzenia: 17.04.2026

Polecane

Lechia była lepsza, ale wróciła z niedosytem. W Łomży zabrakło kropki nad „i”

Lechia była lepsza, ale wróciła z niedosytem. W Łomży zabrakło kropki nad „i”

Są takie remisy, które wpisuje się do tabeli bez emocji. I są takie, które zostają pod skórą. Lechia Tomaszów Mazowiecki przywiozła z Łomży punkt po remisie 1:1 z ŁKS-em, ale to nie jest wynik, po którym w zielono-czerwonej szatni powinno się otwierać szampany. To raczej wieczór z gatunku tych, gdy człowiek patrzy w sufit i myśli, ile jeszcze takich okazji trzeba stworzyć, by mecz naprawdę zamknąć. Oficjalna strona tomaszowskiego klubu przed tym spotkaniem podkreślała, że po wygranej z Widzewem II Łódź zespół Bartosza Grzelaka był już po trzech ligowych zwycięstwach z rzędu i awansował na siódme miejsce w tabeli.Data dodania artykułu: Wczoraj, 09:44 Liczba pozytywnych reakcji czytelników: 1
Smardzewice na scenie ogólnopolskiej. Kornelia Formalczyk pokazała charakter w „The Voice Kids”Lechia czwartą drużyną w Polsce. Juniorzy zakończyli mistrzostwa tuż za podiumŚmiertelny wypadek w Tomaszowie Mazowieckim. Nie żyje 26-letni motocyklistaLechia była lepsza, ale wróciła z niedosytem. W Łomży zabrakło kropki nad „i”19 kwietnia – dzień, w którym historia mówi szeptem i krzykiem jednocześnieDramat w Radomiu. Widzew miał zwycięstwo na wyciągnięcie ręki, ale wypuścił je w doliczonym czasieKryształowa Płoza dla Semirunnija. Tomaszów Mazowiecki ma powody do dumyDzień Doceniania Męża. Święto cichego bohatera codzienności„Miasteczko cud”. Wieczór, w którym Tomaszów na chwilę przestał być sobąSłowo, które buduje. XIV Powiatowy Konkurs Recytatorski w Językach Obcych rozstrzygniętyBitwy w „The Voice Kids”. Kornelia Fornalczyk stanie do najważniejszego starciaCzy Marcin Witko pójdzie śladem Morawieckiego? Polityczne napięcia docierają także do Tomaszowa
Reklama
Tomaszowskie TBS Spółka z o.o. poszukuje osoby na stanowisko DOZORCY.

Tomaszowskie TBS Spółka z o.o. poszukuje osoby na stanowisko DOZORCY.

1. Podstawowym obowiązkiem dozorcy jest dbałość o powierzone jego pieczy budynki i ich wyposażenie w urządzenia techniczne.2. Niezwłoczne zawiadamianie zarządcy nieruchomości i właściwych służb technicznych o dostrzeżonych uszkodzeniach lub wadliwym działaniu instalacji i urządzeń technicznych.3. Podejmowanie doraźnych działań w zakresie ochrony mieszkańców przed niebezpiecznymi skutkami uszkodzeń lub wadliwego działania urządzeń wspólnego użytku.4. Niezwłoczne usuwanie skutków opadów śniegu i gołoledzi w okresie zimowym.5. Sprzątanie, konserwacja i właściwe utrzymywanie przydzielonych terenów zielonych w okresie letnim.6. Udział w organizowanych akcjach sanitarno-porządkowych, odśnieżania, odgruzowywania itp.7. Dbałość o należyty stan wyposażenia nieruchomości, sprzętu ppoż. oraz pojemników do gromadzenia nieczystości, zawiadamianie zarządcy nieruchomości o konieczności ich wymiany.8. Niezwłoczne zawiadamianie zarządcy nieruchomości o konieczności wywozu nieczystości.9. Czuwanie nad sprawnym działaniem wszystkich punktów świetlnych w budynkach mieszkalnych i gospodarczych.10. Zgłaszanie do administratora faktów o samowolnym zajmowaniu lokali.11. Zawiadamianie zarządcy nieruchomości o rażących przypadkach naruszania przez mieszkańców regulaminu porządku domowego.12. Wywieszanie flag z okazji świąt i uroczystości oraz utrzymywanie ich w czystości.13. Rozklejanie ogłoszeń, dostarczanie lokatorom korespondencji dot. zmian wysokości czynszu, upomnień itp.14. Wystawianie pojemników na odpady komunalne, selektywne i biodegradowalne zgodnie z harmonogramem wywozów przedstawionych przez firmę zajmującą się wywozem odpadów; wstawianie opróżnionych pojemników w wyznaczone miejsce.15. Sprzątanie pozostałości odpadów w miejscu składowania pojemników.16. Dbałość o należyty stan sprzętu i narzędzi przeznaczonych do utrzymywania porządku i czystości posesji.17. Wykonywanie innych czynności nieobjętych niniejszym zakresem obowiązków, a wynikających z umowy o pracę, obowiązujących przepisów oraz poleceń administratora. 
Reklama
Reklama
Reklama

Wasze komentarze

Autor komentarza: EllaTreść komentarza: Swietna inicjatywa. Brawo.Źródło komentarza: Tłumy w Urzędzie Miasta. Mieszkańcy postawili na zdrowieAutor komentarza: EllaTreść komentarza: W tym temacie nie robi sie nic w Tomaszowie. Ludzie pala czym chca, ile chca i kiedy chca. W chlodne dni smrod powala, kto swiadomy nie wychodzi z domu wieczorem, nie otwiera okien. Dlaczego? Bo wlasciciele domkow grzeja. Rok w rok mluci sie problem i nic kompletnie z tego nie wynika. Jak sie palilo odpady tak sie pali. Przypuszczam, ze do konca swiata i jeden dluzej. Nie ma mocnego na palaczy, nikt im nie da rady, nikt im nie podskoczy. Jak dlugo beda dusic ludzi. Oto jest pytanie, szekspirowskie choc konkretne. .Źródło komentarza: Tomaszów Mazowiecki znów w smogu: 36. dzień przekroczenia norm PM10 i alarm dla mieszkańcówAutor komentarza: ixiTreść komentarza: Po przeczytaniu tego materiału powyżej powiedziałem o tym dzisiejszym dniu mojej żonie, a Ona na to: a daj mi święty spokój!!! Znów chcesz się ze mną kłócić?!Źródło komentarza: Dzień Doceniania Męża. Święto cichego bohatera codziennościAutor komentarza: AjdejanoTreść komentarza: "Tak se siedze i se myśle": czy ten ten materiał powyżej, to jest typowa podpucha, prowokująca do lokalnej dyskusji wśród wyborców i wśród lokalnych, tzw. "polytyków", czy raczej próba zorientowania się, co tak naprawdę myśli ten cholerny, prawicowy elektorat. W tym miejscu należałoby koniecznie stwierdzić, że do tej pory ten elektorat gówno obchodził prawicową, polityczna wierchuszkę. Tym prawicowym bonzom wydawało się i chyba dalej się wydaje, że na "moherowych beretach" będą dziubdziać do końca świata, a może jeszcze dłużej. Zapomnieli staruszkowie, że świat się zmienia, również w główkach tego cholernego elektoratu. I raptem obudzili się z ręką w nocniku, bo stwierdzili, że około 8-10% prawicowego elektoratu czmychnęło (błąd: świadomie poszło) do konfederacji Mentzena i Brauna. Dlaczego to zrobili? Odpowiedź jest prosta, jak sznurek w kieszeni: prawicowi ludzie chcą konkretów, czyli zdecydowanych postulatów, a nie ciągłego memłania o sprawach słusznych ideologicznie, ale mało praktycznych w codziennym życiu. Nie ze wszystkim zgadzam się z Mentzenem i z Braunem, ale przynajmniej są to faceci z jajami, którzy wiedzą, co chcą. Teraz doszedł tej starej prawicy ten cholerny Morawiecki. I tak po prawdzie, to ten Kaczyński nie wie, co z tym fantem zrobić. Morawiecki ma "za uszami" parę spraw (pakt imigracyjny, umowa z Ameryka Południową). Ale, co teraz może Kaczyński... PS. Chętnie widziałbym u Morawieckiego np. ministra Klimczaka.Źródło komentarza: Czy Marcin Witko pójdzie śladem Morawieckiego? Polityczne napięcia docierają także do TomaszowaAutor komentarza: Faf Fan TulipanTreść komentarza: Czy te spodnie w kratę, po lewej to Iwonka?Źródło komentarza: Między nadzieją a rynkiem pracy. WTZ otwiera drzwi, które wciąż nie dla wszystkich są uchyloneAutor komentarza: AjdejanoTreść komentarza: Tego typu, wku@wiające WSZYSTKICH sytuacje, oraz dylematy z nimi związane, zostały powyżej bardzo dobrze przedstawione. Z tego materiału powyżej wynika to wiecznie aktualne powiedzenie: milczenie jest złotem. I to milczenie-złoto można rozumieć różnie, tzn. w zależności od tego, kto w danej sytuacji milczy. Dla tego, kto popełnił zło, milczenie jest złotem, bo to złoto chroni go od odpowiedzialności. Dla tego, kto wie o popełnieniu tego zła i nic nie mówi, bo się boi, milczenie też jest złotem (przykład : mieszkańcy Kłodzka). Dla parszywych frajerów z poszczególnych partii, urzędów, instytucji, mediów, itp., itd. które wiedzą o przestępczym procederze i milczą, milczenie już nie jest takim czystym złotem. W tym przypadku to może być fałszywe złoto.Źródło komentarza: Znowu okaże się, że ‘nikt nic nie wiedział’? Od Kłodzka po Tomaszów powtarza się ten sam scenariusz”
Reklama
Reklama

Napisz do nas

Zachęcamy do kontaktu z nami za pomocą formularza. Możecie dołączyć zdjęcia i inne załączniki. Podajcie swojego maila ułatwi to nam kontakt z Wami
Reklama
Reklama
Reklama