Sto lat to nie tylko liczba. To pokolenia kibiców, dziesiątki zawodników i setki meczów, które budowały tożsamość klubu znad Narwi. Czterokrotne triumfy w wojewódzkim Pucharze Polski, epizod na poziomie II ligi, dramatyczna walka o powrót do III ligi – wszystko to składa się na opowieść, którą dziś Łomża celebruje.
Dwa sezony temu, w iście filmowym finale rozgrywek IV ligi, ŁKS wyprzedził Tur Bielsk Podlaski dosłownie na ostatniej prostej. Zwycięstwo 5:0 nad KS Śniadowo i remis rywali – jak w dobrze napisanym scenariuszu – dały awans. Od tamtej pory klub przeszedł transformację: nowy zarząd, uporządkowane finanse, świeża energia organizacyjna.
Lechia jedzie na trudny teren
Nie ma co owijać w bawełnę – Łomża u siebie to przeciwnik niewygodny, twardy, momentami bezlitosny. Przekonali się o tym lechiści w ostatniej wizycie, przegrywając aż 0:6. Wynik, który boli jak źle zakończony rozdział powieści, ale też mobilizuje.
Bilans bezpośrednich spotkań jest wyrównany jak pojedynek dwóch bokserów w późnych rundach:
- 11 meczów
- 4 zwycięstwa Lechii
- 2 zwycięstwa ŁKS
- 5 remisów
Jesienią w Tomaszowie padł remis 1:1 – Antkowiak odpowiedział na trafienie Tkaczyka. Ale statystyki to jedno, a rzeczywistość sobotniego meczu – zupełnie inna historia.
Nowe rozdanie w Łomży
Jakby dramaturgii było mało, ŁKS przystępuje do meczu po zmianach na ławce trenerskiej. Marcin Sasal odszedł, chwilowo drużynę prowadził Tomasz Staniórski, a obecnie stery objął Maciej Tarnogrodzki. To moment przejścia – zawsze niebezpieczny dla rywali, bo drużyna potrafi zagrać ponad stan.
Kadrowo również zaszły zmiany. Odeszli doświadczeni gracze, ale przyszli nowi:
Mich, Stromecki, Klupś, Lurbecki – nazwiska może jeszcze nie elektryzują kibiców jak wielkie gwiazdy, ale potrafią wnieść świeżość i głód gry.
A nad tym wszystkim góruje postać Huberta Antkowiaka – najlepszego strzelca ligi, autora 22 bramek. Napastnik, który w polu karnym zachowuje się jak reżyser dramatu – wie, kiedy przyspieszyć akcję i kiedy postawić kropkę nad „i”.
Lechia – między ambicją a rachunkiem sumienia
Drużyna Bartosza Grzelaka jedzie do Łomży nie tylko po punkty. Jedzie po odpowiedź na pytanie: kim jesteśmy w tej lidze?
Po bolesnych doświadczeniach i nierównych wynikach sezonu, każdy kolejny mecz staje się testem charakteru. To już nie tylko tabela – to kwestia mentalności, reakcji na presję, umiejętności podniesienia się po ciosie.
Bo futbol, jak pisał kiedyś Eduardo Galeano, „jest najpiękniejszą z rzeczy nieistotnych”. A jednak dla tych chłopaków, dla kibiców z Tomaszowa i Łomży, w sobotnie popołudnie stanie się rzeczą najważniejszą.
Święto i walka
Ten mecz ma w sobie wszystko:
- jubileusz i emocje trybun,
- sportową rywalizację,
- historię pisaną na nowo.
Sędzia Konrad Gąsiorowski rozpocznie spotkanie o 16:00, ale prawdziwy spektakl zacznie się dużo wcześniej – w głowach zawodników i sercach kibiców.
Czy Lechia znajdzie sposób na twierdzę Łomża?
Czy gospodarze dopiszą do jubileuszu zwycięstwo?
Odpowiedź przyjdzie wraz z ostatnim gwizdkiem. A do tego czasu – jak w dobrym kinie – napięcie tylko rośnie.




























































Napisz komentarz
Komentarze