Pierwsza połowa nie przyniosła bramek, choć to goście z Łodzi sprawiali lepsze wrażenie. Po wyrównanym początku meczu Widzew zaczął przejmować inicjatywę i stworzył kilka groźnych sytuacji. Najbliżej gola był Mariusz Fornalczyk, jednak jego strzał obronił Kacper Trelowski.
Kluczowym momentem pierwszej części gry była 36. minuta. Wówczas kapitan Rakowa, Zoran Arsenić, zobaczył drugą żółtą kartkę i w konsekwencji czerwoną, osłabiając swój zespół na ponad godzinę gry. Od tego momentu gospodarze musieli skupić się przede wszystkim na defensywie.
Po przerwie przewaga liczebna Widzewa zaczęła być coraz bardziej widoczna. Łodzianie regularnie dochodzili do sytuacji strzeleckich, jednak brakowało im skuteczności. Bliscy szczęścia byli m.in. Andi Zeqiri, Samuel Kozlovsky czy Angel Baena, ale albo na przeszkodzie stawali obrońcy, albo dobrze interweniowali bramkarze.
Raków, mimo gry w osłabieniu, również próbował swoich szans, a spotkanie nabierało tempa. W końcówce nie brakowało kontrowersji – zarówno przy potencjalnym rzucie karnym dla Widzewa, jak i przy sytuacji w polu karnym gości, której arbiter nie zdecydował się analizować przy pomocy VAR.
Prawdziwe emocje rozpoczęły się jednak dopiero w doliczonym czasie gry. W 90+4 minucie Fran Alvarez popisał się kapitalnym strzałem z dystansu, dając Widzewowi prowadzenie. Piłka odbiła się od poprzeczki i wpadła do siatki, pozostawiając bramkarza Rakowa bez szans.
Gdy wydawało się, że goście wywiozą z Częstochowy komplet punktów, gospodarze zdołali odpowiedzieć. W 90+7 minucie Lamine Diaby-Fadiga przedarł się prawym skrzydłem i dograł do Stratosa Svarnasa, który z najbliższej odległości doprowadził do wyrównania. Sytuacja wzbudziła protesty piłkarzy Widzewa, którzy sygnalizowali faul na bramkarzu, jednak sędzia Paweł Raczkowski uznał gola.
Ostatecznie spotkanie zakończyło się remisem 1:1. Choć żadna z drużyn nie może być w pełni zadowolona z wyniku, to biorąc pod uwagę grę w osłabieniu przez ponad połowę meczu, Raków może mówić o szczęśliwie wywalczonym punkcie. Z kolei Widzew może żałować niewykorzystanych sytuacji i straconego zwycięstwa w samej końcówce.




























































Napisz komentarz
Komentarze