Dla jednych to dzień spędzony w szpitalnej sali, wśród zapachu środków dezynfekujących i dźwięku aparatury. Dla innych – w domu, z kubkiem herbaty na stoliku nocnym i nadzieją, że jutro będzie choć trochę łatwiej. Są też tacy, którzy chorują „po cichu” – bez gipsu, bez kroplówki, za to z bólem, zmęczeniem albo lękiem, którego nie widać na pierwszy rzut oka.
Dzień Chorego przypomina również o tych, którzy są obok: pielęgniarkach, lekarzach, ratownikach, opiekunach i bliskich. O ludziach, którzy czasem jednym gestem, słowem albo zwykłą obecnością potrafią zrobić więcej niż najdroższe lekarstwa. Bo leczenie to nie tylko procedury i recepty, ale też empatia, cierpliwość i uważność.
To także dobry moment, by pomyśleć o sobie – o własnym zdrowiu, o sygnałach wysyłanych przez organizm, które zbyt często ignorujemy. O tym, że warto się badać, pytać, nie bagatelizować objawów i nie odkładać troski o siebie „na później”.
Dzień Chorego nie musi być smutny. Może być pełen nadziei. Nadziei na poprawę, na wsparcie, na zrozumienie. A przede wszystkim – na to, że nikt w chorobie nie zostanie sam. Bo czasem największym lekarstwem jest świadomość, że ktoś naprawdę widzi, słyszy i pamięta.
































































Napisz komentarz
Komentarze