KTS Weszło Warszawa – Lechia Tomaszów Mazowiecki 2:1 (2:1)
Bramki: Damian Winiarski 23, Błażej Tłaczała 24 – Filip Zawadzki 44.
Nowy sezon miał rozpocząć się dla tomaszowian od mocnego uderzenia. Zamiast tego było trochę jak w filmie, w którym bohater dobrze wchodzi w akcję, lecz po chwili popełnia dwa błędy i przez resztę seansu próbuje odrobić straty. Lechia miała swoje momenty, szczególnie po przerwie, ale z Warszawy wróciła bez punktów.
Dobry początek i dwa szybkie ciosy
Pierwsze minuty należały do zespołu z Tomaszowa Mazowieckiego. Zielono-czerwoni częściej utrzymywali się przy piłce i próbowali przedostać się w okolice pola karnego gospodarzy. Brakowało jednak dokładnego ostatniego podania i skutecznego wykończenia.
Pierwszą groźniejszą sytuację Lechia stworzyła w 12. minucie. Miłosz Pawlusiński przejął piłkę w środku pola i uruchomił Filipa Zawadzkiego. Ten próbował znaleźć miejsce do strzału, ale ostatecznie wycofał futbolówkę przed pole karne. Uderzenie Eryka Kapronia poszybowało jednak nad poprzeczką.
Chwilę później gospodarze zaczęli przejmować inicjatywę. W 13. minucie debiutujący w barwach Lechii Antoni Pawełkiewicz został zmuszony do wybicia piłki po niebezpiecznym podaniu jednego z partnerów. Futbolówkę przejął Błażej Tłaczała, lecz nie zdołał skierować jej do pustej bramki.
Dwie minuty później po błędzie tomaszowskiej defensywy z bliskiej odległości uderzał Mikołaj Neuman. Kapitalną interwencją popisał się jednak Pawełkiewicz, który uratował swój zespół przed utratą gola.
Napór KTS Weszło narastał. W 18. minucie po składnej akcji strzelał Tłaczała, lecz piłka odbiła się od jednego z obrońców Lechii i wyszła na rzut rożny.
W 23. minucie gospodarze dopięli swego. Fabien Luvale posłał precyzyjne podanie z lewego skrzydła, piłka minęła Marcina Orzechowskiego, a Damian Winiarski zachował spokój i pokonał Antoniego Pawełkiewicza.
Lechia nie zdążyła jeszcze otrząsnąć się po pierwszym ciosie, gdy otrzymała kolejny. Zaledwie kilkadziesiąt sekund później warszawianie wykorzystali błąd przy wyprowadzaniu piłki. Futbolówka trafiła do Błażeja Tłaczały, który mocnym uderzeniem podwyższył prowadzenie na 2:0.
Nieuznany gol i kontakt przed przerwą
Tomaszowianie potrzebowali kilku minut, aby wrócić do równowagi. W 36. minucie wydawało się, że Lechia zdobyła bramkę kontaktową.
Po dośrodkowaniu Krystiana Kolasy główkował Bartosz Bogus. Bramkarz gospodarzy Michał Kircun odbił piłkę pod nogi Daniela Chwałowskiego, który efektownym uderzeniem od poprzeczki trafił do siatki. Radość zielono-czerwonych trwała jednak krótko, ponieważ sędzia dopatrzył się pozycji spalonej.
To, co nie udało się w 36. minucie, udało się osiem minut później. Filip Zawadzki zdecydował się na strzał z dystansu, a piłka, choć nie leciała z wielką prędkością, zaskoczyła zasłoniętego Michała Kircuna i wpadła do bramki.
Gol zdobyty tuż przed przerwą dał Lechii nadzieję na odwrócenie losów spotkania. Jeszcze w doliczonym czasie gry po dośrodkowaniu z prawej strony główkował Daniel Chwałowski, lecz bramkarz gospodarzy pewnie złapał piłkę.
Karny, który mógł zmienić mecz
Po zmianie stron Lechia ruszyła do odrabiania strat. W 54. minucie Miłosz Pawlusiński przejął piłkę przed polem karnym i zdecydował się na mocne uderzenie. Futbolówka przeleciała jednak nad poprzeczką.
Sześć minut później odpowiedzieli gospodarze. Po strzale Mikołaja Neumana kolejną bardzo dobrą interwencją popisał się Antoni Pawełkiewicz.
Z każdą kolejną minutą przewagę osiągali podopieczni Bartosza Grzelaka. Lechia coraz częściej zamykała rywali na ich połowie i szukała okazji do wyrównania.
Najlepsza z nich pojawiła się w 67. minucie. Jakub Król posłał długie podanie za linię obrony, a wychodzący na czystą pozycję Daniel Chwałowski został sfaulowany. Arbiter bez wahania wskazał na jedenasty metr.
Do piłki podszedł kapitan Lechii Krystian Kolasa. Michał Kircun wyczuł jednak jego intencje, obronił rzut karny i uratował prowadzenie KTS Weszło.
Był to moment, który mógł całkowicie zmienić przebieg spotkania. Zamiast remisu i nowego rozdania gospodarze nadal prowadzili, a czas coraz szybciej uciekał.
Lechia walczyła do końca
Niewykorzystany rzut karny nie podłamał tomaszowian. Zielono-czerwoni nadal atakowali, lecz ich akcje rozbijały się o dobrze zorganizowaną defensywę gospodarzy.
Obrońcy KTS Weszło skutecznie wybijali kolejne dośrodkowania, a piłki, które docierały w okolice bramki, pewnie łapał Michał Kircun.
Najbliżej wyrównania Lechia była w 86. minucie. Rezerwowy Łukasz Racis oddał kapitalny strzał z dystansu, zmuszając bramkarza gospodarzy do efektownej interwencji. Kircun z najwyższym trudem sparował piłkę na rzut rożny.
Mimo ambitnej postawy i zdecydowanie lepszej gry po przerwie Lechia nie zdołała doprowadzić do remisu. O końcowym wyniku zdecydowały błędy z pierwszej połowy oraz niewykorzystana jedenastka.
Porażka na inaugurację boli, ale sezon dopiero się rozpoczął. Tomaszowianie pokazali po przerwie, że potrafią przejąć inicjatywę i stworzyć sytuacje bramkowe. Teraz potrzebna będzie większa koncentracja w defensywie i skuteczność, bez której w III lidze trudno będzie regularnie zdobywać punkty.
Skład Lechii
Antoni Pawełkiewicz – Bartłomiej Chyb, Marcin Orzechowski, Jakub Król, Filip Becht – Krystian Kolasa (71. Marcin Pieńkowski), Daniel Chwałowski (85. Maksym Rosiński), Eryk Kaproń, Miłosz Pawlusiński – Filip Zawadzki (61. Łukasz Racis), Bartosz Bogus (46. Kacper Popławski).
Żółte kartki: Fabien Luvale, Kacper Pietrzyk, Mateusz Mazur – Marcin Orzechowski, Eryk Kaproń oraz asystent trenera Miłosz Turewicz.
Sędziował: Dawid Deptuła z Ignatek.
Widzów: 496.



Napisz komentarz
Komentarze