Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
wtorek, 27 października 2026 16:08
Z OSTATNIEJ CHWILI:
Reklama
Reklama

Devilhead – „Your Ice Cream’s Dirty”. Brudne lody, rodzinne duchy i muzyka, której Seattle nie potrafiło oswoić

Wyobraźmy sobie, że Tom Waits otwiera niewielką lodziarnię na przedmieściach Seattle. Za ladą stoi Syd Barrett, który zamiast wydawać resztę, opowiada klientom o różowych słoniach. Marc Bolan próbuje naprawić zepsutą szafę grającą, a w piwnicy kilku muzyków urządza próbę, podczas której nikt nie jest pewien, czy powstaje rockowy przebój, czy właśnie rozpada się zespół. Nad wejściem wisi szyld „Your Ice Cream’s Dirty” – „Twoje lody są brudne”. Nikt nie wie, czy to ostrzeżenie, żart, czy może najuczciwsza reklama w historii muzyki alternatywnej. Tak właśnie wyobrażam sobie świat Devilhead, zespołu, który pojawił się w Seattle w chwili, gdy grunge przestawał być buntem, a zaczynał przynosić ogromne pieniądze. Bracia Brian i Kevin Wood mieli wszystkie powody, by nagrać album przypominający Mother Love Bone albo Pearl Jam. Zamiast tego stworzyli muzykę nieprzewidywalną, chwilami groteskową, miejscami irytującą, lecz pełną osobliwego uroku. Płytę, która brzmi raz jak punkowy napad złości, innym razem jak pijacka ballada albo zagubiony psychodeliczny singiel z 1967 roku.

Seattle po śmierci legendy. Trudno dorastać w cieniu Andrew Wooda

Żeby zrozumieć „Your Ice Cream’s Dirty” zespołu Devilhead, trzeba cofnąć się do początku lat dziewięćdziesiątych, kiedy Seattle nie było jeszcze światową stolicą gitarowego rocka, choć posiadało już niezwykle bogatą scenę muzyczną. Green River, Soundgarden, Mudhoney i Melvins rozwijali własne odmiany ciężkiego grania, łącząc punk, hard rock, metal i psychodelię. Szczególne miejsce zajmował w tym środowisku Andrew Wood, wokalista Malfunkshun i Mother Love Bone, postać ekstrawagancka, teatralna, zakochana w glam rocku, bliższa sceniczną osobowością Freddiemu Mercury’emu i Marcowi Bolanowi niż późniejszemu stereotypowi grunge'owego frontmana. Jego śmierć w marcu 1990 roku zakończyła historię Mother Love Bone, ale stała się również jednym z wydarzeń poprzedzających narodziny Pearl Jam. Stone Gossard i Jeff Ament rozpoczęli nowy rozdział, który miał całkowicie zmienić pejzaż amerykańskiego rocka. Znacznie rzadziej wspomina się jednak o dwóch braciach Andrew – Brianie i Kevinie Woodach.

Devilhead powstali w 1993 roku, a wydany 25 października 1994 roku „Your Ice Cream’s Dirty” stał się ich debiutanckim albumem. Płyta ukazała się dzięki Loosegroove Records, wytwórni współtworzonej między innymi przez Stone'a Gossarda i Regana Hagara. Kevin miał za sobą działalność w Malfunkshun, natomiast Brian związany był z Fire Ants i Hater. Trudno oprzeć się wrażeniu, że nad muzyką braci od początku unosił się duch Andrew Wooda. Nie oznacza to bezpośredniego naśladownictwa, lecz ciężar rodzinnej historii i oczekiwań. Jak tworzyć własną muzykę, kiedy nazwisko natychmiast przypomina postać otoczoną legendą? To sytuacja przypominająca bohaterów powieści Williama Faulknera, próbujących wyrwać się z historii własnych rodzin. Przeszłość staje się niewidzialnym uczestnikiem każdej decyzji. A jednak Brian Wood nie próbował zostać drugim Andrew. Jego głos jest bardziej chropowaty, mniej efektowny, chwilami niemal demonstracyjnie niedoskonały. Tam, gdzie Andrew wkraczał na scenę jak bohater musicalu, Brian przypomina człowieka, który przypadkowo znalazł mikrofon w barze i postanowił sprawdzić, czy jeszcze pamięta melodię.

Grunge, psychodelia i muzyczny absurd. Devilhead wymykają się klasyfikacjom

Określenie Devilhead jako zespołu grunge'owego z Seattle jest wygodne, ale niewystarczające. Owszem, gitary bywają ciężkie, produkcja szorstka, a rytmika korzysta z rozwiązań charakterystycznych dla rocka alternatywnego początku lat dziewięćdziesiątych. Jednak muzyka braci Wood znacznie szerzej sięga do amerykańskiej tradycji rockowej. Słychać tutaj punk, garażowy rock, psychodelię, blues, hard rock i coś, co najchętniej nazwałbym kabaretową odmianą muzycznego absurdu. To trochę tak, jakby Alice in Chains spotkali przy barze The Stooges, a właściciel lokalu uparł się, że pomiędzy kolejnymi utworami trzeba koniecznie zagrać balladę Kevina Ayersa. Pod tym względem Devilhead przypominają Royal Trux, Butthole Surfers czy chwilami Ween – zespoły traktujące historię rocka jak magazyn rekwizytów, z którego można wyjąć niemal dowolny element i wykorzystać go w sposób sprzeczny z pierwotnym przeznaczeniem.

Album „Your Ice Cream’s Dirty” nagrano w Soundhouse Recording w Seattle. W sesjach uczestniczyli między innymi gitarzysta John McBain, wcześniej współpracujący z Monster Magnet i Hater, basista John Waterman oraz Shawn Smith, którego partie fortepianu nadają wybranym kompozycjom melancholijną barwę. Ważną rolę w realizacji odegrał Rick Senechal, a mastering przygotował Bob Ludwig. Mimo obecności doświadczonych muzyków i realizatorów powstała płyta zaskakująco surowa, niekiedy sprawiająca wrażenie świadomie niedopracowanej. Nie jest to jednak wyłącznie kwestia technicznej jakości nagrania. Muzycy pozostawili w materiale pęknięcia, stylistyczne kolizje i niedoskonałości, które często nadają mu osobliwy charakter. Czasami tworzą wartość artystyczną, innym razem zwyczajnie przeszkadzają. Nie każda nieporadność jest bowiem świadomym eksperymentem, a granica pomiędzy artystyczną swobodą i zwykłym chaosem pozostaje tutaj wyjątkowo cienka.

„Too Much Protection”, „Your Mistake” i „Don't Make Me”. Garażowy bunt bez kompromisów

Album otwiera „Too Much Protection”, kompozycja oparta na ciężkim, szorstkim gitarowym rytmie. To muzyka, która mogłaby powstać podczas wspólnej próby członków Soundgarden i Rollins Band, pod warunkiem że żaden nie zamierzałby podporządkować się pozostałym. Gitary poruszają się zdecydowanie, sekcja rytmiczna nadaje całości niemal fizyczny ciężar, a wokal Briana Wooda sprawia wrażenie prowokacyjnego i chwilami złośliwego. Nie znajdziemy tutaj elegancji „Ten” Pearl Jam ani monumentalnego smutku „Dirt” Alice in Chains. Devilhead interesuje energia, surowość i pewien rodzaj rockowej bezczelności. Początek zapowiada album agresywny, zanurzony w gitarowym hałasie i ironii.

Jeszcze bardziej bezpośredni jest „Your Mistake”, trwający niewiele ponad dwie minuty wybuch punkowej nerwowości. Ostre riffy i gwałtowny rytm przywołują The Stooges oraz wczesną Nirvanę z okresu „Bleach”. Kevin Wood może tutaj swobodnie rozwinąć gitarową wyobraźnię, nieprzejmującą się nadmiernie muzyczną elegancją. „Don't Make Me” posiada natomiast bardziej tradycyjną konstrukcję punkrockowej piosenki, wyrazisty refren i energię mogącą kojarzyć się z Sex Pistols. W archiwalnych opiniach o albumie pojawiały się nawet porównania do „Pretty Vacant”. Te pierwsze kompozycje sugerują, że otrzymujemy kolejną odmianę gitarowego rocka z Seattle, trochę bardziej chaotyczną, mniej przebojową, ale zasadniczo mieszczącą się w estetyce epoki. Dopiero później okazuje się, że Devilhead mają znacznie bardziej osobliwe pomysły.

„There”, „Polly” i „Troubled Moon”. Tom Waits spotyka ducha Syda Barretta

„There” należy do najciekawszych utworów na „Your Ice Cream’s Dirty”, ponieważ niemal całkowicie podważa wyobrażenie o Devilhead jako tradycyjnym zespole grunge'owym. Muzyka zwalnia, gitarowy ciężar ustępuje miejsca sennej atmosferze, a głos Briana nagle staje się bardziej intymny. Zamiast agresywnego śpiewu otrzymujemy monolog człowieka siedzącego przy fortepianie w pustym barze, kiedy kelnerzy zaczynają już sprzątać stoliki. W takich chwilach Devilhead okazują się bliżsi Tomowi Waitsowi niż Pearl Jam. Włoski recenzent serwisu DeBaser porównał wokal Briana w tej kompozycji do spotkania słodyczy Marca Bolana z szorstkością pijanego Jima Morrisona. To wyjątkowo trafne skojarzenie. Jest tutaj coś z glamrockowej teatralności T. Rex, ale również z kruchości Syda Barretta, którego solowe albumy potrafiły przemieniać wokalną niedoskonałość w emocjonalną prawdę. „There” pokazuje, że Brian Wood potrafił być interesujący właśnie wtedy, kiedy rezygnował z rockowej agresji.

Podobnie działa „Polly”, niemal sześciominutowa psychodeliczna ballada, której nie należy mylić z utworem Nirvany o identycznym tytule. Devilhead tworzą własną melancholijną opowieść, powolną, ciężką i chwilami niemal hipnotyczną. Problem polega na tym, że kompozycja nie zawsze potrafi uzasadnić własną długość. Muzycy posiadają interesujące pomysły, ale niekoniecznie rozpoznają moment, w którym należałoby zakończyć utwór. Nie każda atmosfera wymaga sześciu minut. Pete Crigler z „The Daily Vault” zarzucał „Polly” właśnie rozwlekłość, traktując ją jako przykład słabości całego wydawnictwa. Trudno całkowicie odrzucić tę uwagę, choć osobiście dostrzegam w utworze więcej uroku niż amerykański krytyk.

Jeszcze piękniej wypada „Troubled Moon”, jedna z najbardziej melancholijnych kompozycji albumu. Fortepian, głos i spokojnie rozwijająca się melodia przywołują Kevina Ayersa, Syda Barretta oraz bardziej wyciszone fragmenty solowej twórczości Marka Lanegana. To muzyka przypominająca pożółkłą fotografię wyjętą z rodzinnego albumu. Rozpoznajemy emocje, choć nie znamy historii przedstawionych na niej ludzi. Trudno też całkowicie uwolnić się od wspomnienia Andrew Wooda. Nie ma podstaw, aby uznawać „Troubled Moon” za bezpośrednią opowieść o nim, ale rodzinny kontekst nadaje melancholii Briana dodatkowy wymiar. Przypomina to prozę Faulknera, w której wydarzenia sprzed lat nieustannie powracają w życiu kolejnych pokoleń, niezależnie od ich woli.

„Devilhead”, „Down on the Cow” i „Birthday”. Rockowy kabaret z uszkodzonym zegarem

Utwór „Devilhead” przywraca groteskowe oblicze zespołu. Powolny, rozkołysany rytm i osobliwa interpretacja wokalna tworzą atmosferę niemal kabaretową. Wyobrażam sobie Toma Waitsa występującego w podrzędnym hotelowym salonie, gdzie nikt nie jest pewien, czy słucha oficjalnego koncertu, czy przypadkowo rozpoczętej imprezy. Ten rodzaj muzycznego humoru może fascynować, ale równie łatwo irytować. Kiedy wokalista świadomie rezygnuje z elegancji, powinien zaproponować coś więcej niż lekceważenie zasad. Brian Wood chwilami potrafi nadać temu zabiegowi wyrazistą osobowość. Innym razem sprawia wrażenie, jakby sam nie wiedział, czy traktuje własną kompozycję poważnie.

„Down on the Cow” przenosi muzykę w spokojniejsze, bardziej melodyjne rejony. Można odnaleźć tutaj coś z twórczości Satchel czy Brad, zespołów wywodzących się z podobnego środowiska Seattle. Nie ma wielkich gitarowych deklaracji. Jest powściągliwość, lekko psychodeliczna atmosfera i melancholia. „Birthday” ponownie przypomina natomiast, że Devilhead nie zamierzają podporządkowywać albumu jednej stylistyce. To bardziej tradycyjna rockowa piosenka, ale również ona zdradza skłonność do muzycznego rozchwiania. Zespół zbliża się do chwytliwego refrenu, po czym nagle skręca w zupełnie innym kierunku. Jakby obawiał się, że nadmierna przebojowość będzie oznaczała artystyczną kapitulację.

Właśnie tutaj widać zasadniczą różnicę pomiędzy Devilhead a największymi przedstawicielami sceny grunge Seattle lat dziewięćdziesiątych. Kurt Cobain potrafił połączyć brudne gitarowe brzmienie z niezwykłym talentem melodycznym, a Eddie Vedder i jego koledzy nadawali rockowym kompozycjom niemal stadionowy rozmach. Devilhead nie posiadają takiej konsekwencji. Ich największą siłą jest nieprzewidywalność, lecz właśnie ona staje się zarazem największym ograniczeniem. Nie każdy stylistyczny zwrot prowadzi do odkrycia czegoś wartościowego.

„We Like You”, „Cup of Tea” i „Funeral March”. Rockowa impreza dobiega końca

„We Like You” ponownie przynosi garażową energię i gitarową bezczelność. Jest w nim coś z klasycznego amerykańskiego rocka, ale również punkowa skłonność do prowokowania słuchacza. Utwór nie jest szczególnie skomplikowany. Jego siłą pozostają rytm, bezpośredniość i atmosfera muzycznego żartu. Problem zaczyna się wtedy, kiedy żart okazuje się mniej zabawny, niż oczekiwali autorzy. Devilhead potrafią przejść od znakomitej energii do fragmentów sprawiających wrażenie niedopracowanych, niekiedy nawet w obrębie tej samej kompozycji.

„Cup of Tea” rozwija spokojniejszą stronę albumu. Sam tytuł wydaje się zabawnym przeciwieństwem rockowego mitu. Zamiast whiskey, bójek i hotelowych ekscesów mamy filiżankę herbaty. Można dostrzec w tym dystans wobec estetyki Seattle, która w połowie lat dziewięćdziesiątych zaczęła obrastać własną mitologią. Rockowy buntownik powinien przecież wyglądać odpowiednio ponuro, opowiadać o cierpieniu i demonstrować niechęć do świata. Devilhead sprawiają natomiast wrażenie muzyków, którzy w pewnym momencie uznali, że cała ta powaga jest zwyczajnie śmieszna.

„Funeral March” jest jednym z najbardziej wymownych fragmentów końcowej części płyty. Tytuł przywołuje żałobny pochód, a muzyka posiada melancholijną atmosferę, w której dźwięki wydają się stopniowo opadać z sił. Nie ma tu klasycznego rockowego patosu ani wielkiej instrumentalnej kulminacji. Jest raczej zmęczenie, może rezygnacja, a może pogodzenie się z czymś, czego nie sposób już zmienić. W krótkich fragmentach finałowych pojawiają się również rozwiązania charakterystyczne dla epoki kompaktowej, kiedy zespoły chętnie ukrywały dodatkowy materiał za pozornym końcem albumu. Całość przypomina muzyczną imprezę, podczas której jedni uczestnicy dawno wyszli, inni zasnęli, a ostatni muzyk wciąż próbuje dokończyć swoją piosenkę.

Krytycy bez litości. Devilhead nie przekonali wszystkich

Recenzje „Your Ice Cream’s Dirty” były wyjątkowo podzielone, choć trudno mówić o dużej liczbie zachowanych, szeroko dostępnych analiz w najważniejszych magazynach rockowych. Znacznie łatwiej odnaleźć oceny w publikacjach zajmujących się muzyką alternatywną i recenzje retrospektywne. Ira Robbins z „Trouser Press” nie miał dla Devilhead większej wyrozumiałości. Określił album słowami „A witless meander”, czyli „Bezmyślna włóczęga”. Zarzucił zespołowi przypadkowe przemieszczanie się pomiędzy brytyjskim rockiem lat siedemdziesiątych, hardcore'em, country i jazzem bez wystarczająco przekonującego rezultatu. Jego zdaniem płyta pozostawała przede wszystkim ciekawostką dla kolekcjonerów historii sceny Seattle.

Jeszcze bardziej bezlitosny okazał się Pete Crigler z „The Daily Vault”, który w 2014 roku wystawił albumowi najniższą ocenę, określając go jako „One of the worst records ever made!” – „Jedna z najgorszych płyt, jakie kiedykolwiek nagrano!”. Krytyk zarzucał Devilhead brak dyscypliny, słabą produkcję, rozwlekłość kompozycji i nieprzekonujący wokal Briana Wooda. Zupełnie inaczej spojrzał na album recenzent włoskiego DeBaser, który w 2008 roku przyznał mu 3/5, dostrzegając wartość psychodelicznych ballad i charakterystycznej wokalnej osobowości lidera. Wyróżnił „There”, „Troubled Moon”, „Polly” oraz „Funeral March”.

Te rozbieżności są zrozumiałe. Devilhead potrafią być irytujący, a stylistyczny chaos nie zawsze prowadzi do odkrycia interesujących rozwiązań. Ale trudno całkowicie zgodzić się z przekonaniem, że album nie posiada żadnej wartości. „There” i „Troubled Moon” pokazują, że Brian Wood potrafił stworzyć atmosferę kruchej melancholii, a gitarowe partie Kevina wykraczają poza odtwarzanie grunge'owych schematów. Największą słabością pozostaje moim zdaniem nie brak talentu, lecz niedostateczna selekcja pomysłów. Gdyby muzycy ograniczyli materiał do najbardziej przekonujących kompozycji i nadali mu większą dramaturgiczną dyscyplinę, mogliby nagrać znacznie lepszą płytę. Ale być może stracilibyśmy wtedy również część jej osobliwego charakteru.

Dlaczego Devilhead nie zostali kolejną gwiazdą Seattle?

W 1994 roku grunge nadal stanowił jedno z najważniejszych zjawisk muzyki popularnej. Wytwórnie poszukiwały nowych zespołów mogących powtórzyć sukces Nirvany, Pearl Jam, Soundgarden i Alice in Chains. Dla formacji związanej rodzinnie i środowiskowo z historią tego ruchu istniały pozornie bardzo sprzyjające warunki. Devilhead nie wpisywali się jednak w oczekiwania rynku muzycznego. Nie mieli wokalisty o charyzmie Eddiego Veddera, nie dysponowali talentem Kurta Cobaina do tworzenia natychmiast zapamiętywanych refrenów ani monumentalną ekspresją Alice in Chains. Zamiast tego proponowali muzykę, w której punk spotykał psychodeliczny kabaret, a ciężki gitarowy riff mógł nagle ustąpić miejsca sennej balladzie.

Można oczywiście stwierdzić, że większy sukces nie nadszedł, ponieważ piosenki nie były wystarczająco dobre. Byłaby to jednak tylko część prawdy. Równie istotne pozostaje to, że Devilhead nie oferowali łatwej do rozpoznania muzycznej osobowości, jakiej oczekiwał przemysł sprzedający rock alternatywny milionom odbiorców. To jeden z paradoksów całej epoki. Alternatywa miała być buntem przeciwko przewidywalności komercyjnego biznesu, ale kiedy sama stała się wielkim biznesem, zaczęto wymagać od niej równie przewidywalnych produktów. Devilhead nie potrafili – albo nie chcieli – takich produktów dostarczać. W 1996 roku wydali jeszcze drugi album, „Pest Control”, po czym ich historia stopniowo dobiegła końca. Nie powstała wielka legenda ani generacyjne hymny. Pozostały dwie płyty i muzyczna historia braci, których nazwisko nieustannie przypominało o jednym z najbardziej tragicznych rozdziałów dziejów Seattle.

Zamiast zakończenia. Nie każde dziecko Seattle musiało zostać królem grunge'u

W „Wściekłości i wrzasku” William Faulkner przedstawia rodzinę, której historia staje się więzieniem dla kolejnych pokoleń. Przeszłość powraca w codziennych gestach, słowach i decyzjach, nawet wtedy, kiedy bohaterowie próbują się od niej uwolnić. Podobny cień można dostrzec w historii braci Wood. Andrew stał się legendą, której życie zakończyło się zbyt wcześnie. Brian i Kevin pozostali muzykami poszukującymi własnego miejsca w świecie nieustannie przypominającym im o zmarłym bracie. Mogli próbować kontynuować jego legendę, nagrać album pełen monumentalnych gitar, melancholijnych tekstów i wyraźnych odniesień do Mother Love Bone. Ale „Your Ice Cream’s Dirty” nie brzmi jak płyta stworzona po to, aby spełnić oczekiwania fanów grunge'u. Jest na to zbyt dziwna, chaotyczna i chwilami demonstracyjnie niepoważna.

Nie każda sztuka musi powstawać z zamiarem stworzenia arcydzieła. Nie każdy zespół musi zostać głosem pokolenia. Czasami muzycy próbują po prostu odnaleźć własny język, nawet jeśli po drodze popełniają błędy. Devilhead popełniają ich niemało. Część kompozycji jest nadmiernie rozwlekła, inne nie posiadają wyrazistych melodii, a gitarowy hałas nie zawsze brzmi jak świadomy zabieg artystyczny. Wokal Briana potrafi irytować równie mocno, jak chwilami wzruszać. Ale są tutaj również utwory, których nie sposób łatwo zapomnieć: melancholijne „There”, nocne „Troubled Moon”, psychodeliczne „Polly”, punkowe „Your Mistake” i osobliwy „Funeral March”.

W pewnym sensie debiut Devilhead przypomina bohaterów filmów Jima Jarmuscha. Nie są szczególnie skuteczni, nie realizują wielkich celów, często sprawiają wrażenie zagubionych. Ich życie składa się z przypadkowych spotkań, dziwnych rozmów i sytuacji, których sens pozostaje niejasny. Ale właśnie dlatego bywają bardziej interesujący niż perfekcyjni bohaterowie hollywoodzkich widowisk. Muzyka braci Wood posiada podobną niedoskonałość. Nie próbuje być piękna w tradycyjnym znaczeniu, czasami wręcz demonstracyjnie odrzuca elegancję. Ale pod warstwami hałasu, ironii i stylistycznego chaosu kryje się coś autentycznego. Może próba ucieczki od rodzinnej legendy, może niezgoda na oczekiwania rynku, a może po prostu radość muzyków, którzy spotykają się w studiu i robią dokładnie to, na co mają ochotę.

„Your Ice Cream’s Dirty” nie wygrał wyścigu o miejsce w historii grunge'u. Ale przypomina, że nie każda wartościowa muzyka musi brać udział w takim wyścigu. Czasami najbardziej interesujące rzeczy można odnaleźć właśnie tam, gdzie przemysł muzyczny dawno przestał zaglądać.

 

Ocena końcowa: 7/10

„Your Ice Cream’s Dirty” Devilhead to nierówny, dziwaczny, ale interesujący album rocka alternatywnego z 1994 roku. Łączy grunge, punk, psychodelię i garażową surowość, nie zawsze tworząc z tych elementów przekonującą całość. Największe atuty to „There”, „Troubled Moon”, „Your Mistake”, „Don't Make Me” i „Funeral March”, osobowość wokalna Briana Wooda oraz gitarowa energia Kevina Wooda. Największe słabości stanowią nierówny poziom kompozycji, rozwlekłość części utworów i brak konsekwentnej dramaturgii. Nie jest to zapomniane arcydzieło grunge'u, lecz wartościowa ciekawostka dla miłośników mniej znanych rozdziałów historii sceny Seattle.

Devilhead – „Your Ice Cream’s Dirty” (Loosegroove Records, 1994). Przywołane opinie krytyczne pochodzą z „Trouser Press”, „The Daily Vault” i DeBaser. Krótkie cytaty pozostawiono w oryginale, a polskie przekłady, porównania literackie i ocena albumu stanowią autorską interpretację.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Opinie

Mariusz Strzępek Mariusz Strzępek

Najbardziej przeraża mnie nie tylko to, co ludzie opowiadają o swoich krzywdach. Przeraża mnie również cisza tych, którzy powinni reagować. Cisza polityków, urzędników i instytucji, które zbyt często wykazują niezwykłą sprawność w chronieniu własnego wizerunku, a znacznie mniejszą determinację w wyjaśnianiu niewygodnych spraw.W tomaszowskim wątku nie opieram się wyłącznie na zasłyszanych historiach. Dysponuję nagraniem posiedzenia komisji, złożyłem zawiadomienie do prokuratury i domagam się wyjaśnienia, dlaczego istotna wypowiedź dotycząca małoletnich nie znalazła odzwierciedlenia w protokole. Nie przesądzam, że doszło do przestępstwa. Uważam jednak, że sprawa wymaga rzetelnego sprawdzenia.Nie interesuje mnie, kto jest z Platformy, PiS-u czy jakiejkolwiek innej partii. Krzywda nie ma barw politycznych. A milczenie wobec niej nie staje się mniej naganne tylko dlatego, że dotyczy naszych znajomych.Zostawiam więc czytelników z jednym pytaniem: jeżeli instytucje powołane do ochrony najsłabszych nie potrafią przekonująco wyjaśnić takich wątpliwości, to komu właściwie mają zaufać ludzie, którzy zdecydowali się mówić?Bo czasami największym skandalem nie jest samo nagranie. Jest nim to, jak wielu ludzi wolałoby, żeby nikt go nigdy nie odsłuchał.

Władza deprawuje, a władza absolutna deprawuje absolutnie – brzmi stare powiedzenie. Jest ono wciąż aktualne, jak pokazuje przykład byłego ministra, Michała Kołodziejczaka. Seksualnie – narkotyczna afera, którą nagłaśnia obecnie Kanał Zero, budzi obrzydzenie ale i rodzi pytania. Kto takich ludzi wystawia na listy wyborcze, kto daje im funkcję ministrów? Prezentowane przez ofiary nagrania pokazują osobę poważnie zaburzoną i zepsutą do szpiku kości. Kołodziejczak odwiedzał także Tomaszów, gdzie był fetowany przez działaczy Platformy Obywatelskiej, którzy chętnie i masowo się z nim fotografowali. W sieci nadal dostępne są wspólne nagrania z posłem Witczakiem. Z kolei politycy KO twierdzą w prywatnych rozmowach, że to właśnie Kołodziejczak stoi za powołaniem Michała Jodłowskiego na stanowisko dyrektora KRUS w Łodzi.

27 października w historii. Aresztowanie Starzyńskiego, świat na krawędzi wojny atomowej i list z Auschwitz do Tomaszowa

Jednego dnia niemieccy funkcjonariusze wyprowadzili z warszawskiego ratusza prezydenta, który nie opuścił stolicy podczas jej oblężenia. W innym październiku amerykańskie i radzieckie czołgi stanęły naprzeciw siebie w Berlinie, a rok później świat znalazł się o krok od wojny nuklearnej. Tymczasem w 1943 roku z Auschwitz wysłano pocztówkę do Tomaszowa Mazowieckiego. Jej autorką była młoda więźniarka, której historia przetrwała w muzealnych zbiorach. Co wydarzyło się 27 października? Dzisiejsze kalendarium historyczne opowiada również o narodzinach polskiej demokracji parlamentarnej, wielkich pisarzach, muzycznych przełomach i sportowych triumfach. Przede wszystkim jednak przypomina, że historia świata bywa zapisana na niewielkiej kartce papieru, zaadresowanej do zwyczajnego domu przy tomaszowskiej ulicy. Data dodania artykułu: 27.10.2026 06:53
27 października w historii. Aresztowanie Starzyńskiego, świat na krawędzi wojny atomowej i list z Auschwitz do Tomaszowa

Parlament Europejski przyznał Nagrodę Sacharowa Międzynarodowemu Trybunałowi Karnemu

Parlament Europejski przyznał Nagrodę im. Sacharowa Międzynarodowemu Trybunałowi Karnemu i jego przedstawicielom. Decyzję podjęli szefowie grup politycznych oraz przewodnicząca PE Roberta Metsola. Wyróżnienie jest wyrazem wsparcia dla instytucji, która pracuje na rzecz praworządności mimo nacisków, z którymi się spotyka. Data dodania artykułu: 27.10.2026 06:25
Parlament Europejski przyznał Nagrodę Sacharowa Międzynarodowemu Trybunałowi Karnemu

26 października w historii: Tomaszów pod niemiecką okupacją, wolność prymasa Wyszyńskiego i muzyczna legenda Queen

Historia potrafi być okrutna w swoim kalendarzowym porządku. Tego samego dnia, w którym przed laty tworzono administracyjne podstawy niemieckiej okupacji Polski, świat w innym stuleciu świętował zwycięstwo medycyny nad jedną z najgroźniejszych chorób ludzkości. W Warszawie rozpoczynał się proces polityczny, a ćwierć wieku później kardynał Stefan Wyszyński dowiadywał się o końcu swojego internowania. W muzyce 26 października należy między innymi do Queen, The Beatles i Krzesimira Dębskiego. Co wydarzyło się 26 października? Dzisiejsze kalendarium historyczne 26 października prowadzi również do Tomaszowa Mazowieckiego. Dokładnie 87 lat temu miasto znalazło się w granicach Generalnego Gubernatorstwa. Ta administracyjna decyzja okupanta zapoczątkowała nowy rozdział tragedii jego mieszkańców. Data dodania artykułu: 26.10.2026 08:01
26 października w historii: Tomaszów pod niemiecką okupacją, wolność prymasa Wyszyńskiego i muzyczna legenda Queen

Wojna bez wypowiedzenia. Rosja testuje NATO poniżej progu otwartego konfliktu

Nie ma czołgów przekraczających granicę NATO ani formalnego wypowiedzenia wojny. Są za to drony, podpalenia, sabotaż, cyberataki, operacje wpływu i tysiące komunikatów mających wywołać strach, gniew albo nieufność. Rosja coraz intensywniej prowadzi przeciwko państwom Zachodu działania, których największą siłą jest właśnie niejednoznaczność. Kreml próbuje sprawdzić, jak daleko może się posunąć, nie prowokując NATO do otwartej odpowiedzi militarnej. Data dodania artykułu: 25.10.2026 09:27
Wojna bez wypowiedzenia. Rosja testuje NATO poniżej progu otwartego konfliktu

25 października w historii. Od Azincourt po narodziny polskiej telewizji i tomaszowską remizę

Jednego dnia angielscy łucznicy rozbili francuską armię, dowodząc, że liczebna przewaga nie zawsze oznacza zwycięstwo. Kilka stuleci później w Warszawie uruchomiono pierwszą powojenną transmisję telewizyjną, którą mogły zobaczyć zaledwie nieliczne grupy widzów. W Krakowie kończono budowę kopca poświęconego Tadeuszowi Kościuszce, a Wojciech Korfanty domagał się w niemieckim parlamencie odbudowy Polski. Co wydarzyło się 25 października? Dzisiejsze kalendarium historyczne 25 października prowadzi przez wielkie bitwy, politykę, literaturę, muzykę i sport. Przynosi również odkrytą w muzealnych opracowaniach rocznicę z Tomaszowa Mazowieckiego. Dokładnie 113 lat temu zakończono tutaj rozbudowę remizy, która przez dziesięciolecia służyła miejscowym strażakom. Data dodania artykułu: 25.10.2026 08:21
25 października w historii. Od Azincourt po narodziny polskiej telewizji i tomaszowską remizę

Rosja nie musi wjechać czołgami. Najpierw chce wygrać wojnę o nasze umysły

Współczesna wojna nie zawsze zaczyna się od wystrzału. Może rozpocząć się od filmu na TikToku, fałszywego wpisu, odpowiednio spreparowanego zdjęcia albo informacji, która w ciągu kilku godzin podzieli społeczeństwo na dwa wrogie obozy. Podczas Igrzysk Wolności w Łodzi politycy i eksperci przekonywali, że właśnie dlatego Polska potrzebuje dziś nie tylko czołgów, samolotów i żołnierzy, ale także społecznej odporności. Padło określenie „obrona totalna”. Data dodania artykułu: 24.10.2026 16:35
Rosja nie musi wjechać czołgami. Najpierw chce wygrać wojnę o nasze umysły

24 października w historii. Czarny czwartek na Wall Street, walka „Solidarności” i narodziny ONZ

Jednego dnia świat finansów zobaczył, jak milionowe fortuny zamieniają się w papier bez wartości, a kilka dziesięcioleci później narody próbowały stworzyć organizację, która miała uchronić ludzkość przed kolejną wojną. W Polsce robotnicza „Solidarność” przekonała się, że nawet zwycięstwo w sądzie może zostać wykorzystane przeciwko wolności. A przecież 24 października to także wielka muzyka, legendarny pojedynek kierowców Formuły 1 i niezwykłe historie odwagi. Co wydarzyło się 24 października? Dzisiejsze kalendarium historyczne 24 października przypomina wydarzenia, których konsekwencje odczuwamy do dziś. Zaglądamy również do Tomaszowa Mazowieckiego, gdzie właśnie dzisiaj zostanie przypomniana historia majora Henryka Dobrzańskiego „Hubala” i jego żołnierzy. Data dodania artykułu: 24.10.2026 07:27
24 października w historii. Czarny czwartek na Wall Street, walka „Solidarności” i narodziny ONZ

Polityka coraz mniej przyciąga młode kobiety. CBOS pokazuje wyraźny podział pokoleniowy

Siedem na dziesięć Polek deklaruje, że polityką interesuje się tylko w średnim lub niewielkim stopniu. Zaledwie 15 proc. kobiet mówi o dużym lub bardzo dużym zainteresowaniu życiem politycznym, a kolejne 15 proc. przyznaje wprost: polityka nie interesuje ich wcale. Najnowsze dane CBOS pokazują jednak coś jeszcze – coraz mocniejszy podział pokoleniowy oraz wyraźne różnice między kobietami i mężczyznami, jeśli chodzi o deklarowane poglądy polityczne. Data dodania artykułu: 23.10.2026 22:00
Polityka coraz mniej przyciąga młode kobiety. CBOS pokazuje wyraźny podział pokoleniowy
Miłość nie zna wieku – Seniorzy na scenie życia

Miłość nie zna wieku – Seniorzy na scenie życia

Wyjątkowy wieczór seniorów w Tomaszowie MazowieckimSpektakl „Miłość nie zna wieku – Seniorzy na scenie życia” to wydarzenie poświęcone dojrzałej miłości, codziennym emocjom i sile relacji międzyludzkich. Na scenie pojawią się seniorzy, którzy poprzez sztukę, muzykę i wspólne doświadczenie opowiedzą o życiu, które wciąż potrafi zaskakiwać pasją, czułością i odwagą.Wieczór ma łączyć wzruszenie, humor i refleksję. To propozycja nie tylko dla osób starszych, ale także dla rodzin, przyjaciół i wszystkich mieszkańców regionu, którzy chcą wspólnie przeżyć wydarzenie o wyraźnym społecznym i integracyjnym charakterze.Seniorzy na scenie, ważny głos w lokalnej kulturzePrzedstawienie powstało w ramach projektu aktywizującego seniorów poprzez sztukę i budowanie więzi społecznych. Organizatorzy podkreślają, że nie chodzi wyłącznie o jednorazowy występ, ale o szerszą inicjatywę wzmacniającą sprawczość, pewność siebie i obecność starszego pokolenia w życiu kulturalnym.Za realizację projektu odpowiada Fundacja Poranek we współpracy z Gminnym Centrum Kultury i Biblioteką Publiczną w Lubochni oraz Gminą Lubochnia. Inicjatywa została współfinansowana z budżetu Samorządu Województwa Łódzkiego w ramach programu „Łódzkie dla Równych Szans”.Kiedy i gdzieWydarzenie odbędzie się 27 października 2026 roku o godzinie 18:00 w Miejskim Centrum Kultury Tkacz w Tomaszowie Mazowieckim przy ul. Niebrowskiej 50. Obecność publiczności będzie nie tylko okazją do spotkania ze sztuką, ale też formą wsparcia dla występujących seniorów. Data rozpoczęcia wydarzenia: 27.10.2026
Strofy dla Niepodległej

Strofy dla Niepodległej

Patriotyzm zapisany w wierszachPowiatowe Centrum Animacji Społecznej zaprasza na konkurs recytatorski „Strofy dla Niepodległej”, organizowany z okazji 108. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Wydarzenie będzie jednym z ważnych punktów poprzedzających listopadowe obchody i połączy artystyczną prezentację z lekcją historii, patriotyzmu oraz rozmową o znaczeniu wolności.Na scenie zaprezentują się uczniowie szkół podstawowych i ponadpodstawowych z całego powiatu tomaszowskiego. Młodzi recytatorzy sięgną po utwory polskich poetów poświęcone ojczyźnie, wolności i narodowej pamięci.Dla uczestników i publicznościPrzesłuchania rozpoczną się 4 listopada 2026 roku o godz. 9.00. Jako pierwsi wystąpią uczniowie klas I–III szkół podstawowych, a następnie kolejne grupy wiekowe: klasy IV–VI, VII–VIII oraz uczniowie szkół ponadpodstawowych.Organizatorzy podkreślają, że wydarzenie nie ma być wyłącznie konkursem, ale także wspólnym świętowaniem i okazją do budowania poczucia wspólnoty. Na widownię zaproszeni są nie tylko uczestnicy, ale również rodziny, nauczyciele i mieszkańcy powiatu, którzy chcą wesprzeć młodych artystów.Ważne informacjeZgłoszenia do udziału w konkursie przyjmowane są do 28 października. Uczestników mogą zgłaszać nauczyciele oraz instruktorzy placówek kultury. Szczegółowe informacje, regulamin i wymagane dokumenty udostępnia Powiatowe Centrum Animacji Społecznej.To wydarzenie dla wszystkich, którzy chcą zobaczyć, jak patriotyczna poezja zyskuje nowy, osobisty wymiar w interpretacji młodego pokolenia. Data rozpoczęcia wydarzenia: 04.11.2026
Jazzowe Zaduszki pełne wspomnień

Jazzowe Zaduszki pełne wspomnień

Wyjątkowy koncert w PCAS-iePowiatowe Centrum Animacji Społecznej w Tomaszowie Mazowieckim zaprasza na Jazzowe Zaduszki – koncert pełen wspomnień, nastroju i jazzowych interpretacji dobrze znanych utworów. Wydarzenie odbędzie się 5 listopada o godz. 18.30 w sali widowiskowej PCAS-u.To propozycja dla miłośników muzyki, którzy cenią wieczory z klimatem, refleksją i repertuarem bliskim kilku pokoleniom słuchaczy. Listopadowa atmosfera nadaje temu spotkaniu szczególny charakter, łącząc pamięć, emocje i piękno muzycznych opowieści.Znane utwory w jazzowej odsłoniePodczas koncertu publiczność usłyszy piosenki związane z twórczością Agnieszki Osieckiej, Wojciecha Młynarskiego i Zbigniewa Wodeckiego. Ich repertuar zabrzmi tym razem w nowych, jazzowych aranżacjach przygotowanych przez Calisia Jazz Quartet.Na scenie wystąpią: Małgorzata Biniek – wokal, Maciej Bąk – instrumenty klawiszowe, Mirosław Skowroński – perkusja oraz Bogumił Cieślak – kontrabas i gitara basowa.Wstęp i organizacjaWstęp na wydarzenie jest bezpłatny, jednak obowiązują wejściówki dostępne w sekretariacie placówki. Koncert odbędzie się w sali widowiskowej PCAS-u przy ul. Farbiarskiej 20/24 w Tomaszowie Mazowieckim.Jazzowe Zaduszki od kilku lat zajmują ważne miejsce w kalendarzu wydarzeń organizowanych przez PCAS i co roku przyciągają publiczność szukającą muzyki z klasą, sentymentem i wyjątkową atmosferą. Data rozpoczęcia wydarzenia: 05.11.2026

Polecane

27 października w historii. Aresztowanie Starzyńskiego, świat na krawędzi wojny atomowej i list z Auschwitz do Tomaszowa

27 października w historii. Aresztowanie Starzyńskiego, świat na krawędzi wojny atomowej i list z Auschwitz do Tomaszowa

Jednego dnia niemieccy funkcjonariusze wyprowadzili z warszawskiego ratusza prezydenta, który nie opuścił stolicy podczas jej oblężenia. W innym październiku amerykańskie i radzieckie czołgi stanęły naprzeciw siebie w Berlinie, a rok później świat znalazł się o krok od wojny nuklearnej. Tymczasem w 1943 roku z Auschwitz wysłano pocztówkę do Tomaszowa Mazowieckiego. Jej autorką była młoda więźniarka, której historia przetrwała w muzealnych zbiorach. Co wydarzyło się 27 października? Dzisiejsze kalendarium historyczne opowiada również o narodzinach polskiej demokracji parlamentarnej, wielkich pisarzach, muzycznych przełomach i sportowych triumfach. Przede wszystkim jednak przypomina, że historia świata bywa zapisana na niewielkiej kartce papieru, zaadresowanej do zwyczajnego domu przy tomaszowskiej ulicy. Data dodania artykułu: Dzisiaj, 06:53
27 października w historii. Aresztowanie Starzyńskiego, świat na krawędzi wojny atomowej i list z Auschwitz do Tomaszowa Laptop grzeje się i zwalnia? Co sprawdzić samemu, zanim trafi do serwisu Helios w Tomaszowie szykuje Maraton Halloween. Dwa zestawy i noc pełna horrorów Miłość nie wystarczy, gdy brakuje wiedzy. Tomaszowskie hospicjum uczy rodziny, jak opiekować się chorymi Prognoza pogody na 26 i 27 października. Chłodna noc, lokalne przymrozki i gęste mgły Sukcesy tomaszowskich kolarzy. Miasto przypomina o mocnym akcencie na ogólnopolskiej gali Rodzinny trening bezpieczeństwa w Tomaszowie. Mieszkańcy ćwiczyli reakcje na zagrożenia Rondo na Spalskiej prawie gotowe. Dodatkowy wylot przygotowano pod przyszłą obwodnicę Tomaszowa Lechia rozbiła Spartę. Trzy sety, 75:50 w punktach i awans na siódme miejsce Tragiczny wypadek w Osiedlu Niewiadów. Nie żyje 38-letni kierowca. Strażacy walczyli o życie poszkodowanych Jak dobrać rozmiar kasku motocyklowego, żeby nie uciskał? Mała bateria, wielki pożar. Eksperci ostrzegają przed niebezpieczeństwem ukrytym w naszych śmieciach
Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

W naszej ofercie dostępny jest wózek inwalidzki o napędzie elektrycznym, zaprojektowany z myślą o wygodzie, bezpieczeństwie i większej samodzielności użytkownika. To sprzęt, który może realnie poprawić komfort codziennego funkcjonowania – w domu, podczas spaceru, wizyty u lekarza czy załatwiania codziennych spraw.Model posiada amortyzowaną ramę z dwoma amortyzatorami kół tylnych, co zwiększa komfort jazdy na nierównym podłożu. Wózek wyposażono w szarą, oddychającą i demontowalną tapicerkę oraz poduszkę siedziska. Dostępne szerokości siedziska to 16” i 18”.Dla wygody użytkownika zastosowano regulowany kąt nachylenia oparcia, regulowane i demontowalne podłokietniki, możliwość odchylenia joysticka oraz uchylne, demontowalne podnóżki z regulacją długości. Bezpieczeństwo podczas jazdy zapewniają hamulce elektromagnetyczne, regulowane tylne kółka przeciwwywrotne oraz pełne oświetlenie drogowe LED.Wózek posiada kontroler VS/PG50A, koła przednie 9”, koła tylne 14”, prześwit 8 cm, a jego waga bez akumulatorów wynosi 49 kg.To urządzenie przeznaczone jest dla osób, które potrzebują wsparcia w mobilności i chcą zachować możliwie największą niezależność. Przeciwwskazaniem do użytkowania są przeciwwskazania do pozycji siedzącej.Z pełną ofertą można zapoznać się w naszym punkcie zaopatrzenia medycznego:Twój Sklep MedycznyTomaszów Mazowiecki, ul. Słowackiego 4Oferujemy atrakcyjne rabaty dla stałych klientów. Honorujemy Tomaszowską Kartę Seniora. Na terenie miasta zapewniamy transport gratis.
Reklama Twój Sklep Medyczny
Reklama badanie bezdechu sennego
Reklama
Reklama

Wasze komentarze

Autor komentarza: AK-47 Treść komentarza: Ten wariant to zemsta PSL-u?.... Źródło komentarza: S12 przez Tomaszów jednak bez odwrotu. Ministerstwo ujawnia liczbę rozbiórek i nowy harmonogram Autor komentarza: Optymista Treść komentarza: Ta "derektorka" zapowiedziała nauczycielom, że ma takie znajomości w starostwie i kuratorium, więc mogą sobie pisać skargi i tyle Źródło komentarza: Pracownica zarzuca mobbing i dyskryminację. Skargą na dyrektor SOSW zajmą się radni Autor komentarza: ixi Treść komentarza: Ta dziewczyna na zdjęciu, powinna zainteresować się zupełnie innym sprzętem swojego chłopaka. Oczywiście, nie w czasie jazdy motocyklem, ale w czasie zupełnie innej "jazdy "..... Źródło komentarza: Jak dobrać rozmiar kasku motocyklowego, żeby nie uciskał? Autor komentarza: A Treść komentarza: Ostatnie zdanie mógłby "autor" artykułu usunąć. Źródło komentarza: S12 przez Tomaszów jednak bez odwrotu. Ministerstwo ujawnia liczbę rozbiórek i nowy harmonogram Autor komentarza: Outsider Treść komentarza: Wytyczenie tych "kresek" przebiegu to psychodeliczny sen paranoika. Odklejony od rzeczywistości, ale zapewne kilku "ważnych" przytuli kasę za korzystne lokalizacje gruntów skupowanych od lat. I o to idzie cała ta przepychanka z lokalnymi społecznościami. Źródło komentarza: S12 przez Tomaszów jednak bez odwrotu. Ministerstwo ujawnia liczbę rozbiórek i nowy harmonogram Autor komentarza: Nie dla PSL. Treść komentarza: Wariant na południe od Tomaszowa jest bez sensu. Ta droga powinna przebiegać na północ od Tomaszowa co byłoby korzystne dla mieszkańców Tomaszowa i Rawy Mazowieckiej bo zyskali by szybką blisko Rawy drogę do Łodzi. Wariant północny miał być realizowany i tak zapewniano przez lata, Klimczak z PSL to zmienił. Źródło komentarza: S12 przez Tomaszów jednak bez odwrotu. Ministerstwo ujawnia liczbę rozbiórek i nowy harmonogram
Reklama
Reklama

Napisz do nas

Zachęcamy do kontaktu z nami za pomocą formularza. Możecie dołączyć zdjęcia i inne załączniki. Podajcie swojego maila ułatwi to nam kontakt z Wami
Reklama