Within Temptation i Evanescence. Spotkanie, które musiało się wydarzyć
Wspólna trasa Within Temptation i Evanescence pod nazwą „Worlds Collide Tour” była jednym z najbardziej oczekiwanych wydarzeń dla miłośników melodyjnego metalu. Obie grupy od ponad dwóch dekad zajmują szczególne miejsce w muzyce rockowej, choć każda dotarła do niego inną drogą. Within Temptation zaczynali od gotyckiego i doommetalowego brzmienia, stopniowo rozwijając symfoniczną estetykę na albumach „Mother Earth”, „The Silent Force” i „The Heart of Everything”. Evanescence, z Amy Lee na czele, wywodzili się z amerykańskiego rocka alternatywnego, łącząc ciężkie gitary z gotycką melancholią i niezwykłą melodyjnością. Nigdy nie traktowałem tych zespołów jako konkurentów. Ich muzyka działała na mnie w odmienny sposób. Within Temptation częściej zabierali mnie w świat wyobraźni, podczas gdy Evanescence zdawali się zaglądać bezpośrednio w ludzkie emocje, niekiedy z brutalną szczerością.
Wspólna trasa została kilkakrotnie przełożona z powodu pandemii. Kiedy wreszcie odbyła się jesienią 2022 roku, oczekiwania publiczności były ogromne. Dwa koncerty w amsterdamskiej Ziggo Dome zgromadziły łącznie około 30 tysięcy widzów. „Worlds Collide Tour – Live in Amsterdam” ukazał się 21 czerwca 2024 roku nakładem Force Music Recordings, dokumentując jedno z najważniejszych wydarzeń w koncertowej historii Within Temptation. Czternaście kompozycji prowadzi słuchacza przez kolejne etapy kariery Holendrów, od „Ice Queen” i „Mother Earth” po nagrania z okresu „Resist” i „Bleed Out”. Już sam dobór repertuaru sprawił, że sięgnąłem po album z dużą ciekawością. Lubię koncerty, które pozwalają prześledzić drogę artysty, usłyszeć, jak zmieniały się jego ambicje i sposób myślenia o muzyce. Tutaj otrzymujemy taką możliwość, choć muszę przyznać, że w kilku miejscach chętnie zamieniłbym najbardziej oczywiste przeboje na mniej znane kompozycje.
„Our Solemn Hour”, „Faster” i „Paradise”. Koncert rozpoczyna się bez ostrzeżenia
„Our Solemn Hour” jest otwarciem niemal idealnym. Fragment przemówienia Winstona Churchilla, ciężkie gitarowe riffy i monumentalne aranżacje natychmiast budują atmosferę wielkiego wydarzenia. W listopadzie 2022 roku, kiedy w Ukrainie trwała pełnoskalowa wojna, historyczne słowa nabierały szczególnego znaczenia. Przyznam, że zawsze mam pewne opory wobec wykorzystywania wielkich wydarzeń historycznych jako elementu rockowego widowiska. Łatwo przecież zamienić tragedię w efektowną dekorację. Tutaj jednak nie odnoszę takiego wrażenia. Muzyka posiada odpowiednią powagę, a Sharon den Adel śpiewa z przekonaniem, które trudno uznać za czysto sceniczną kreację. W „Czasie Apokalipsy” Francisa Forda Coppoli monumentalna muzyka Wagnera towarzyszyła obrazom wojny, tworząc niepokojący kontrast. Within Temptation wykorzystują podobny mechanizm, choć znacznie bardziej jednoznacznie opowiadają się po stronie wolności i sprzeciwu wobec przemocy.
„Faster” przynosi zmianę nastroju. To jeden z tych utworów, które lubię przede wszystkim za energię i znakomitą melodię. Nie ma tutaj potrzeby budowania wielkich symfonicznych konstrukcji. Mocne gitary, zdecydowany rytm i świetny refren wystarczają, aby publiczność natychmiast odpowiedziała zespołowi. „Paradise (What About Us?)” posiada bardziej dramatyczny charakter. Studyjna wersja z Tarją Turunen należy do moich ulubionych duetów symfonicznego metalu, dlatego koncertowe wykonanie bez jej udziału początkowo pozostawia pewien niedosyt. Jednak zespół potrafi przekuć tę nieobecność w atut. Reakcja publiczności nadaje kompozycji dodatkową siłę, a Sharon z powodzeniem prowadzi całość. To jeden z momentów, kiedy przypominam sobie, że koncert nie musi być wierną kopią albumu studyjnego. Powinien posiadać własną energię i własne emocje.
„Stand My Ground”, „Angels” i „Iron”. Pomiędzy dawnym romantyzmem a współczesnym metalem
„Stand My Ground” należy do piosenek, do których mam szczególny sentyment. Być może dlatego, że doskonale reprezentuje okres, kiedy Within Temptation potrafili łączyć ciężkie gitarowe riffy z melodyjnością niemal klasycznego rocka. Refren jest prosty, ale posiada ogromną siłę. W Amsterdamie tysiące ludzi śpiewają go wspólnie z Sharon, tworząc atmosferę, której nie da się osiągnąć w studiu. To właśnie takie chwile sprawiają, że lubię albumy koncertowe. Nie chodzi wyłącznie o jakość dźwięku. Ważna jest świadomość obecności publiczności, która przestaje być biernym odbiorcą, a staje się częścią wykonania.
„Angels” przypomina mi natomiast, za co pokochałem dawny Within Temptation. Jest tutaj gotycki romantyzm, piękna melodia i charakterystyczna atmosfera baśniowej tragedii. Scenografia robi ogromne wrażenie: Sharon unosi się ponad sceną, a za jej plecami pojawiają się ogniste skrzydła. Przyznam, że podobne widowiskowe pomysły potrafią mnie czasami irytować. Zdarza się przecież, że sceniczny rozmach przykrywa muzykę. Tutaj jednak wszystko współgra z charakterem kompozycji. „Iron” przynosi zdecydowanie cięższe brzmienie. Gitary są agresywne, perkusja pracuje z imponującą precyzją, a Sharon śpiewa bardziej bezpośrednio, bez dawnej operowej stylizacji. Lubię ten utwór, choć nie ukrywam, że bardziej przemawia do mnie romantyczna atmosfera „Angels”. Właśnie te dwa nagrania, umieszczone obok siebie, pokazują, jak daleką drogę przeszedł zespół.
„Raise Your Banner” i „Entertain You”. Kiedy muzyka zaczyna mówić o świecie
„Raise Your Banner” należy do utworów, które szczególnie mocno wybrzmiewają w kontekście współczesnych wydarzeń. To hymn o sprzeciwie wobec przemocy i podporządkowania, a w listopadzie 2022 roku jego przesłanie było niezwykle aktualne. Nigdy nie uważałem, że muzycy powinni unikać tematów politycznych czy społecznych. Przeciwnie. Rock od początku był muzyką buntu, niezgody i kwestionowania obowiązujących reguł. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy artystyczny przekaz zamienia się w zbiór pustych sloganów. Within Temptation potrafią jednak nadać swoim deklaracjom przekonującą formę. Potężny refren, ciężkie gitary i reakcja publiczności tworzą jeden z najbardziej emocjonalnych momentów koncertu.
„Entertain You” reprezentuje bardziej współczesne oblicze zespołu. Elektroniczne elementy, mocny rytm i agresywne gitary zbliżają kompozycję do metalu alternatywnego. Tekst dotyczący społecznej presji oraz potrzeby podporządkowania się cudzym oczekiwaniom wydaje mi się szczególnie interesujący w czasach mediów społecznościowych, gdzie niemal każdy może oceniać innych, często bez odpowiedzialności za własne słowa. Muzycznie utwór jest efektowny, chociaż nie należy do moich ulubionych nagrań Within Temptation. Brakuje mi w nim odrobiny melodyjnej subtelności, która kiedyś stanowiła jeden z największych atutów grupy. Nie oznacza to jednak, że zespół powinien nieustannie powracać do dawnej stylistyki. Artysta ma prawo się zmieniać, nawet jeśli nie wszystkie te zmiany odpowiadają oczekiwaniom wieloletnich słuchaczy.
„The Reckoning”. Sharon den Adel i Amy Lee – spotkanie dwóch niezwykłych głosów
„The Reckoning” jest dla mnie najważniejszym momentem całego wydawnictwa. Na scenie pojawia się Amy Lee z Evanescence, aby wspólnie z Sharon den Adel wykonać jeden z najbardziej monumentalnych utworów współczesnego Within Temptation. Przyznam, że miałem wobec tego nagrania szczególne oczekiwania. Obie wokalistki od lat należą do moich ulubionych głosów ciężkiego rocka, ale nigdy nie uważałem ich za artystki podobne. Sharon posiada barwę jaśniejszą, bardziej otwartą i melodyjną. Amy śpiewa ciemniej, z większym dramatyzmem i charakterystyczną melancholią. Ich wspólny występ nie jest więc spotkaniem dwóch identycznych osobowości, lecz dialogiem odmiennych sposobów wyrażania emocji.
Wersja studyjna, nagrana z Jacobym Shaddixem z Papa Roach, opierała się na kontraście pomiędzy mocnym męskim głosem a wokalem Sharon. Koncertowe wykonanie z Amy Lee zmienia tę konstrukcję. Obie artystki wzajemnie uzupełniają swoje partie, a refren nabiera niezwykłej siły. Nie ma tutaj rywalizacji ani potrzeby demonstrowania wokalnej przewagi. Jest współpraca, której rezultatem staje się coś więcej niż zwykły duet. Szczególnie poruszający pozostaje moment, kiedy Sharon i Amy chwytają się za ręce. Wiem, że podobne gesty bywają częścią scenicznego scenariusza, ale nie zawsze trzeba wszystko sprowadzać do reżyserii. Czasami obraz posiada własną emocjonalną wartość, niezależnie od tego, jak dokładnie został przygotowany.
Dla mnie „The Reckoning” jest muzycznym sercem całego koncertu. To tutaj idea „Worlds Collide” zyskuje najpełniejsze znaczenie. Dwa światy spotykają się nie po to, aby ze sobą walczyć, lecz żeby stworzyć wspólną opowieść. Gdybym miał wskazać jeden utwór, dla którego warto sięgnąć po to wydawnictwo, bez wahania wybrałbym właśnie ten.
„Supernova”, „Don't Pray for Me” i „All I Need”. Emocje, które nie potrzebują ognia
„Supernova” posiada szczególne znaczenie dla Sharon den Adel, ponieważ powstała w związku ze śmiercią jej ojca. To kompozycja, którą odbieram inaczej niż większość repertuaru Within Temptation. Nie chodzi tutaj o potężne riffy ani symfoniczne aranżacje. Najważniejszy pozostaje osobisty charakter muzyki. Elektroniczne brzmienie i niemal poprockowa melodyka nie należą do moich ulubionych stylistycznych rozwiązań zespołu, ale trudno odmówić utworowi emocjonalnej autentyczności. W „Roku magicznego myślenia” Joan Didion opisywała żałobę jako doświadczenie, które zmienia sposób postrzegania codzienności. „Supernova” podejmuje podobny temat prostszymi środkami. Nie analizuje straty. Próbuje ją wyrazić za pomocą melodii.
„Don't Pray for Me” jest znacznie cięższy i bardziej bezpośredni. Tekst dotyczący prawa do samodzielnego podejmowania decyzji oraz sprzeciwu wobec narzucania cudzych przekonań posiada wyraźny społeczny charakter. Muzycznie utwór jest mocny, choć nie wszystkie elektroniczne elementy przekonują mnie w wersji koncertowej. Część odtwarzanych partii sprawia, że brzmienie staje się chwilami zbyt przewidywalne. Znacznie bliższy pozostaje mi „All I Need”, jedna z najpiękniejszych ballad Within Temptation. Tutaj Sharon nie musi walczyć z potężną ścianą gitar. Może pozwolić melodii rozwijać się naturalnie, a jej głos odzyskuje delikatność, za którą tak ceniłem dawne nagrania zespołu. Widowiskowa scenografia, z unoszącą się ponad sceną wokalistką, pozostaje efektowna, ale nawet bez niej utwór broniłby się znakomicie.
„Ice Queen” i „Mother Earth”. Powrót do muzycznego domu
Finał koncertu przynosi „Ice Queen” i „Mother Earth”. Przyznam, że właśnie na te utwory czekałem szczególnie. To muzyka z okresu, kiedy Within Temptation potrafili stworzyć własny, niepowtarzalny świat, w którym ciężkie gitary spotykały się z baśniową melodyjnością i romantyczną wyobraźnią. „Ice Queen” nadal brzmi znakomicie. Charakterystyczna melodia, symfoniczne tło i głos Sharon tworzą kompozycję, która mimo upływu ponad dwóch dekad nie straciła uroku. Reakcja amsterdamskiej publiczności pokazuje, że nie jestem osamotniony w tym sentymencie. Tysiące ludzi śpiewających razem z zespołem przypominają, jak wielkie znaczenie mogą posiadać piosenki towarzyszące nam przez wiele lat.
„Mother Earth” jest zakończeniem niemal idealnym. Rozbudowana melodia, folkowe inspiracje i monumentalne aranżacje tworzą atmosferę epickiej opowieści. Można odnaleźć tutaj coś z „Władcy Pierścieni” J.R.R. Tolkiena, gdzie natura posiada własną pamięć, a krajobraz staje się częścią historii. To muzyka, która nie potrzebuje komentować bieżących wydarzeń, aby przemawiać do wyobraźni. Po ciężkich gitarach, elektronicznych eksperymentach i społecznych deklaracjach Within Temptation wracają do własnych korzeni. Dla mnie to najbardziej naturalny finał całego widowiska. Nie dlatego, że zespół powinien pozostać wierny stylistyce sprzed dwudziestu lat, ale ponieważ właśnie w tych kompozycjach odnajduję jego najbardziej charakterystyczną osobowość.
Sharon den Adel i muzycy Within Temptation. Perfekcja, która czasami przeszkadza
Sharon den Adel znajduje się w znakomitej formie wokalnej. Potrafi śpiewać monumentalnie, delikatnie, dramatycznie i niemal popowo, nie tracąc rozpoznawalnej barwy. Nie oznacza to jednak, że koncert jest dziełem wyłącznie wokalistki. Ruud Jolie i Stefan Helleblad tworzą gitarowy fundament, Jeroen van Veen odpowiada za bas, a Mike Coolen prowadzi perkusję z imponującą precyzją. Zespół brzmi potężnie, a jego wykonanie jest niemal pozbawione słabych momentów. Właśnie ta perfekcja budzi jednak moje największe zastrzeżenie.
Lubię koncerty, podczas których muzyka oddycha, a wykonawcy pozwalają sobie na nieprzewidziane zmiany. Uwielbiam momenty, gdy gitarzysta przedłuża solówkę, perkusista zmienia akcenty, a wokalista inaczej interpretuje dobrze znaną frazę. „Worlds Collide Tour – Live in Amsterdam” oferuje takich chwil stosunkowo niewiele. Rozbudowane partie symfoniczne i część elektronicznych elementów pochodzą z wcześniej przygotowanych ścieżek, a sceniczna produkcja wymaga niemal matematycznej dokładności. Rozumiem to rozwiązanie. Wielkie widowisko z ogniem, ruchomymi konstrukcjami i projekcjami nie może opierać się na pełnej improwizacji. Jednak chwilami odnoszę wrażenie, że muzyka została podporządkowana technicznej perfekcji. Dlatego szczególnie polecam wersję filmową koncertu. Dopiero obraz pozwala w pełni docenić scenografię i zrozumieć, dlaczego zespół wybrał właśnie taki sposób realizacji.
Co napisali krytycy? Zachwyt i kilka uzasadnionych zastrzeżeń
Adam Brennan z „Metal Hammer” określił wydawnictwo jako „a refined arena show with all the hits”, czyli dopracowany koncert arenowy ze wszystkimi przebojami. Trudno o celniejszą charakterystykę. Within Temptation prezentują znakomitą formę, ale nie próbują radykalnie zmieniać własnych kompozycji. Amber Brooks z „Distorted Sound Magazine” przyznała albumowi 7/10, doceniając jakość wykonania, scenografię, formę Sharon i duet z Amy Lee. Zwróciła jednak uwagę na słabsze fragmenty, szczególnie bardziej popowy charakter „Supernova” oraz wykorzystanie przygotowanych ścieżek w „Don't Pray for Me”. Podzielam część tych zastrzeżeń. Wydawnictwo jest momentami zbyt dokładnie zaplanowane, a elektroniczna produkcja nie zawsze wzmacnia koncertową energię.
Lee Carter z „Devolution Magazine” zauważył, że zespoły symfonicznometalowe najpełniej realizowałyby swoją wizję, występując z prawdziwą orkiestrą. Logistyka i koszty sprawiają jednak, że podobne rozwiązanie nie zawsze jest możliwe. Mimo tego recenzent docenił potęgę widowiska, pisząc „It still packs a terrific punch” – „Wciąż ma potężną siłę uderzenia”. Z kolei Moritz Grütz z niemieckiego Metal1.info przyznał albumowi 9,5/10, szczególnie wysoko oceniając produkcję i realizację filmową. Te opinie pokazują, jak różne mogą być oczekiwania wobec albumu koncertowego. Jedni poszukują spontaniczności i muzycznego ryzyka, inni cenią perfekcyjne wykonanie oraz widowiskową oprawę. Ja sam znajduję się gdzieś pomiędzy tymi podejściami. Potrafię docenić rozmach Within Temptation, ale czasami chciałbym usłyszeć odrobinę więcej nieprzewidywalności.
Zamiast zakończenia. Muzyka, do której warto wracać
Kiedy słucham „Worlds Collide Tour – Live in Amsterdam”, coraz wyraźniej rozumiem, że moja relacja z muzyką Within Temptation jest w dużej mierze opowieścią o przemijaniu. Nie dlatego, że zespół utracił artystyczną siłę. Przeciwnie. Sharon i jej muzycy nadal potrafią tworzyć imponujące widowiska, a ich współczesny repertuar posiada wiele wartościowych kompozycji. Zmienił się jednak język, którym opowiadają własne historie. Dawniej dominowały baśniowe obrazy, gotycki romantyzm i symfoniczne melodie. Dzisiaj coraz częściej pojawiają się tematy wojny, społecznych konfliktów, osobistej straty i potrzeby niezależności.
W „Mistrzu i Małgorzacie” Michaiła Bułhakowa fantastyka wkraczała do codziennej rzeczywistości, zmieniając sposób, w jaki bohaterowie postrzegali własne życie. Historia Within Temptation przebiegała niemal odwrotnie. Zaczynali od muzycznych baśni, by z czasem coraz mocniej przyglądać się prawdziwemu światu. Nie wszystkie rezultaty tej przemiany budzą mój entuzjazm. Czasami tęsknię za melodiami z „Mother Earth” i atmosferą „The Silent Force”. Ale nie oczekuję przecież, że artyści będą przez całe życie nagrywać tę samą płytę. Muzyka, podobnie jak literatura, powinna rozwijać się razem ze swoimi twórcami.
„Worlds Collide Tour – Live in Amsterdam” jest dla mnie przede wszystkim spotkaniem z zespołem, którego muzyka towarzyszyła mi przez wiele lat. Są tutaj utwory, do których wracam z sentymentem, i takie, które dopiero z czasem zacząłem doceniać. Jest monumentalna scenografia, potężne brzmienie i znakomita forma Sharon. Jest również kilka rozwiązań, które nie do końca mnie przekonują. Nie zamierzam udawać, że każde elektroniczne brzmienie stanowi artystyczny postęp, a każda perfekcyjnie zaprogramowana aranżacja musi być lepsza od bardziej spontanicznego wykonania.
Największe emocje wywołuje jednak nie sceniczny ogień ani monumentalne dekoracje. Pozostaje nim moment, w którym Sharon den Adel i Amy Lee stoją obok siebie podczas „The Reckoning”. Dwa głosy, dwie muzyczne historie i tysiące słuchaczy, którzy przez kilka minut mogą poczuć, że uczestniczą w czymś wyjątkowym. Właśnie dla takich chwil warto słuchać albumów koncertowych.
„Worlds Collide Tour – Live in Amsterdam” nie jest najlepszym koncertowym albumem, jaki słyszałem. Jest jednak jednym z tych wydawnictw, które przypominają mi, dlaczego przed laty pokochałem muzykę Within Temptation.
Za melodie, które potrafią przenieść człowieka w inny świat.
Za głos Sharon, którego nie sposób pomylić z żadnym innym.
Za gitarowe riffy, które nawet po latach potrafią wywołać dreszcz.
I za przekonanie, że muzyka może pozostać piękna, nawet kiedy opowiada o rzeczach bolesnych.
Bo kiedy dwa światy spotykają się w ogniu, nie zawsze musi dojść do katastrofy.
Czasami rodzi się z tego dźwięk, do którego chce się wracać.
Ocena końcowa: 8,5/10
„Worlds Collide Tour – Live in Amsterdam” (2024) to imponujący dokument koncertowej dojrzałości Within Temptation, łączący klasyczny gothic i symphonic metal z nowoczesnym alternative metalem i elektroniką. Czternaście kompozycji tworzy przekrój historii zespołu, od „Ice Queen” i „Mother Earth” po „Raise Your Banner” i „Don't Pray for Me”.
Największe atuty: znakomita forma Sharon den Adel, emocjonalny duet z Amy Lee w „The Reckoning”, potężne gitarowe brzmienie, doskonała jakość dźwięku i efektowna scenografia. Szczególnie wysoko oceniam „Our Solemn Hour”, „Angels”, „The Reckoning”, „All I Need”, „Ice Queen” i „Mother Earth”.
Największe słabości: ograniczona spontaniczność, odtwarzane partie symfoniczne, przewidywalny dobór repertuaru i kilka utworów, w których elektronika zbyt mocno dominuje nad naturalnym rockowym brzmieniem.
Werdykt: To album, który warto poznać przede wszystkim w wersji filmowej. Within Temptation pozostają znakomitym zespołem koncertowym, choć ich współczesna muzyka nie zawsze posiada dawną baśniową tajemniczość. Dla miłośników Evanescence, Nightwish, Epiki, Delain i Lacuny Coil jest to wydawnictwo szczególnie interesujące.
Within Temptation – „Worlds Collide Tour – Live in Amsterdam” (Force Music Recordings, 21 czerwca 2024). Nagranie: Ziggo Dome, Amsterdam, listopad 2022 roku. Czternaście utworów, około 71 minut. Gościnnie: Amy Lee z Evanescence w „The Reckoning”. Przywołane opinie krytyczne pochodzą z „Metal Hammer”, „Distorted Sound Magazine”, „Devolution Magazine” i Metal1.info. Interpretacje, odniesienia literackie i ocena 8,5/10 stanowią autorski komentarz redakcyjny.



Napisz komentarz
Komentarze